V LIGA. Lider z Białopola

Coraz ciekawiej w chełmskiej okręgówce. Dwa tygodnie temu liderem była Sparta, przed tygodniem na czoło wysunął się Start, a po ostatnim weekendzie na pierwsze miejsce w tabeli wskoczyła Unia Białopole. Wszystko dzięki temu, że podopieczni Waldemara Krawca łatwo pokonali Ruch Izbica, zespół z Krasnegostawu niespodziewanie stracił punkty w Dorohusku, a ekipa z Rejowca Fabrycznego na własnym boisku też nieoczekiwanie uległa Hetmanowi Żółkiewka. Do niespodzianki doszło także w Srebrzyszczu, gdzie Orzeł zremisował z Bratem Siennica Nadolna, zdobywając pierwszy ligowy punkt. Dopiero drugi mecz w sezonie przegrał Spółdzielca, który w Siedliszczu musiał uznać wyższość Unii Rejowiec. Pewnie swoje spotkania wygrali: Frassati (z Ogniwem w Wierzbicy) i Tatran (w Rudzie Hucie z Hutnikiem). A oto komplet wyników i tabela ligi okręgowej po 7 kolejkach:


SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY – HETMAN ŻÓŁKIEWKA 0:2 (0:1)

0:1 – Klimkiewicz (30), 0:2 – Rycerz (63).
SPARTA: Bralewski – Terlecki, Bodys, A. Rutkowski, Kiejda, Kozioł, Adamiec, Janiszewski, Martyn, Kucharski, Lewczuk (63 Góra). Trener – Bartosz Bodys.
HETMAN: Ścibak – Bloch, Więckowski, Bielak (83 Zielonka), Rycerz (90 Puchala), Klimkiewicz, Kasperek, Sobiech, Skrzypczyński, Małek, Hawerczuk. Trener – Tomasz Tuczyński. Czerwona kartka: Bloch (H) w 90 min. za dwie żółte.
Za najważniejszy mecz 7 kolejki chełmskiej okręgówki uznaliśmy starcie Sparty z Hetmanem. I nie pomyliliśmy się. Zespół z Rejowca Fabrycznego po pięciu zwycięstwach z rzędu zanotował drugą porażkę. Tydzień temu niespodziewanie uległ Bratowi 3:4, a w ostatnią sobotę przegrał 0:2 z ekipą z Żółkiewki. Zadyszka?
Była to pierwsza przegrana Sparty na własnym boisku od 23 października 2016 r. Wówczas podopieczni Bartosza Bodysa musieli uznać wyższość Startu Krasnystaw i również przegrali 0:2. Mecz z Hetmanem od początku gospodarzom się nie układał. Goście mądrze się bronili i grali bardzo ambitnie. Gole dla Sparty mogli zdobyć Mateusz Adamiec i Konrad Kiejda, ale albo skutecznie interweniował Ścibak, albo strzały zawodników z Rejowca Fabrycznego były niecelne. I gospodarze przekonali się, iż w porzekadle „niewykorzystane sytuacje się mszczą” jest jakaś prawda. W 30 min. Hetman przeprowadził pierwszą koronkową akcję i od razu zamienił ją na gola. – Po prostu rozklepaliśmy gospodarzy – cieszy się Andrzej Koprucha, kierownik zespołu z Żółkiewki. – Przetrwaliśmy napór Sparty, a potem spokojnie zadaliśmy cios. Przy pierwszej bramce Bielak asystował tak dokładnie, że Klimkiewicz trafił do pustej bramki – opisuje. Podopieczni Tomasza Tuczyńskiego poczuli wiatr w żagle i powinni jeszcze przed przerwą podwyższyć prowadzenie. Dobrych okazji nie wykorzystali jednak Małek i Sobiech. – Po zmianie stron graliśmy swoje. Spokojnie czekaliśmy na błędy rywala, jednocześnie dbaliśmy o to, by nie tracić głupio piłek. I taka taktyka się opłaciła – mówi Koprucha. W 63 min. goście wykorzystali błąd obrońców Sparty i Rycerz z bliska zdobył drugiego gola. Gospodarze próbowali odrabiać straty, ale wyraźnie było widać, że gra im się nie układa. – Już w meczu pucharowym byliśmy lepsi od Sparty. Wówczas mieliśmy jednak pecha i przegraliśmy. Dziś zagraliśmy mądrzej, z wyrachowaniem i zasłużenie wywieźliśmy z Rejowca Fabrycznego komplet punktów – podsumuje kierownik Hetmana.

ORZEŁ SREBRZYSZCZE – BRAT SIENNICA NADOLNA 2:2 (0:1)

0:1 – Suduł (29), 1:1 – M. Olender (54), 1:2 – Arnold Kister (67), 2:2 – S. Tatysiak (81 rożny).
Niespodzianka w Srebrzyszczu. Brat, który tydzień temu po bardzo dobrym meczu pokonał Spartę, stracił punkty w starciu z Orłem, drużyną, która przegrał wcześniej wszystkie swoje spotkania. – Byliśmy lepsi, ale piekielnie nieskuteczni, już do przerwy mogliśmy prowadzić czterema bramkami, praktycznie każdy zawodnik miał jakąś sytuację strzelecką – mówi Andrzej Ignaciuk, trener zespołu z Siennicy Nadolnej. – Daliśmy gospodarzom szansę na to, by uwierzyli w to, że mogą uzyskać korzystny rezultat i oni z tej szansy skorzystali – dodaje. Bohaterem Orła został 43-letni Sławomir Tatysiak, który ustalił wynik spotkania na 2:2 strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego.

