Uwiecznij swoje korzenie

Pan Leszek ze Świdnika oferuje dość nietypową usługę – tworzy profesjonalne drzewa genealogiczne. Skorzystać może każdy, kto chciałby odkryć swoje korzenie i ma dotyczące swoich przodków informacje i dokumenty. Szczegóły? – Wszystkie ustalane są indywidualnie. Wiele zależy od wielkości drzewa, nakładu pracy, czy wybranej przez zleceniodawcę grafiki – wyjaśnia wykonawca.


Świdniczanin wykonywaniem drzew genealogicznych rodzin zajmuje się od prawie 20 lat. Zaczęło się od odkrywania swoich korzeni i stworzenia drzewa genealogicznego własnej rodziny. Doszukał się przodków aż z XVIII wieku. Później sporadycznie, ze względu na obowiązki zawodowe, rysował drzewa na zlecenie innych osób. Teraz, kiedy ma dużo wolnego czasu, jest gotów wykonywać ich więcej. Stąd zdecydował się na ogłoszenie swoich usług, między innymi w naszym tygodniku.

Genealogia wciąga

Genealogia to jedna z nauk pomocniczych historii, zajmująca się badaniem więzi rodzinnych między ludźmi na bazie zachodzącego między nimi pokrewieństwa i powinowactwa. Badania prowadzi się głównie na podstawie aktów cywilnych, kościelnych, w tym metryk. Po ustaleniu faktów sporządza się tablice genealogiczne, ukazujące relacje między członkami rodziny. W przeszłości przedmiotem badań były dynastie i rody panujące. Obecnie odtworzeniem swoich korzeni interesuje się coraz więcej zwykłych rodzin. Bada się genealogię rodzin pochodzących ze wszystkich stanów społecznych. Zdarza się, że w rodzinie pojawiają się osoby, z którymi pozostałe nie są związane pokrewieństwem. W zakresie zainteresowania genealogii pozostają osoby powinowate, wchodzące do szeroko rozumianej rodziny poprzez małżeństwo z jednym z członków „prawdziwej” rodziny.

– W szerszym ujęciu dotyczy to szeregu skoligaconych ze sobą osób i rodzin, dla których ciąg kolejnych koligacji wyłącza dalsze relacje spod pojęcia powinowactwa i klasycznego pojęcia rodziny, np. rodzeństwo bratowej męża osoby X, nie należy do tradycyjnie rozumianej rodziny tej osoby. Do koligacji takich należy również pojęcie tzw. rodzeństwa przybranego. W badaniach genealogicznych dalekie koligacje nie stanowią przeszkody ku zajmowaniu się powiązaniami o charakterze rodzinnym – tłumaczy zawisłości powiązań genealogicznych pan Leszek.

Jak dodaje, prawdziwe wątpliwości co do zakresu genealogii budzą się w przypadku: oddzielenia pokrewieństwa prawnego od biologicznego pochodzenia osób, wychowania dziecka przez inne osoby niż rodzice faktyczni, a nawet prawni i traktowania ich przez dziecko jako jedynych, właściwych – często przy niewiedzy samego dziecka, lecz wiedzy pozostałych członków rodziny – oraz w przypadku przybranych dzieci, gdzie rozstrzygnięcie tych wątpliwości musi pozostawać indywidualną decyzją genealoga, choć podlegać może ocenie osób nie/znajdujących się w szeroko rozumianym drzewie genealogicznym.

Skarbnica historii

Jak zaznacza świdniczanin, do rozpoczęcia prac i stworzenia przez niego drzewa genealogicznego niezbędne jest podanie jakichkolwiek podstawowych informacji o danej osobie przez zamawiającego. Wiele danych czerpie później sam z udostępnianych mu przez zleceniodawców aktów urodzenia, chrztu, małżeństwa czy zgonu.

– Przy okazji można odkryć wiele ciekawych informacji historycznych, choć często tragicznych. W aktach zgonów była często podawana przyczyna śmierci i były podane np. choroby. Stąd można dowiedzieć się, że bywały lata, kiedy epidemia dżumy potrafiła uśmiercić 90 proc. członków danej rodziny mieszkającej w jednej miejscowości. Bywały też czasy, kiedy wiele dzieci nie dożywało drugiego roku życia. To smutne fakty, ale na pewno interesujące, gdy wykonuje się drzewo genealogiczne – mówi pan Leszek. – Analiza tych dokumentów dostarcza wielu ciekawych spostrzeżeń i informacji na temat danego okresu czy epoki.

Na przykład akt zaślubin od czasów Księstwa Warszawskiego był bardzo rozbudowany. Wynika z niego, że wtedy świadkami ślubu mogli być tylko mężczyźni, i to dojrzali, zwykle nawet w wieku podeszłym. „Starsi” i drużbowie, byli tylko asystą przy ślubie. W II połowie XIX w. około 50% dziewcząt w niektórych wsiach wychodziło za mąż za młodzieńców z innych sąsiednich miejscowości. Sprawiło to, że co kilkadziesiąt lat ogromna większość nazwisk w danej miejscowości zmieniała się, a w sąsiednich wsiach duża część społeczności nosiła te same nazwiska.

Z akt chrztu wynika, że fakt urodzenia dziecka zgłaszał ojciec, natomiast w przypadku dziecka panieńskiego robiła to akuszerka, a nie matka. Akt chrztu był równocześnie aktem urodzenia. Oprócz nazwisk chrzestnych, zapisywano nazwiska dwóch świadków i to tylko mężczyzn. Jeden ze świadków był równocześnie chrzestnym, zaś żona drugiego – chrzestną. Przed samą ceremonią chrzcielną, przygotowywany był projekt aktu. Im chrzestni słabiej znali rodzinę dziecka, tym większa była ilość pomyłek i błędów lub informacji zupełnie nieprawdziwych.

