Włodawianka i Sparta powalczą o pierwszą szóstkę

Piąte miejsce Włodawianki, ósme – Sparty Rejowiec Fabryczny i dwunaste, ostatnie Startu 1944 Krasnystaw. Czy mogło być lepiej? Na pewno, bo Włodawianka przez kilka kolejek była nawet wiceliderem, Sparta w samej końcówce rundy na chwilę wskoczyła do pierwszej „szóstki”, a na początku sezonu nic nie wskazywało na to, że Start w drugiej części zmagań stanie się dostarczycielem punktów. Ligowym zmaganiom, zgodnie z przypuszczeniami, ton nadają Huragan Międzyrzec Podlaski i Powiślak Końskowola. Po trzech kolejkach wiosennych wiadomo będzie, kto zagra w grupie o awans, a komu przyjdzie bronić się przed spadkiem.

WŁODAWIANKA WŁODAWA

Podopiecznych Mirosława Kosowskiego przed rozgrywkami zaliczano do grona zespołów, które będą biły się o pierwszą szóstkę. Kibice we Włodawie po cichu liczyli, że Włodawianka może powtórzyć wynik z ubiegłego roku, kiedy to piłkarską jesień zakończyła na wysokim drugim miejscu.

Włodawianka w obecnym sezonie miała jednak swoje problemy, na które trener Kosowski od samego początku nie miał żadnego wpływu. Przede wszystkim chodzi o kwestie kadrowe. Szkoleniowiec nie mógł w stu procentach liczyć na zawodników, którzy przed rokiem nadawali ton jego drużynie. Piotr Chodziutko postanowił rozstać się z Włodawianką i przejść do Lublinianki. Michał Budzyński, choć zgłosił swój akces gry, na treningach pojawił się dopiero w końcówce rundy, a w ligowym meczu zaprezentował się tylko raz przeciwko Lubliniance. W dodatku rozegrał kilkanaście minut. Gdyby regularnie trenował i grał, dorobek punktowy Włodawianki byłby zapewne większy. Budzyński to w dalszym ciągu jeden z najlepszych zawodników w czwartej lidze. Na tym poziomie, przy dobrej dyspozycji, w pojedynkę potrafi przesądzić o losach meczu. Piotr Pacek, motor napędowy akcji włodawskiego zespołu z minionego sezonu, niemal przez całą rundę był trapiony różnymi kontuzjami. W kilku meczach nie zagrał też doświadczony bramkarz Daniel Polak, który mimo swoich 39 lat, w dalszym ciągu jest mocnym punktem drużyny z Włodawy.

Podopieczni Mirosława Kosowskiego nie najlepiej weszli w sezon. Już w pierwszym meczu zaliczyli wpadkę, przegrywając u siebie z beniaminkiem i debiutantem w czwartej lidze, Bizonem Jeleniec 1:2. Później co prawda w kolejnych pięciu spotkaniach Włodawianka zanotowała aż 13 punktów, jednak w siódmej kolejce znów przydarzyła się jej porażka na własnym stadionie z innym beniaminkiem, Startem 1944 Krasnystaw.

Włodawianka o tym, że drzemią w niej spore możliwości, przekonała wszystkich w trzeciej serii spotkań, pokonując u siebie zdecydowanie Huragan Międzyrzec Podlaski 3:0. W piątej kolejce natomiast rozgromiła przed własną publicznością Spartę Rejowiec Fabryczny 7:0. I były to jej jedyne zwycięstwa u siebie w tym sezonie. Zespół trenera Kosowskiego w rewanżowych meczach zanotował aż trzy porażki z rzędu na własnym boisku. Przegrał kolejno z POM Iskra Piotrowice, Lublinianką Lublin i Orlętami Łuków. Dopiero na sam koniec zmagań uratował jeden punkt w starciu z Powiślakiem Końskowola.

Przegrane u siebie z trzema najsłabszymi zespołami rozgrywek spowodowały, że Włodawianki po jesieni nie ma wśród trzech najlepszych zespołów ligi. Drużyna trenera Kosowskiego za łatwo straciła aż dziewięć punktów, których zdobycie sprawiłoby, że zamiast piątego, zajęłaby drugie miejsce. Gorzej od Włodawianki u siebie punktowały tylko Orlęta, Bizon i Start. Zespół z Włodawy za to zdecydowanie lepiej spisywał się na wyjazdach. Na dziewięć rozegranych spotkań na boiskach przeciwników, sześć wygrał, jedno zremisował i dwa przegrał, z Huraganem oraz Lutnią Piszczac. Na obcych stadionach ograł wszystkie zespoły z dołu tabeli, zwyciężył również Lubliniankę i POM Iskrę Piotrowice.

