W powiecie płoną trawy

Od początku kwietnia świdniccy strażacy już blisko 50 razy wyjeżdżali gasić wypalane trawy. Najwięcej razy interweniowali na trenie gminy Trawniki. Nie pomagają apele, argumenty, a nawet grożące kary. – Liczba tych zdarzeń niestety z roku na rok rośnie – ubolewa st. kpt Paweł Dańko, rzecznik prasowy KP PSP w Świdniku.


Problem wypalania traw powraca wiosną co roku. W powiecie świdnickim od początku kwietnia strażacy wyjeżdżali już blisko 50 razy, by gasić takie pożary. W ubiegłym tygodniu w gminie Trawniki płonął las. By opanować żywioł, który wymknął się spod kontroli, wozy gaśnicze musiał wspierać sprowadzony z Mielca samolot, który zrzucał wodę na rozprzestrzeniające się płomienie. Mimo skomasowanej akcji spłonęło blisko 5 ha lasu.

– Większość, bo ponad 90% przypadków wiosennych pożarów traw, to celowe podpalenia. Niektórym wydaje się, że w ten sposób użyźniają glebę, a jest wręcz odwrotnie, bo plony na spalonej ziemi są co najmniej o kilka procent mniejsze. Inni w ten sposób chcą ułatwić sobie zagospodarowanie ziemi, narażając się jednak na kary i utratę części dopłat z ARiMR-u.

Ale co najgorsze, wypalanie traw często prowadzi do sytuacji zagrożenia życia i mienia, i nie raz naprawdę doprowadziło do tragedii – mówi st. kpt. Paweł Dańko, rzecznik prasowy KP PSP w Świdniku. – Trudno pojąć, że ani zagrożenie sankcjami, ani nasze apele, ani ogólnopolska kampania „Stop Pożarom Traw” nie odnoszą skutków i liczba podpaleń traw z roku na rok rośnie. JN