Usarze wyruszą pod Wiedeń

Po dwuletniej przerwie motocykliści ze Świdnickiego Klubu „Usarz” znów wyruszą w Rajd Odsieczy Wiedeńskiej. W ten szczególny sposób upamiętnią 339. rocznicę historycznego zwycięstwa wojsk króla Jana III Sobieskiego nad armią imperium osmańskiego.

– Po dwóch latach przerwy związanej z sytuacją covidową chcemy wrócić do tej tradycji – mówi Bartłomiej Pejo, prezes „Usarza”, Świdnickiego Klubu Motocyklowego, który jest głównym organizatorem rajdu.

Cel wyprawy to upamiętnienie przypadającej w tym roku 339. rocznicy zwycięstwa wojsk, które pod wodzą króla Jana III Sobieskiego rozgromiły armię imperium osmańskiego, ocalając tym samym chrześcijańską Europę.

Motocykliści wystartują 10 września z Krzesimowa. Miejsce startu nie jest przypadkowe, bo to właśnie ta położona w powiecie świdnickim miejscowość była jednym z punktów koncentracji wojsk króla Jana III Sobieskiego przed wyruszeniem na odsiecz Wiedniowi. Z Krzesimowa szlakiem Sobieskiego „Usarze” ruszą na Śląsk, do Tarnowskich Gór.

– Tam będziemy uczestniczyć w tradycyjnych obchodach święta Tarnowskich Gór, czyli Gwarkach. To bardzo widowiskowe wydarzenie, także nawiązujące do historii. Jego częścią jest m.in. wielka parada samochodów, motocykli i grup rekonstrukcyjnych – mówi B. Pejo.

Z Tarnowskich Gór motocykliści ruszą przez Czechy do Austrii, gdzie 12 września (w rocznicę bitwy pod Wiedniem) w polskim kościele pw. św. Józefa na wzgórzu Kahlenberg, wezmą udział w mszy świętej za ojczyznę. Odprawi ją ks. Roman Krekora. Po nabożeństwie motocykliści wyruszą w drogę powrotną do Świdnika.

Jak dodaje Bartłomiej Pejo, historia „Usarza” nierozerwalnie wiąże się z Rajdem Odsieczy Wiedeńskiej. Klub powstał z myślą o jego organizacji, a dziś ta wyprawa, to obok zlotu wuesek, flagowe wydarzenie formacji. – Powstanie naszego klubu było zainspirowane Sobieskim i husarią, bo usaria to przecież jej pierwotna nazwa. Jeśli chodzi o sam rajd i pomysł na jego organizację to duży udział w tym miał mój zastępca, Andrzej Mańka – podkreśla B. Pejo

Ta długa, bo licząca kilkaset kilometrów, trasa ze Świdnika do Wiednia, na pewno jest wyzwaniem, ale motocykliści są przygotowani na różne okoliczności. Na wypadek awarii wyprawie zawsze towarzyszy bus serwisowy z lawetą na motocykle. Ludzie spotykani na drodze rajdu zazwyczaj bardzo pozytywnie reagują na widok świdnickich motocyklistów, a ci ze skrzydłami husarii przypiętymi do pleców i biało-czerwonymi flagami, trzeba przyznać, robią wrażenie.

– Zazwyczaj ten odbiór jest bardzo dobry, choć uprzedzano nas, że w samym Wiedniu może być z tym różnie, ale jak dotąd nie mieliśmy nieprzyjemnych sytuacji – kończy B. Pejo. (w)