Walczę z glejakiem

Konkurują ludzie mali, współpracują duzi, pomagają wielcy. Na te słowa natknęli się niedawno Anna i Janusz Kogut, małżeństwo z Dorohuska, które pilnie potrzebuje „wielkich ludzi”.

– Mam 39 lat, wspaniałą żonę i dwójkę cudownych dzieci. A w głowie potwora – przedstawia nam się Janusz Kogut. I opowiada swoją historię.
Wszystko zaczęło się 25 października 2011 roku. Tego dnia Janusz dostał ataku padaczki. Nagle i niespodziewanie. Wcześniej nie miał żadnych problemów zdrowotnych, wiec początkowo rodzina była przekonana, że to nic poważnego. Niestety, specjalistyczne badania, którym Janusz został poddany, przyniosły zupełnie inne wieści. Diagnoza: guz pochodzenia glejowego, a w dodatku tak umiejscowiony, że nie było mowy o jego całkowitym usunięciu, bo skutkowałoby to paraliżem prawej strony ciała i utratą mowy. Neurochirurg, który zajmował się Januszem zdecydował, że usunie tylko część guza.
– Po operacji przeszedłem radioterapię. Udało mi się pozbierać i wrócić do formy sprzed zabiegu. Zyskałem sześć lat normalnego życia, a o chorobie przypominały mi tylko badania kontrolne. Zawsze towarzyszyła mi w nich żona. I jak ogromna była nasza radość, kiedy kolejne rezonanse nie wykazywały wznowy. Guz był stabilny, a naszym marzeniem było, aby pozostał taki na zawsze. Niestety, tak się nie stało… – mówi Janusz. – W te wakacje gorzej się czułem. Z czasem zacząłem mieć problemy z chodzeniem i mówieniem. Już wtedy wiedzieliśmy z żoną, że to niechciany gość w mojej głowie znów wystawia nas na próbę. 12 sierpnia trafiłem do szpitala. Rezonans wykazał znaczny rozrost guza i nowe ogniska, a biopsja potwierdziła najgorsze: glejak złośliwy. Konsultowaliśmy wyniki z wybitnymi neurochirurgami w Polsce i za granicą. Niestety, wszyscy mówią nam to samo – leczenie operacyjne nie wchodzi w grę, pozostaje jedynie leczenie chemiczne.
Janusz jest obecnie po pierwszej dawce chemioterapii. Szczegółowe badania zadały jednak kolejny cios. – W guzie nie ma metylacji. A to oznacza, że chemia, którą dostaje mąż może nie skutkować – mówi Anna Kogut, żona Janusza. – Nie możemy bezczynnie czekać. Musimy działać. I to natychmiast. Już teraz ten potwór pokazuje swoją niszczycielską siłę. Janusz z dnia na dzień ma coraz większe problemy z poruszaniem. Prawa noga odmawia mu posłuszeństwa, ręką nie potrafi utrzymać szklanki z wodą. I coraz trudniej jest mu znaleźć i wypowiedzieć słowa do dzieci, do mnie – dodaje Anna nie kryjąc wzruszenia.
Jedyną szansą dla Janusza jest leczenie terapią celowaną molekularnie. To leczenie raka polegające na uderzeniu swoistym pociskiem – lekiem w komórki nowotworowe, oszczędzając przy tym zdrowe tkanki. To nowa, obiecująca forma terapii onkologicznej. Niestety, wykonywana jest tylko za granicą. I jest horrendalnie droga. Na leczenie potrzeba blisko 1 mln zł. To koszt, przewyższający wielokrotnie możliwości finansowe rodziny. Anna pracuje jako nauczycielka w przedszkolu w Dorohusku. Przez kilka lat była dyrektorem placówki, ale zrezygnowała z ponownego ubiegania się o stanowisko ze względu na chorobę męża. Z kolei Janusz przebywa obecnie na zwolnieniu.
– Nigdy nie musiałem prosić o pomoc. Zawsze dawałem sobie ze wszystkim radę. Aż do dzisiaj – przyznaje 39-latek. – Ten potwór niszczyciel, który siedzi w mojej głowie chce odebrać mnie moim bliskim, a ja bardzo się boję. Nie chcę ich zostawić. Nie chcę żeby moja żona została wdową, a dzieci sierotami. To właśnie dla nich walczę o każdy dzień i nie zamierzam się poddać. Córka Ola ma dopiero osiem lat. Za rok przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej. Muszę być przy niej w tym szczególnym dniu. Syn Bartek to dwunastolatek wkraczający w wiek dorastania. Potrzebuje ojca. Chcę być jego przyjacielem, zagrać z nim jeszcze w piłkę, zabrać na ryby… Jeżeli chcesz mi pomóc i dać nadzieję, będę bardzo wdzięczny. Liczy się każda złotówka. Wiara i ludzka pomoc potrafią czynić cuda. Wierzę w to.
Darowizny na rzecz leczenia Janusza można przekazywać za pomocą płatności on-line na stronie internetowej www.skarbonka.alivia.org.pl/janusz-kogut lub tradycyjnego przelewu: nr konta – 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831, Alivia – Fundacja Onkologiczna Osób Młodych, ul. Zaruby 9/131, 02-796 Warszawa. W tytule przelewu należy wpisać: NR 110660 JANUSZ KOGUT.
Choć to dopiero kropla w morzu, w ciągu zaledwie jednego dnia od ogłoszenia zbiórki udało się zebrać na leczenie Janusza ponad 5 tys. zł. Włączyło się w nią 48 osób. Dołączysz do nich? (mg)