W sieci

Dostawał spazmów, gdy rodzice próbowali odciągnąć go od komputera. Nabawił się nerwicy, padaczki, zaburzeń emocjonalnych. Potem była próba samobójcza. Młodych uzależnionych od gier komputerowych przybywa. Głodzą się, nie śpią, nie uczą, są zamknięci w wirtualnym świecie. – Marzę, aby mojego syna pobito na dyskotece albo żeby wrócił do domu pijany, ale to się nigdy nie wydarzy, bo on nie wychodzi z domu – mówi zdesperowany ojciec nastolatka, który zwrócił się po pomoc do jednej z chełmskich poradni.

Komputery i gry online to dla nich cały świat. Wirtualny, czyli lepszy, bo nie ma w nim żadnych ograniczeń, norm ani zasad. Można wcielić się w każdą rolę: zabójcy, sportowca, kosmity, żołnierza. Można budować twierdze, strzelać do wrogów, skakać z przepaści. Nic się nie stanie, i tak jest drugie życie. Nic, co dotyczy świata rzeczywistego, nie liczy się. Nauka, obowiązki domowe i wszystko inne przestają mieć znaczenie. Długie godziny przed grą mijają niczym chwila. Gdy rodzice próbują odciągnąć ich od komputera, jest krzyk, płacz i agresja. Życie pozbawione gier nie ma dla nich celu, jest jak koszmar. Wtedy wiadomo, że potrzebna jest pomoc specjalisty. Piotr Czarnecki z Zespołu Wychowania i Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Chełmie doskonale zna takie przypadki. Mówi, że najczęściej o wsparcie proszą samotne matki, wychowujące synów, bo uzależnienie od gier online to domena chłopców. Dziewczynki wolą komunikatory społeczne. Wciąż zmieniają wizerunki na profilach, wstawiają nowe zdjęcia i czekają na tzw. „lajki”. Najważniejsze jest dla nich to, aby otrzymać pozytywną opinię rówieśników. Gdy przez pół dnia nie mają dostępu do internetu, czują niepokój i lęk. Rodzice uzależnionych od wirtualnego świata dzieci zwracają się do psychologów zwykle wtedy, gdy problem jest już trudny do rozwiązania, bo trwa od lat.

– Najczęściej rodzice zgłaszają się do nas wtedy, gdy dziecko, które dotąd miało dobre wyniki w szkole, bardzo opuściło się w nauce – mówi P. Czarnecki. – Szukają przyczyn tego stanu rzeczy. Zauważają, że syna nie da się odciągnąć od komputera. Zakazy, próby odłączania z sieci kończą się agresją, awanturami. Jeśli problem dotyczy 10-letniego dziecka, które od piątego roku życia miało do czynienia z grami komputerowymi, można go jeszcze rozwiązać. Należy jak najszybciej wprowadzić sztywne zasady korzystania z komputera i konsekwentnie ich przestrzegać. Trzeba znaleźć alternatywę, skierować uwagę dziecka na zajęcia sportowe, pomóc mu w znalezieniu pasji. Zazwyczaj to skutkuje. Gorzej, jeśli chodzi o młodzież w wieku ponadgimnazjalnym.

