„Wampir” z wyrokiem

21-letnia Monika pojechała rowerem załatwić opał na zimę. Do domu już nigdy nie wróciła. Jej zwłoki znaleziono w okolicach kolejowego nasypu. Kobieta została zgwałcona i zamordowana. Razem z nią zginęło jej nienarodzone dziecko, które od sześciu miesięcy nosiła pod sercem. O makabryczną zbrodnię prokuratura oskarżyła 74-letniego emeryta – Kazimierza N. Mężczyzna robił wszystko, aby wymigać się
od odpowiedzialności. Na razie udało mu się o 5 lat skrócić wyrok.
wampir-copyEmeryt odpowiadał przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Już podczas procesu dziwnie się zachowywał.
Unikał wzroku ludzi i nie chciał, aby ktoś na niego patrzył. Chodził z naciągniętą na głowę kurtką, a na sali rozpraw położył się na ławce i na nic nie reagował. Odpowiadał z wolnej stopy. Prowadził od początku grę pozorów. Jeszcze w śledztwie konfabulował i opowiadał niestworzone historie. Biegli uznali wówczas, że „dziwaczne zachowanie” podejrzanego to zwykłe udawanie, aby w ten sposób bronić się przed odpowiedzialnością. Sąd nie uwierzył w jego sztuczki. W 2014 r. wydał pierwszy skazujący wyrok, wymierzając mu karę 15 lat więzienia, ale mężczyzna odwołał się. Sprawa toczyła się od początku i pod koniec minionego roku zapadło nowe rozstrzygnięcie. Sąd skazał zabójcę już na 10 lat więzienia.
Mężczyzna odpowiadał z wolnej stopy. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami.
Dramat rozegrał się 6 lat temu. Monika była w szóstym miesiącu ciąży. Nie mogła doczekać się narodzin dziecka. Miała narzeczonego, z którym planowali ślub. Ceremonię musieli odłożyć, bo zaledwie dwa miesiące wcześniej zmarła na raka matka 21-latki. Nikt wtedy nie spodziewał się, że córka niebawem też spocznie w grobie na tym samym cmentarzu.
Sąsiedzi opowiadają, że dziewczyna miała smykałkę do motoryzacji, bo uczyła się w szkole samochodowej. – Nieraz naprawiała ludziom auta, z którymi nie potrafili poradzić sobie doświadczeni mechanicy – mówią znajomi.
Feralnego dnia Monika pojechała rowerem zamówić drewno na opał. Nagle przepadła bez wieści. Wkrótce ciało znaleźli robotnicy remontujący torowisko kolejki wąskotorowej w Karczmiskach. Przy dziewczynie leżał rower, była też komórka. Podczas sekcji wyszło na jaw, że ofiara została uduszona i zgwałcona.
Śledczy swoje podejrzenia skierowali na mieszkającego w pobliżu Kazimierza N. 74-latek był już wcześniej karany za przestępstwa seksualne. Mimo swojego wieku, w okolicy uchodzi za wciąż pełnego wigoru emeryta. Ludzie się go boją i wolą unikać. Po alkoholu bywa agresywny i napastliwy, zwłaszcza wobec kobiet. Mężczyzna skończył tylko pierwszą klasę podstawówki. Spłodził ośmioro dzieci, nigdzie nie pracował, ale był – jak zauważyła prokuratura – prawdziwym spryciarzem w wyciąganiu świadczeń z opieki społecznej.
W dniu morderstwa był widziany z Moniką. Stwierdził, że tylko podwoził kobietę swoją furmanką. Do niczego się nie przyznał. LL