W aktach zgonu, poza danymi zmarłego, podawane były dane strony owdowiałej. Od początku XIX w. wprowadzano informację o przyczynie śmierci zmarłego. Informacje przekazywane były przez krewnych, osobę zgłaszającą, a nie przez lekarza czy kompetentną osobę, co prowadziło do licznych nadinterpretacji co do przyczyny zgonu. Wpisy do księgi zgonów zazwyczaj zawierały: dzień, miesiąc, rok śmierci; imię, nazwisko, zatrudnienie zmarłego; stan cywilny; płeć; wiek; przyczynę zgonu i bardzo rzadko podpis osoby zgłaszającej.

Przy opracowywaniu drzew – jak wskazuje pan Leszek – zdarzają się zaskakujące i zabawne historie. – Kiedyś robiłem drzewo osobie, która była przekonana, że ma szlacheckie pochodzenie, a na koniec po odcyfrowaniu jednego z dokumentów okazało się, że jej pradziad, żyjący w XVIII wieku, zgłaszając narodzenie swojego dziecka, jako swój zawód podał „gminny świniopas” – wspomina świdniczanin. – W mojej pracy bardzo pomocna jest znajomość języka rosyjskiego, bo wiele dokumentów z lat 1863-1917 jest napisanych cyrylicą oraz znajomość budowy samych dokumentów z minionych epok. Każdy akt z danego okresu był zbudowany według podobnego schematu, a zmienny były tylko imię, nazwisko czy miejsce narodzin.

Co więcej fakt urodzenia dziecka zgłaszał ojciec, natomiast w przypadku dziecka panieńskiego czyniła to akuszerka odbierająca poród, a nie matka. Przy analizie tych aktów trzeba być bardzo uważnym. Problem stanowi również fakt, że przed laty dodawano do nazwisk kobiet, charakterystyczne końcówki – ówna. Analizując dokumenty i szukając krewnych takiej kobiety trzeba uważać, by się nie pogubić. Bywają również sytuacje, że ktoś w rodzinie zmienił nazwisko, a zamawiający drzewo mnie o tym nie informuje i analizując dokumenty, nie można odnaleźć chronologii i ruszyć z pracą. Takie informacje są bardzo ważne, jak ktoś zleca wykonanie drzewa genealogicznego – zastrzega pan Leszek.

Problem w odtworzeniu faktycznych dat i chronologii w drzewie genealogicznym wynika również z zapisywaniu w aktach przekręconych nazwisk, błędnych daty urodzin czy imion członków rodziny. – Np. podczas tworzenia jednego z drzew odkryłem, że jeden z mężczyzn przy zgłaszaniu urodzin kolejnych dzieci zaniżał swój wiek, tak, że przy ostatnim był „młodszy” o ok. 10 lat – wspomina pan Leszek. – Trudności w poprawnym odczytywaniu aktów występują też w przypadku, występowania z pokolenia na pokolenie takich samych nazwisk i imiona, np. w jednym akcie chrztu jest obecnych trzech mężczyzn, o tych samych personaliach ojciec dziecka, świadek i dziecko.

Trudności powoduje również nadawanie imion zmarłego rodzeństwa kolejnym urodzonym dzieciom – np. po dwóch zmarłych Stanisławach nadano imię Stanisław trzeciemu. Wiele też problemów sprawia poprawne odczytanie informacji o dziecku, które zostało ochrzczone jako nieślubne, a następnie jego matka, wychodząc za mąż, zmienia nieformalnie jego nazwisko, na nazwisko obecnego męża – dodaje.

Drzewo to dzieło

– Drzewa genealogiczne wykonuję przy użyciu programu komputerowego, który umożliwia wykorzystanie różnych elementów graficznych, np. drzewa, gałęzi, pnia, liści, czy tabliczek z imieniem i nazwiskiem. To, jak będzie wyglądało drzewo zależy głównie od zamawiającego. Zwykle zamieszczam imię, nazwisko, datę urodzin i śmierci, ale zdarza się również, że również zawód.

Informacji dostarczają mi głównie zamawiający – wyjaśnia pan Leszek. – Wykonanie drzewa wymaga przede wszystkim czasu, bo praca nad jednym może trwać bardzo długo z uwagi na konieczność sprawdzenia wszystkich dostępnych informacji, a w międzyczasie mogą pojawiać się nowe lub może się coś zmienić, a do tego w niektórych drzewach jest po kilkaset osób – dodaje, choć zastrzega, że osobiście tak gigantycznych drzew jeszcze nie wykonywał.

Jego prace, ani choćby schematy, z których korzysta, nie są publicznie dostępne. Przykładów nie znajdziemy nawet w internecie. Względy ochrony danych osobowych, zastrzeżeń klientów, ale również…

– Nie publikuję nigdzie nawet przykładów swoich prac, ponieważ trzeba z tym trochę uważać. Może się zdarzyć, że wykona się duże, profesjonalne drzewo, opublikuje się w internecie, a później ktoś je sobie ściągnie, podmieni osoby i prezentuje jako swoje dzieło. Taki przypadki zdarzały się również w Polsce – tłumaczy świdniczanin.

Wśród dotychczasowych klientów świdniczanina był między innymi: jeden z ministrów spraw zagranicznych RP. Szczegóły? – Wszystkie ustalane są indywidualnie i wiele zależy od wielkości drzewa, nakładu pracy, czy wybranej grafiki, (jak wiele ma liczyć osób), informacji i dokumentów, jakie przekazuje zamawiający, jakiej analizy one wymagają – wyjaśnia wykonawca.

Kontakt do pana Leszka na naszej stronie z ogłoszeniami. JN