Urzędnicza „oszczędność”

– Wójt mówi nam, że gmina musi zaciskać pasa, ale urzędników najwyraźniej to już nie dotyczy – pisze w liście do redakcji rozgoryczona Czytelniczka z Dubienki. Nocą w urzędzie gminy palą się światła, a pracownicy w czasie, kiedy powinni obsługiwać interesantów, „wożą” się autem OSP. Wójt Domański twierdzi, że te zarzuty nijak mają się do rzeczywistości.

– W naszej gminie źle się dzieje – pisze w liście do naszej redakcji Czytelniczka z gminy Dubienka. – Wójt wszystkich wokół informuje, że mamy kryzys i każe zaciskać pasa. Gmina oszczędza też na bezpieczeństwie mieszkańców, ale sama oszczędnością nie grzeszy. Przykłady można mnożyć. Wieczorami latarnie świecą zaledwie pół godziny. A te nowe, oświetlające centrum Dubienki i park nie są włączane wcale. Od kilku miesięcy widać też, że samochód OSP w Dubience jest w ciągłym użyciu. Jeździ nim urzędnik odpowiedzialny za śmieci. Nie było dnia, abym podczas spaceru albo przejażdżki rowerem nie widziała tego samochodu jadącego gdzieś. Często zdarza się, że te wyjazdy są żenująco krótkie, np. do przystanku znajdującego się 200 m od urzędu gminy w celu zamieniania kilku zdań z innym pracownikiem. Kwoty wydawane na paliwo na pewno są duże.
Jakiś czas temu na łamach „Nowego Tygodnia” pisaliśmy, że wielu mieszkańców gminy ociąga się z płatnościami za wywóz nieczystości. Wg naszej Czytelniczki nie powinien dziwić fakt, że ściągalność jest byle jaka, kiedy odpowiedzialny za nią urzędnik dzień w dzień urządza sobie wycieczki po Dubience.

– Powinien upominać ludzi o należności i pracować, a nie sobie jeździć. Kilka razy byłam w urzędzie, aby dowiedzieć się, ile mam zapłacić za śmieci i tego urzędnika nie było. A raz, kiedy już go zastałam, nie był w stanie odpowiedzieć na moje pytanie, bo nie miał jakiejś księgowości. Powiedział, że zapłacę, ile zapłacę i żebym kiedyś przyszła, to mi powie dokładnie. Podobne sytuacje zdarzały się także moim znajomym, więc to chyba norma w urzędzie – oburza się kobieta.
Kolejnym dowodem na urzędniczą nieoszczędność jest to, że w budynku urzędu gminy, a dokładnie w pokoju, gdzie wydawane są dowody osobiste, nocami pali się światło.
– Ale wszelkie rekordy pobiła świetlica wiejska w Dubience, bo tam światło w łazience świeciło się prawie cały sierpień – pisze kobieta.
Waldemar Domański, wójt gminy Dubienka, twierdzi, że większość z przedstawionych w liście zarzutów nijak ma się do rzeczywistości.
– Ford OSP Dubienka rzeczywiście jest używany do celów niezwiązanych z ochroną przeciwpożarową, ponieważ to jedyne auto, jakim dysponuje gmina. Nieprawdą jest, że on jest wykorzystywany do wyjazdów „na pogaduszki”. Jeśli jedzie na przystanek autobusowy, gdzie znajduje się też pomieszczenie gospodarcze urzędu gminy, to tylko po to, aby dowieźć lub zabrać jakieś przedmioty albo pracowników. Pracownik, któremu zarzuca się ciągłe jeżdżenie po Dubience, zajmuje się nie tylko naliczaniem należności za wywóz odpadów. Jest także upoważniony do kierowania tym pojazdem, w zastępstwie etatowego kierowcy – broni podwładnego wójt i dodaje, że ostatnio mieszkańcy mogli mieć problem z uzyskaniem informacji o rachunkach za śmieci. Było tak, ponieważ zepsuł się komputer z ewidencją opłat, ale problem został już rozwiązany.

Wójt zaprzecza, aby w pomieszczeniu, w którym wydawane są dowody osobiste, nocami było włączone oświetlenie. Jak mówi, całą dobę włączony jest komputer do pobierania i wysyłania danych z systemu „Źródło”, co może powodować poświatę, stwarzającą złudzenie zapalonego światła.
– W łazience świetlicy wiejskiej w Dubience rzeczywiście przez kilka nocy paliło się światło, przez niedopatrzenie osoby, która korzystała z tego pomieszczenia. Nie spowodowało to jednak wielkich strat, ponieważ jest tam zamontowana żarówka niewielkiej mocy. W okresie letnim, podobnie jak w innych gminach, oświetlenie placów i ulic ograniczamy do minimum. W sezonie jesienno-zimowym godziny włączania latarni zostaną zmienione – tłumaczy Domański. (kw)