Walcz Marysiu, walcz!

Historia Marysi poruszyła i wciąż porusza wiele serc. Strona „Wspieramy Marysię w walce z nowotworem #Kotek Marysi” na Facebooku w niedługim czasie zgromadziła ponad 3,7 tys. osób. Wszystkie dodatkowe informacje o tym, jak można pomóc dziewczynce, dostępne są właśnie tam oraz na stronie internetowej kotekmarysi.pl

Powinna się bawić, poznawać świat i korzystać z uroków dzieciństwa. Niestety los postawił przed 2,5-letnią Marysią Szlązak ze Świdnika i jej bliskimi o wiele trudniejsze zadanie – jedno z najgorszych, jakie można sobie wyobrazić – walkę ze złośliwym nowotworem.


„Marysia umiera na naszych rękach. Na własne oczy widzimy, jak nowotwór niszczy jej ciało, jak odbiera nam ją kawałek po kawałku! Guz mózgu to potwór, który codziennie wysysa z niej życie. Patrzymy w pełne ufności oczy naszej córeczki i wiemy, że musimy zrobić wszystko, by ją uratować. Nie możemy czekać na dzień, w którym nadejdzie koniec. Dzień, w którym lekarze powiedzą nam, że czas się z nią żegnać…” – napisali rodzice Marysi Szlązak ze Świdnika, u której przed kilkoma miesiącami wykryto guza mózgu. Badanie histopatologiczne wykazało, że to rdzeniak zarodkowy (medulloblastoma anaplastyczna) – nowotwór o wysokim stopniu złośliwości. Od tamtej pory trwa walka zdrowie i życie malutkiej mieszkanki Świdnika.

Diagnoza jak wyrok

„Zaczęło się w kwietniu. Marysię bolał brzuszek. Stała się markotna, bez energii, często pokazywała rączką, gdzie boli. Badania u pediatry nic nie wykazały. Zapisaliśmy ją do gastrologa. Diagnoza? Refluks żołądka. Dostaliśmy kilka zaleceń, receptę na syrop i pojechaliśmy do domu. Nikt nie pomyślał, żeby przyczyny szukać w jej główce. W tym czasie guz mózgu rósł w siłę, stan Marysi, zamiast poprawiać, pogarszał się. W końcu Marysia została skierowana na szczegółowe badania neurologiczne. Ta chwila trwa do dziś, bo Marysia ze szpitala jeszcze nie wyszła. Wykryto guza mózgu (…). Lekarze natychmiast podjęli decyzję o operacji. Kiedy zabrano Marysię na blok operacyjny, zostaliśmy sami na szpitalnym korytarzu – my i przerażający strach o życie własnego dziecka. Wydawało się, że każda minuta trwa godzinę… Lekarzom udało się wyciąć większość guza. Niestety – zostały dwa 3-milimetrowe punkty na pniu mózgu. Kolejny cios – guz Marysi to nowotwór o wysokim poziomie złośliwości, ze skłonnością do przerzutów. Czujemy na plecach oddech śmierci. Na małej główce naszej córeczki codziennie widzimy długą bliznę. Marysia leży na małym szpitalnym łóżeczku w jednej z sal oddziału onkologii. Jest blada, nie ma już prawie sił… Po operacji przeszła 2 cykle chemioterapii. Całe dnie spędzamy w szpitalu. Raz jesteśmy na oddziale intensywnej terapii, następnie na onkologii, później znów intensywna terapia i tak na zmianę. Marysia jest wprowadzana w stan śpiączki farmakologicznej. Guz sieje spustoszenie – pojawiają się problemy neurologiczne. Marysia ma drgawki, czasem traci wzrok, ma problemy z oddychaniem. Cierpienie własnego dziecka boli tak mocno, że twoje serce rozpada się na kawałki” – napisali rodzice Marysi na stronie siepomaga.pl.

Ostatnią szansę na leczenie bliscy Marysi znaleźli w klinice w Rzymie, na oddziale neuroonkologicznym, wyspecjalizowanym w leczeniu tego rodzaju nowotworów. Jednak, aby móc tam pojechać potrzebne były pieniądze i to niemałe. Chodziło o kwotę rzędu 400 tys. zł. Zbiórkę na ten cel rozpoczęła się za pomocą strony fundacji siepomaga.pl. Szczere i dogłębnie poruszające słowa rodziców Marysi poruszyły tysiące osób. Zbiórka na leczenie Marysi we Włoszech ruszyła w ubiegły poniedziałek 1 października, a już następnego dnia, po południu udało się zebrać potrzebną sumę. Akcje wsparło ok. 17 tys. osób. Choć zbiórka dobiegła końca, Marysia nadal będzie potrzebowała naszej pomocy.

Pomagać dziewczynce można, przekazując dowolne kwoty na podany niżej numer konta: Fundacja dobroczynność.com, al. Niepodległości 245/1, 02-611 Warszawa, numer konta 39 1050 1025 1000 0090 3007 7714, tytuł wpłaty „Dla Marysi Szlązak”.

(w)