– Przeanalizowałem dokładnie wszystkie nasze występy w rundzie jesiennej – mówi Mirosław Kosowski, trener Włodawianki. – Uzyskane przez nas wyniki świadczą o tym, że jesteśmy zespołem, który lubi grać na większych, dobrze przygotowanych boiskach. To we Włodawie ma nieco mniejsze wymiary. U siebie, gdy się atakuje, przeciwnikowi łatwiej jest zagęścić środek pola gry, może wtedy wyjść z szybkim kontratakiem, jednym słowem zadanie w defensywie ma ułatwione. W dodatku we Włodawie mamy tylko jedno boisko, na którym trenujemy i rozgrywamy mecze mistrzowskie. A przydałoby się chociaż jeszcze jedno, treningowe. Nie ma oświetlenia i z tego powodu treningi październikowe oraz listopadowe trwały około godziny, bo w ciemnościach niewiele można zrobić. Próbowaliśmy prowadzić zajęcia na „Orliku”, ale to nie to samo – podkreśla Kosowski.

Szkoleniowiec Włodawianki przyznaje, że jego drużyna w kilku meczach zagrała poniżej oczekiwań. – Gdyby nie wpadki u siebie w meczach z teoretycznie słabszymi zespołami, bylibyśmy na drugim, czy trzecim miejscu. A tak jesteśmy na piątym. Można było mieć więcej punktów, zdobyć więcej goli. W rundzie jesiennej nie wykorzystaliśmy aż trzech rzutów karnych, co też miało wpływ na końcowe wyniki spotkań – uważa M. Kosowski.

Trener Włodawianki przyznaje, że kłopoty kadrowe, jakie dotknęły jego zespół, miały jednak największy wpływ na uzyskane wyniki. – Pod koniec rundy jesiennej, a więc w listopadzie, nie mogłem skorzystać z usług aż czterech zawodników z podstawowego składu. Wszyscy byli na kwarantannie związanej z koronawirusem. To było poważne osłabienie mojej drużyny. Mimo tego, potrafiliśmy się zmobilizować i w samej końcówce sezonu udało się ugrać siedem punktów – zaznacza Mirosław Kosowski.

Włodawianka na początku sezonu za cel postawiła sobie awans do pierwszej szóstki. Drużyna przez kilka kolejek była na drugim miejscu, potem trzecim i czwartym, ale też na chwilę spadła na siódmą pozycję. – To właśnie z powodu problemów kadrowych. Piotr Pacek doznał poważniejszego urazu w pucharowym starciu z Unią Białopole i na boisko wrócił po miesiącu pauzy. Kacper Naumiuk i Kacper Czarnota też mieli swoje problemy zdrowotne. W końcówce rundy urazów nabawili się Przemysław Ilczuk oraz Maciej Skrzypek. Do tego jeszcze kwarantanna czterech zawodników i stąd taka, a nie inna pozycja w tabeli przed zimową przerwą – wyjaśnia M. Kosowski.

Włodawianka wiosną zamierza dążyć do realizacji wytyczonego celu. – Chcemy załapać się do pierwszej szóstki i mieć spokojną głowę. Do podziału tabeli na grupę awansową i spadkową zostały trzy kolejki. Dla nas są to trzy arcytrudne mecze. Gramy na wyjeździe z Opolaninem Opole Lubelskie i Spartą Rejowiec Fabryczny oraz u siebie z Lutnią Piszczac. Wszystkie te trzy zespoły mają po 27 pkt., a jeden mniej od nas. Walka o szóstkę zapowiada się zatem pasjonująco – twierdzi Kosowski.

Włodawianka do treningów ma wrócić 12 lub 14 stycznia. Zespół do rundy wiosennej będzie przygotowywał się na własnych obiektach. Pierwszy sparing rozegra 23 stycznia ze Spartą Rejowiec Fabryczny.

SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY

Początek rundy w wykonaniu podopiecznych Bartosza Bodysa był kompletnie nieudany. Trzy porażki z rzędu nie napawały optymizmem na przyszłość. Gdy wydawało się, że wszystko co złe, Sparta ma za sobą, przyszły dwie porażki, u siebie z Lutnią Piszczac 1:2 i na wyjeździe z Włodawianką aż 0:7. Zdecydowanie lepsza w wykonaniu zespołu z Rejowca Fabrycznego była końcówka jesieni. W siedmiu meczach Sparta zanotowała cztery zwycięstwa i trzy remisy. Zdobyła aż 15 punktów z 27 jakie ma na swoim koncie. Dzięki tak udanemu finiszowi drużyna trenera Bodysa liczy się w walce o pierwszą szóstkę.

Pandemia koronawirusa sprawiła, że zespół Sparty musiał jakby od nowa budować formę. – To, co wypracowaliśmy zimą, bez rozgrywania meczów, regularnych treningów, uleciało. Trenowaliśmy w maju, czerwcu, potem była krótka przerwa i wznowienie przygotowań do nowego sezonu. To był dla nas specyficzny czas. Wiedzieliśmy też, że kilku zawodników od nas odejdzie i trzeba będzie uzupełnić kadrę – mówi Bartosz Bodys, trener Sparty.

Sparty nie stać było jednak na sprowadzenie znanych zawodników, ogranych w wyższych ligach, czy nawet w czwartej. – To są koszty, dlatego też zależało nam na sprowadzeniu młodych graczy, zdolnych juniorów, żądnych krwi, tym bardziej, że nasz młodzieżowiec Dawid Oleksiejuk zgłaszał wyjazd za granicę, zaś Patryk Podlipny w czerwcu skończył wiek juniora. Poszerzyliśmy grono młodzieżowców o Pawła Figurę i Mateusza Karwowskiego. Obaj przyszli do nas z BKS Lublin, definitywnie, więc można powiedzieć, że będziemy ich mieli również w kolejnych sezonach. Figura, jako prawy obrońca, z kopyta wszedł do drużyny i radził sobie naprawdę dobrze. Karwowski miał trudniejsze zadanie, rywalizował o miejsce w środku pola, a konkurencja w zespole, jeśli chodzi o tę pozycję, jest dość duża. Doszli też Kamil Starok, Marcin Borówka i Patryk Pokrywka. Borówkę wyłowiliśmy w lubelskiej klasie „A”, chciał się sprawdzić w wyższej lidze, zrobił na nas dobre wrażenie i został. Jego gra wyglądała solidnie, zwłaszcza w końcówce rundy. Starok też okazał się trafionym transferem. Z kolei Pokrywka to klasa sama w sobie. Zawodnik ograny, doświadczony, a takiego nam brakowało. Nasi młodsi zawodnicy mogli przekonać się, jak ważne jest boiskowe cwaniactwo. Pokrywka potrafi utrzymać się przy piłce, dać się sfaulować, „zarobić” rzut wolny, czy karnego. Był też dla mnie alternatywą, ustawiałem go na prawym skrzydle, a czasami na pozycji numer dziesięć – podkreśla trener Bodys.

Zimą do Sparty przyszli Przemysław Huk i Damian Kuśmierz. Pierwszy z nich czwartoligowego doświadczenia nabrał w Kłosie Gmina Chełm. Drugi natomiast miał wzmocnić siłę ofensywną drużyny. – Kuśmierz rozkręcał się z każdym meczem. W drugiej części rundy był mocnym punktem zespołu, zdobył kilka goli, jednym słowem przy jego nazwisku postawię plus, choć wszyscy wiemy, i on sam również, że stać go na dużo więcej – mówi B. Bodys