P. Czarnecki mówi, że w przypadku uzależnionych od gier nastolatków na porządku dziennym są wagary, zrywanie się z lekcji. Chodzi o to, aby jak najszybciej usiąść przed komputerem. Zdarza się, że gdy rodzice w nocy śpią, ich dziecko do rana pochłania gra. Aby wstać do szkoły, piją napoje energetyczne i w ten sposób wciągają się w kolejne szkodliwe nawyki. Często głodzą się, bo szkoda im czasu na posiłek. Ekstremalny był przypadek 17-latka, który od lat żyje w wirtualnym świecie: nie ma kolegów, dziewczyny, prawie nie wychodzi z domu. Zrozpaczony ojciec szukał pomocy w poradni – sam, bo syn nie chciał mu towarzyszyć. Mężczyzna marzy, aby jego dziecko wróciło do domu pijane, albo nawet dostało od kogoś na dyskotece, bo wtedy wiadomo byłoby, że ma jakieś relacje z rówieśnikami. Ojciec ubolewał, że do tego nigdy nie dojdzie, bo jego syn nie wychodzi przecież z domu. Z nikim nie może się pokłócić, bo nie ma żadnych kolegów. Zakazy i nakazy nie zdały egzaminu. Czarnecki miał do czynienia z informatykiem, którego 12-letni syn był w stanie złamać wszelkie nałożone przez ojca zabezpieczenia, mające mu uniemożliwić grę na komputerze. Rodzic – laik nie ma więc na to żadnych szans.

– Udostępniając dziecku komputer musimy mieć świadomość, jakie zagrożenia to za sobą niesie – ostrzega Czarnecki. – Nie wolno dać dziecku wolnej ręki i wychodzić z założenia, że skoro w miarę dobrze sobie radzi w szkole, to wszystko jest w porządku. Z moich obserwacji wynika, że połowa rodziców w ogóle nie kontroluje i nie ogranicza czasu spędzanego przez ich dzieci przed komputerem. Miałem do czynienia z chłopcami, którzy spędzali przed jedną grą do siedmiu godzin dziennie. Oznacza to, że oprócz tego oraz chodzenia do szkoły nie robili nic innego. Należy od początku tłumaczyć dzieciom, że gry komputerowe to rozrywka, a na to musi być rozgraniczony czas. To niemożliwe, aby w dzisiejszych czasach, gdy internet oraz sprzęt elektroniczny są ogólnodostępne i tanie zupełnie odmówić dziecku dostępu do komputera, smartfona czy tabletu.

Jeden z najbardziej ekstremalnych przypadków z okolic Chełma dotyczy nastolatka, który wpadał w szał i dostawał spazmów za każdym razem, gdy rodzice zabraniali mu grać na komputerze. Były wizyty u psychologów. Uzależnienie było jednak tak silne, że doszło do zaburzeń emocjonalnych, nerwicy, a z czasem do padaczki. Problemy nałożyły się na siebie tak, że nastolatek w końcu próbował odebrać sobie życie.
W ubiegłym roku krakowska firma na zlecenie chełmskiego ratusza opracowała Diagnozę Problemów Społecznych, a także Strategię Rozwiązywania Problemów Społecznych Miasta Chełm na lata 2016-2020. Z dokumentów wynika, że uzależnienie od komputera jest jednym z nowych, ale rosnących problemów społecznych w Chełmie. Z tego powodu chełmscy urzędnicy niedawno urządzili konferencję pt. „Nowe media – nowe zagrożenia – bezpieczne wychowywanie dzieci w obliczu dostępu do nowych technologii”. Spotkanie rozpoczęto od wyświetlenia filmu, ukazującego dzień z życia 18-latka, niewypuszczającego z rąk smartfona.

– Zdajemy sobie sprawę z występowania tego problemu, dlatego zasygnalizowaliśmy go społeczeństwu organizując konferencję – mówi Jolanta Gierasimiuk, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych UM Chełm. – Pedagodzy, psycholodzy, nauczyciele zgodzili się, że problem jest. Teraz czekamy na odzew ze środowiska szkolnego. Miasto dysponuje środkami finansowymi, które mogłyby zostać przeznaczone na profilaktykę, czyli akcje informacyjne, warsztaty, ulotki. Może któraś ze szkół odważyłaby się na przykład wprowadzić jakieś reguły dotyczące korzystania z telefonów. To niełatwe, bo wymaga zgody rodziców. Wiele propozycji, inicjatyw rozbija się o brak zainteresowania ze strony rodziców. Naszym zadaniem jest podanie narzędzi, a ich wykorzystanie i inicjatywa należy do szkół. (mo)