HUTNIK RUDA HUTA – TATRAN KRAŚNICZYN 4:6 (1:1)

1:0 – Mazur (19), 1:1 – Wójtowicz (42), 2:1 – Mazur (48), 2:2 – K. Mazurek (50), 2:3 – Wójtowicz (54), 2:4 – K. Mazurek (59), 2:5 – Wójtowicz (77), 2:6 – P. Ciechan (85), 3:6 – Mazur (88), 4:6 – Haponiuk (90).
Po siódmej kolejce Hutnik pozostał jedyną drużyną bez punktu w lidze. I to pomimo tego, że w starciu z Tatranem dwa razy prowadził. – Wystarczyło 10 minut i od stanu 2:1 zrobiło się 2:4 – mówi Jacek Płoszaj, trener zespołu z Rudy Huty. – Po raz kolejny nie potrafimy utrzymać koncentracji i popełniamy katastrofalne błędy w obronie. Dziś Tatran wykorzystał je bezlitośnie – dodaje. Trzy bramki dla gości strzelił Wójtowicz. – Druga to stadiony świata, mocny strzał z narożnika pola karnego, piłka zakręciła się w powietrzu i bramkarz Hutnika nie miał szans – cieszy się Marcin Ciechan, trener drużyny z Kraśniczyna, która dzięki temu zwycięstwu zadomowiła się w środkowej części tabeli.

UNIA BIAŁOPOLE – RUCH IZBICA 6:1 (1:1)

0:1 – Kaszak (1), 1:1 – Zdybel (24), 2:1 – Zdybel (63), 3:1 – Sz. Łukaszewski (67), 4:1 – Komosa (73), 5:1 – Jabłoński (85), 6:1 – Sz. Łukaszewski (88).
Ruch strzelił gola już w 1 minucie meczu, co tylko podrażniło gospodarzy. – Ruszyliśmy do ataku, ale byliśmy nieskuteczni. Michał Jabłoński zepsuł np. dwie setki – mówi Jan Ostrowski, prezes Unii. Do przerwy było 1:1, bo ładnym strzałem w 24 min. popisał się Zdybel. Po zmianie stron gra zespołu z Izbicy całkiem się posypała i gospodarze, nowy lider chełmskiej okręgówki, wbili rywalowi pięć kolejnych bramek. Szczególnie w pamięć zapadnie kibicom trafienie Szymona Łukaszewskiego na 3:1. – Po koronkowej akcji całego zespołu Szymon huknął pod porzeczkę – opisuje Ostrowski. Unia mogła wygrać jeszcze wyżej, ale w 90 min. Fedec nie wykorzystał rzutu karnego.

GRANICA DOROHUSK – START KRASNYSTAW 1:1 (1:1)

1:0 – Swatek (13), 1:1 – Kuczyński (45 wolny).
– Nastawiliśmy się na grę z kontrataku, wiedzieliśmy, że otwarta rywalizacja ze Startem może zakończyć się dla nas katastrofą – przyznał po ostatnim gwizdku Marek Grzywna, trener Granicy. Taktyka gospodarzy okazała się strzałem w dziesiątkę. Faworyt z Krasnegostawu miał spore problemy z konstruowaniem sytuacji, a wykorzystał tylko jedną. Ślicznym strzałem z rzutu wolnego popisał się Michał Kuczyński. – My z kolei strzeliliśmy gola po dośrodkowaniu z rzutu rożnego – mówi Grzywna. – Moim zdaniem remis nie krzywdzi żadnej z drużyn, choć przy odrobinie szczęścia mogliśmy nawet wygrać. W końcówce meczu dobrych okazji nie wykorzystali jednak Michał Sokołowski i Karol Koguciuk – dodaje trener Granicy. Nieco inaczej mecz w Dorohusku ocenia Daniel Krakiewicz, trener Startu. – Mieliśmy w tym meczu dwie setki, a ponadto Drachanczuk trafił w poprzeczkę. Nie zagraliśmny najlepiej, ale i tak czujemy niedosyt – podsumowuje Krakiewicz.

OGNIWO WIERZBICA – FRASSATI FAJSŁAWICE 0:3 (0:0)

0:1 – Olech (46), 0:2 – Młynarczyk (57), 0:3 – P. Przebirowski (64),
Frassati zagrało kolejne dobre zawody i zasłużenie wygrało w Wierzbicy. Gra gospodarzy posypała się jednak dopiero w II połowie, a kluczowe było trafienie Olecha w 46 min. Od tego czasu zawodnicy Ogniwa bili głową w mur, a zespół z Fajsławic co raz to wyprowadzał groźne kontry. Przy lepszej skuteczności mógł wygrać wyżej.

SPÓŁDZIELCA SIEDLISZCZE – UNIA REJOWIEC 2:3 (1:0)

1:0 – Lechowski (3), 1:1 – Szajduk (56), 1:2 – Szajduk (57 karny), 2:2 – Iwaniuk (60), 2:3 – Chybiak (88).
Unia zagrała w Spółdzielcy dobre zawody. – W pierwszych 15 minutach mieliśmy trzy setki i żadnej nie wykorzystaliśmy – mówi Zbigniew Rumiński, prezes zespołu z Rejowca. – Mało tego, szybko straciliśmy gola i do przerwy przegrywaliśmy, choć z gry byliśmy lepsi – dodaje. Po zmianie stron do roboty wziął się niezawodny Paweł Szajduk, który w dwie minuty dwa razy pokonał bramkarza gospodarzy. – Moim zdaniem trafienia na 1:2 nie powinno być, karny dla gości był co najmniej kontrowersyjny – komentuje Mirosław Kosowski, trener Spółdzielcy. Gola na wagę trzech punktów dla gości zdobył Chybiak w 88 min. – Zwycięstwo nam się należało, przyznam, że odetchnąłem z ulgą po ostatnim gwizdku – podsumowuje Rumiński.