Wciąż w domu dziecka

Gmina Żmudź zapłaci w tym roku ponad sto tysięcy złotych za utrzymanie czwórki rodzeństwa przebywającej w placówce opiekuńczej. Dzieci trafiły tam przed dwoma laty. Jednym z powodów miały być złe warunki mieszkaniowe. – Koszty są duże, ale nie to jest najważniejsze – mówią urzędnicy.

– Zabrali mi dzieci, bo mam złe warunki mieszkaniowe i nie miałam za co zrobić remontu. Wywieźli je z domu tak, jak stały, bez ubrań na zmianę, zapłakane. To było straszne – mówiła z płaczem przed dwoma laty matka czworga dzieci z gminy Żmudź. Kobieta spłacała zaciągnięte wcześniej pożyczki. Tłumaczyła, że problemy rodzinne i finansowe spowodowały, że znalazła się w kiepskiej kondycji psychicznej. Kurator sądowa stwierdziła, że warunki mieszkaniowe są fatalne i dzieci w wieku 6, 9, 13 i 14 lat nie mogą w nich przebywać. Zostały umieszczone w domu dziecka. Matce dano czas na remont domu. Znaleźli się ludzie, którzy w tym pomogli. Ale dzieci i tak zostały w placówce opiekuńczej i przebywają tam do dziś. Pracownicy socjalni zapewniają, że sprawa była bardziej złożona i nie chodzi tylko o warunki mieszkaniowe. W tym roku utrzymanie czwórki dzieci w placówce opiekuńczej będzie kosztowało gminę Żmudź 104 tys. zł. Urzędnicy mówią, że to duże pieniądze, ale w tej sytuacji nie to jest najważniejsze.

– Dom, w którym mieszkała matka z dziećmi, stoi opustoszały, nikt tam nie przebywa – mówi Jolanta Bureć, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Żmudzi. – Mamy sporadyczny kontakt z matką dzieci. Z tego, co wiemy przebywa poza powiatem chełmskim. Co do kosztów utrzymania dzieci w placówce to rzeczywiście jest on duży. Zgodnie z przepisami w pierwszym roku pobytu dzieci samorząd opłaca dziesięć procent kosztów ich utrzymania, w drugim roku – trzydzieści procent, w trzecim roku – już pięćdziesiąt procent.

Paweł Janiak, dyrektor Domu Dziecka w Siedliszczu, informuje, że podopieczni mają zapewnioną opiekę, są odwiedzane przez matkę. Przyznaje jednak, że jak w większości tego typu przypadków dla dzieci lepiej, gdyby wychowywały się z rodzicami.

– W przypadku niektórych dzieci najlepszym rozwiązaniem jest pobyt w placówce, ale liczba dzieci kierowanych do domów dziecka będzie sukcesywnie ograniczana – mówi dyrektor Janiak. – Obecnie dysponujemy trzydziestoma miejscami, mamy dwudzieścioro sześć podopiecznych. Zgodnie z przepisami do końca dwutysięcznego dwudziestego roku przebywać ma u nas maksymalnie czternaścioro dzieci. Tendencja jest taka, żeby odchodzić od domów dziecka. Obecnie jest bum na rodziny zastępcze. Trafiają do nich malutkie dzieci, jednak zdarza się, że w wieku czternastu, piętnastu lat one robią się problematyczne. W takich sytuacjach po prostu trafiają do nas. Taka rotacja – wracają do nas te same dzieci, które były już jakiś czas temu.

Dyrektor Janiak informuje, że koszt utrzymania jednego dziecka w placówce, którą kieruje, to 4 757 zł miesięcznie. Przyznaje, że to dużo.
– Mamy dwudziestu sześciu pracowników i tyle samo podopiecznych, czyli proporcje to jeden na jeden – mówi dyrektor Janiak. – Ponad osiemdziesiąt procent kosztów utrzymania dziecka to tak zwane koszty osobowe, w tym zarobki pracowników, które wcale nie są wysokie. (mo)