Wiozą pomoc i otuchę

Andrzej Mańka praktycznie od pierwszego dnia wojny, każdą wolną chwilę od zawodowych obowiązków, wykorzystuje na dostarczanie pomocy na granicę polsko-ukraińską lub dalej, na Ukrainę.

Poświęcają swój wolny czas i niemal w każdy weekend pokonują kilkaset kilometrów po to, aby dostarczyć na Ukrainę żywność, leki, artykuły medyczne, a także równie ważne słowa wsparcia i otuchy. Choć jadą do kraju objętego wojną, nie uważają, że robią coś niezwykłego; po prostu chcą pomagać.


24 marca minął miesiąc od rosyjskiej napaści na Ukrainę. Ten trudny czas był i nadal jest sprawdzianem z solidarności również dla nas, Polaków. W pomoc Ukrainie, zarówno tej walczącej, jak i jej obywatelom uciekającym przed wojną do Polski, włączyło się wielu mieszkańców naszego miasta i powiatu. Są wśród nich również osoby publiczne, które „po godzinach”, w czasie wolnym od pracy, aktywnie włączają się w pomoc wschodnim sąsiadom.

Jedną z takich osób jest Andrzej Mańka, przewodniczący Rady Powiatu Świdnickiego i dyrektor Centrum Usług Społecznych w Świdniku, który niemal od początku wojny osobiście transportuje dary ze Świdnika na granicę polsko-ukraińską lub dalej, na Ukrainę.

– W trakcie 8 kursów na Ukrainę trafiło około 16 ton pomocy, głównie do Lwowa i Kołomyi. Myślę jednak, że nie tylko pomoc materialna tu się liczy. Ważne jest to, że zarówno Ukraińcy, walcząc o swoją ojczyznę i wolność, jak i Polacy, pomagając im na wszelkie możliwe sposoby, stanęli na wysokości zadania. Więzi, które teraz się tworzą, będą owocować w przyszłości – napisał ostatnio na Facebooku przewodniczący, dziękując przy okazji wszystkim, którzy stworzyli ten „łańcuch pomocy”, m.in. stowarzyszeniom Wspólnota Świdnika, Biegający Świdnik, Narodowy Świdnik, Stowarzyszeniu im. Brata Alberta, Świdnickiej Radzie Kobiet, a zwłaszcza Renacie Elmerych, burmistrzowi Waldemarowi Jaksonowi, jego zastępcy Marcinowi Dmowskiemu, dyrektor SOSW w Świdniku, Elżbiecie Krupie i pracownikom ośrodka oraz firmom, które wspierają te działania.

Choć A. Mańka odwiedza kraj objęty wojną, nie uważa, że robi coś niezwykłego.

– Raczej nie wiąże się to ze strachem. Zachód Ukrainy jest względnie spokojny. Poza tym nie zawsze przekraczamy granicę. Czasem zostajemy na niej i tam przeładowujemy dary. Nie uważam też, że jest to jakieś bohaterstwo; bardziej wiąże się to z poświęceniem wolnego czasu, bo taka „wyprawa” zajmuje zazwyczaj cały dzień. Osobiście uważam, że większym bohaterstwem jest przyjęcie do domu kogoś nieznajomego i wzięcie na siebie odpowiedzialności za pomoc tej rodzinie – mówi A. Mańka.

Przewodniczący Mańka nie ukrywa, że Ukraina jest bliska jego sercu. Bywa tam regularnie od 1994 roku, a chęć poznawania i odkrywania tego kraju zaszczepił wśród wielu swoich znajomych i pracowników CUS. Brak znaków drogowych z nazwami miejscowości, które Ukraińcy profilaktycznie zamazali lub usunęli, nie jest dla niego problemem, bo wie którędy się poruszać.

– Odwiedzałem Ukrainę systematycznie, nawet kilka razy do roku. Jest tam wiele wspaniałych miejsc, w których można odpocząć za nieduże pieniądze. Są one w odległości 400-500 kilometrów od granicy, więc całkiem blisko – mówi A. Mańka.

W podobną pomoc zaangażowany jest także starosta świdnicki Łukasz Reszka, który od trzech tygodni, w niedziele, siada za kierownicę busa i wiezie dary na Ukrainę. – W ostatnią niedzielę przejechaliśmy około 600 km, by dowieźć dary do trzech szpitali na Ukrainie. Byliśmy w Łucku, Kowlu i Lwowie. To był trzeci od wybuchu wojny i na pewno nie ostatni kurs za naszą wschodnią granicę. Potrzeby są ogromne. Od pampersów i kaszek dla dzieci, po specjalistyczne leki i sprzęt medyczny – mówi Łukasz Reszka.

Pomoc, która trafia na Ukrainę pochodzi z lokalnych zbiórek i z transportów zagranicznych. Przejazd jest oficjalnie zgłoszony, zarówno po naszej stronie, jak i ukraińskiej. – Traktowany jest jako konwój humanitarny, co ułatwia pokonanie granic państw – dodaje Ł. Reszka. – Za pierwszym razem czuliśmy pewien niepokój, w końcu wjeżdżaliśmy na teren państwa objętego konfliktem zbrojnym. Teraz jest już spokojniej. Żołnierze na ulicach, punkty kontrolne, wyjące syreny alarmowe czy zakryte znaki drogowe nie robią aż takiego wrażenia. W niedzielę, będąc we Lwowie widzieliśmy w oddali palące się lotnisko, zbombardowane przez Rosjan kilkadziesiąt godzin wcześniej. Samo miasto jednak stara się normalnie funkcjonować.

Do szpitala we Lwowie trafiły medykamenty, żywność, środki higieniczne. Podobne zaopatrzenie dostarczono do lecznic w Łucku i Kowlu. Część z tych rzeczy zapewne pojedzie dalej, do miejsc, w których sytuacja jest najtrudniejsza, czyli Kijowa, Charkowa czy Mikołajewa.

Starosta dodaje, że za każdym razem konwoje z pomocą ze Świdnika spotykają się z ogromną wdzięcznością Ukraińców.

– Widzą i doceniają, co dla nich robi Polska. Pomimo tego, co ich spotkało starają się zachować optymizm. Zapraszają do siebie, gdy wszystko się skończy, by świętować zwycięstwo, bo innego scenariusza niż wygrana w wojnie z rosyjskim okupantem, jak mówią, nie przewidują – podkreśla starosta i dodaje, że busy z pomocą humanitarną nadal będą wyjeżdżać ze Świdnika.

W organizację wyjazdów angażują się także pracownicy starostwa i osoby prywatne.

– Tworzymy zgrany zespół, który poznał się kilkanaście dni temu i szybko złapał wspólny język. Bardzo dużą rolę odgrywa w nim Przemek Pachuta, koordynujący logistykę czy Marcin Magier, dbający o zaopatrzenie. Są też Artur, Kasia, Tomek, Maciek, czyli piloci i tłumacz podczas wypraw. Wszystkim z całego serca bardzo dziękuję za to co robią – kończy Ł. Reszka. (w)

To samo od już przeszło trzech tygodni robi starosta świdnicki, Łukasz Reszka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here