Większe diety za obecność

Zgodnie z naszymi przewidywaniami radni z powiatu chełmskiego przyznali sobie podwyżki diet. Dlaczego niektórym wzrosły jednak aż o ponad 60 procent? – dopytywał radny opozycji, Radosław Rakowiecki. I sugerował, że starosta w ten sposób docenia swoich kolegów.

Na ostatniej sesji rady powiatu chełmskiego, 28 stycznia, radni głosowali nad nowymi zasadami i stawkami diet. I zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami poszły one do góry.

– Na ostatnim zarządzie przygotowaliśmy projekt uchwały podnoszącej dietę radnego do 1000 zł, ryczałtu dla przewodniczącego rady powiatu do 2280 zł, diet dla wiceprzewodniczących do 1800 zł, przewodniczących komisji do 1500 zł i pozaetatowych członków zarządu do 2000 zł – mówił Jerzy Kwiatkowski, wicestarosta chełmski. – Zanim podjęliśmy decyzję, sprawdzaliśmy, jakie diety otrzymują radni z sąsiednich powiatów. Nie są to najwyższe stawki, jakie mogliśmy przyznać radnym.

Według nowych zasad diety będą obniżane za nieobecności na komisjach i zarządzie (o 10 proc.) i sesjach (o 15 proc.). – Wychodzimy z założenia, że radni będą brać udział w pracy rady i godnie reprezentować powiat – mówił wicestarosta.

Z podwyżkami, w niektórych przypadkach sięgającymi ponad 60 proc., za kilka godzin pracy w miesiącu, nie zgadza się radny Radosław Rakowiecki. – Jakakolwiek podwyżka, a tym bardziej tak znacząca, to brak szacunku i empatii w stosunku do mieszkańców naszego ubogiego powiatu, którzy zarabiają śmieszne pieniądze, a przede wszystkim brak szacunku dla pracowników starostwa. Stąd pytanie: czy starosta przewiduje jakiekolwiek podwyżki dla pracowników i w jakiej skali? – pytał R. Rakowiecki.

Radny chciał również wiedzieć, z czego wynika różnica w wysokości podwyżek dla poszczególnych radnych. Chodziło mu głównie o wiceprzewodniczących, których uposażenie wzrośnie aż o 64 proc. – To jest funkcja reprezentacyjna, a jeśli chodzi o pracę rady, rzekłbym, że marginalna. Jakim kluczem kierował się starosta? – pytał radny, a Tomasz Szczepaniak, były wicestarosta chciał wiedzieć, ile podwyżka będzie kosztowała powiat w tym roku i w całej kadencji.

Piotr Deniszczuk, starosta chełmski, skutków finansowych uchwały nie był w stanie podać.

– Może przynieść nawet oszczędności, bo nie jest to już ryczałt miesięczny, ale dieta za udział w posiedzeniach i będą potrącenia za nieobecności, więc trudno cokolwiek tutaj wróżyć – tłumaczył.

Rada zmniejszyła się o dwie osoby, a kolejne dwie – starosta i wicestarosta, którzy zdobyli mandat, nie pobierają diet wcale.

Radnemu Rakowieckiemu Deniszczuk zarzucił, że sam nigdy nie powiedziałby o żadnym radnym, że pełni marginalną funkcję. – Radni pełnią funkcję reprezentacyjną, wymagającą częstych wizyt np. na imprezach, ponoszą przy tym koszty transportu a na wszystkie spotkania i zaproszenia starosta czy wicestarosta nie jest w stanie się stawić, pozostali radni funkcyjni muszą uczestniczyć i reprezentować powiat – mówił starosta.

– Jeśli chodzi o klucz, to sugerowaliśmy się powiatami podobnej wielkości, tj. zamojskim i bialskim. I nie widzę najmniejszego powodu, aby nasi radni zarabiali mniej, robiąc robotę lepiej od powiatów ościennych. Każdy radny powinien dobrze zarabiać i pełnić swoją funkcję i sprawować mandat, nie dokładając do tego z prywatnej kieszeni.

– Chodziło mi o to, że bycie radnym to misja społeczna, powinna być pełniona charytatywnie a dieta to ekwiwalent za spędzony czas, podczas gdy człowiek zawodowo czynny mógłby wykonywać swoje obowiązki – ciągnął Rakowiecki. – A o wiceprzewodniczących docierają do mnie takie sygnały i plotki, że za publiczne pieniądze starosta chce docenić kolegów, a kolesiostwo jest pojęciem brzydkim, niekorzystnie wpływa na wizerunek rady i powiatu, dlatego dopytuję, żeby pan to zweryfikował czy zdementował. Taka była intencja.

Deniszczuk stwierdził, że insynuacje radnego są absurdalne. – W prezydium rady są przedstawiciele nie tylko mojej partii – odpowiadał. – Idąc takim tokiem rozumowania, to w sąsiednich powiatach też jest kolesiostwo. My dorównujemy tylko do tego, co nas otacza.

Później dodał, że jeżeli kogoś bulwersują podwyżki diet, może przekazać je na cele społeczne. – W poprzedniej kadencji jednego radnego także bulwersowała podwyżka i był jej przeciwny, ale jakoś nie słyszałem, żeby oddawał ją później na cele charytatywne – mówił Deniszczuk, wspominając byłego radnego Marka Słupczyńskiego.

Ale w tej utarczce radnych dało się usłyszeć i pozytywną informację. Pracownicy Domów Pomocy Społecznej dostaną podwyżki. – Przeznaczymy ok. 900 tys. zł w tym roku na podwyżki dla nich, średnio po 430 zł na etat opiekunki, salowej – mówił Deniszczuk.

– To pierwszy krok, aby ludzie mogli godnie zarabiać za ciężką i niewdzięczną pracę. W starostwie też będziemy się starali podnosić płace, ale na pierwszym miejscu stawiamy inwestycje i zabezpieczenie pieniędzy na udział własny na nie. (bf)