Usta prezydenta milczą

Jaki jest sens wydawać publiczne pieniądze na utrzymanie urzędnika do kontaktów z mediami, skoro zatrudniona na tym stanowisku osoba sprawia wrażenie, jakby nie miała zielonego pojęcia, na czym taka praca polega? Wioletta Bielecka, od marca br. usta prezydenta Chełma Jakuba Banaszka, zamiast ułatwiać pracę dziennikarzom, utrudnia ją. Cierpią na tym mieszkańcy Chełma, którzy mają prawo wiedzieć, czym zajmują się urzędnicy opłacani z ich podatków.

Z dostępem do informacji publicznej w chełmskim ratuszu tak ciężko jeszcze nie było. W poprzednich latach nikt nikomu ust nie zamykał, dyrektorzy mogli swobodnie odpowiadać na zadawane im pytania, a osoby odpowiedzialne za kontakty z mediami nie stroniły od rozmów z dziennikarzami. Teresa Wolik-Dubaj czy Roland Kurczewicz zawsze ułatwiali mediom pracę, a nie utrudniali. Nie było pytania, na które nie udzieliliby informacji.

Na początku marca br. konkurs na stanowisko do spraw obsługi medialnej w Biurze Prasowym wchodzącym w skład Gabinetu Prezydenta Miasta Chełm wygrała Wioletta Bielecka i… zaczęły się problemy. Do jej obowiązków należą m.in. utrzymywanie kontaktów z mediami, udzielanie odpowiedzi na krytykę, informowanie o podejmowanych przez prezydenta działaniach, czy prowadzenie strony internetowej chełmskiego magistratu. Zadania, jakie na nią spadły, póki co ją przerastają, o czym najlepiej na co dzień przekonują się przede wszystkim chełmscy dziennikarze. Tym bardziej, że prezydent Jakub Banaszek, by mieć kontrolę nad wychodzącymi z magistratu newsami, jedyną urzędniczką do kontaktów z mediami uczynił właśnie Bielecką, osobę z zewnątrz, której – jak sam zapewniał – dotąd w ogóle nie znał. A szkoda, bo może gdyby znał, nie zdecydowałby się na jej zatrudnienie…

Nowa urzędniczka rozmów z dziennikarzami unika jak ognia. Nie ma z nią kontaktu telefonicznego, bo urzędu rzekomo nie stać, by wyposażyć Bielecką w służbowy telefon komórkowy, w obecnych czasach niezbędne narzędzie do pracy. Ale skoro Jakub Banaszek do celów służbowych używa prywatnej komórki, nic nie stoi na przeszkodzie, by jego „usta” wzięły przykład z szefa. Bielecka na zadawane wyłącznie drogą elektroniczną pytania udziela szczątkowych informacji, robiąc to z dużym opóźnieniem, albo jak ostatnio nie odpowiada wcale. Pytania te na ogół są pokłosiem sygnałów od czytelników, bądź problemów mieszkańców, z jakimi borykają się na co dzień i czasami media są dla nich ostatnią możliwością uzyskania pomocy.

Pani Bielecka najwyraźniej tego nie potrafi zrozumieć i sprawia wrażenie, że jest kompletnie nieprzygotowana do zajmowanego stanowiska, mimo że była rzecznikiem prasowym w Starostwie Powiatowym w Białej Podlaskiej. Odpowiedzialna za kontakty z dziennikarzami urzędniczka być może nie zdaje sobie sprawy z tego, że Chełm to nie powiat bialski, że miasta mają więcej zadań i obowiązków niż powiaty, a co za tym idzie, zainteresowanie nimi mediów jest o wiele szersze. Chełmianie, o czym dziennikarze wiedzą najlepiej, oczekują na bieżąco informacji o ważnych dla miasta sprawach, nie tylko o tym, że prezydent uczestniczył w jakimś spotkaniu poza miastem, czy zaprasza na uroczystości, bo to akurat przy obecnych problemach samorządu schodzi na dalszy plan. Mieszkańcy Chełma chcą np. być na bieżąco informowani m.in. o przebiegu negocjacji między miastem a firmą „Budimex”, która ma przebudować krajową „Dwunastkę”, o postępach w realizacji zaplanowanych w tegorocznym budżecie inwestycji, czy na temat sytuacji w miejskiej oświacie, jednym słowem wiedzieć, „co w trawie piszczy”. Ale czy dla Wioletty Bieleckiej ma to jakiekolwiek znaczenie?

Była rzecznik starosty bialskiego musi mieć świadomość, że na jej wynagrodzenie, jakie by nie było, składają się podatnicy z Chełma i w zamian mają prawo oczekiwać od niej na zadawane – za pośrednictwem mediów – pytania pełnej, rzetelnej odpowiedzi, udzielonej niezwłocznie. No chyba, że pani Bielecka inaczej postrzega pracę na stanowisku do spraw obsługi medialnej… (s)