Pierwsze dwa mistrzowskie mecze, z Huraganem Międzyrzec Podlaski u siebie i z Lublinianką na Wieniawie, w wykonaniu Sparty były bardzo słabe. Drużyna popełniała proste błędy w defensywie, nie stwarzała też zbyt dużego zagrożenia pod bramką przeciwnika. Trener Bartosz Bodys co innego tłumaczył zawodnikom w szatni, a ci co innego robili na boisku. – Na początku sezonu docieraliśmy się, szukaliśmy swojego DNA i już w trzecim meczu z Górnikiem II Łęczna, gdyby nie czerwona kartka dla Andrzeja Głowackiego, kto wie czy nie zdobylibyśmy pierwszych punktów. Przyszła czwarta kolejka i spotkanie z Orlętami w Łukowie. Zdobyliśmy tam gola, zagraliśmy na zero punktów i wygraliśmy mecz. Można powiedzieć, że w jednym spotkaniu poprawiliśmy trzy statystyki. Potem przyszło kolejne zwycięstwo ze Startem Krasnystaw i dwa wartościowe remisy z wyżej notowanymi rywalami Powiślakiem Końskowola i Opolaninem Opole Lubelskie. Gdy wydawało się, że to wszystko zaczyna dobrze funkcjonować, przytrafił się nam słabszy mecz u siebie z Lutnią Piszczac, przegrany 1:2, a po nim Włodawianka i 0:7. W tym meczu mieliśmy jednak duże braki kadrowe, a rywalom wychodziło dosłownie wszystko. Inna sprawa, że zespół potrafił się pozbierać i do końca sezonu w dziesięciu rozegranych spotkaniach doznał tylko jednej porażki z Huraganem. Po Włodawie zaczęło się coś nowego – zaznacza Bartosz Bodys.

Drugą część rundy Sparta może zaliczyć do naprawdę udanych. Zdobyła 15 punktów w siedmiu meczach. – Rzeczywiście graliśmy dobrze i punktowaliśmy. Wyniki budowały atmosferę w szatni. Szkoda tego ostatniego meczu w Piszczacu, gdzie gola na 1:1 straciliśmy w doliczonym czasie gry z rzutu karnego. Reasumując wynik, jaki uzyskaliśmy jesienią, jest – w mojej opinii – pozytywny, w końcu należy pamiętać, że zespół został zbudowany w ciągu miesiąca, a w dodatku trzeba było wkomponować sześciu nowych zawodników do składu – uważa trener Sparty.

Podopieczni Bartosza Bodysa stoją przed szansą awansu do pierwszej szóstki, co na początku sezonu wydawało się mało realne. Mają tyle samo punktów do Opolanin i Lutnia, a o tym, że zajmują ósmą pozycję, decyduje jedynie gorszy bilans bezpośrednich spotkań. Do piątej Włodawianki tracą jeden punkt, a czwartego POM Iskra Piotrowice – trzy. – Doszliśmy do takiego momentu, że wszystko teraz zależy od nas samych – przekonuje Bartosz Bodys.

Pierwsze trzy wiosenne kolejki zadecydują, czy Sparta będzie broniła się przed spadkiem, czy też grała na luzie i myślała już o kolejnym sezonie. U siebie zagra z Włodawianką oraz POM Iskra, a na wyjeździe z przedostatnim Bizonem Jeleniec. Spośród wszystkich pięciu zespołów walczących o „szóstkę”, Sparta wydaje się mieć najlepszą sytuację. Z zainteresowanymi drużynami gra u siebie, a na wyjeździe zmierzy się z zespołem, który u siebie wygrał tylko raz. Komplet punktów jest w zasięgu podopiecznych trenera Bodysa. – Niezależnie od tego, gdzie będziemy po 22. kolejce, w każdym z tych spotkań musimy wywalczyć jak najwięcej punktów. One będą bardzo potrzebne zarówno w grupie awansowej, jak i spadkowej. Na pewno przygotowania zimowe poświęcimy właśnie tym pierwszym meczom wiosennym, by wypaść w nich jak najlepiej. Będę chciał, byśmy wysoką formę złapali już na początku marca. Wielkich rewolucji kadrowych nie przewiduję. Chcielibyśmy na pewno pozyskać solidnego środkowego obrońcę, z doświadczeniem – dodaje Bartosz Bodys.

START 1944 KRASNYSTAW

Nie tak sympatycy Startu Krasnystaw, a pewnie też i trener Marek Kwiecień, wyobrażali sobie piłkarską jesień w wykonaniu Daniela Chariasza i spółki. Beniaminek na półmetku rozgrywek plasuje się, niestety, na ostatnim miejscu w tabeli i jeśli chce się utrzymać, wiosną musi zacząć wygrywać. Zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Tyle tylko, że bez solidnych wzmocnień o punkty łatwo nie będzie.

Start Krasnystaw rundę jesienną rozpoczął obiecująco, od wygranej u siebie 1:0 nad rezerwami Górnika Łęczna. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył wówczas Karol Wojciechowski. Mało kto wtedy przypuszczał, że będzie to ostatnie w rundzie jesiennej zwycięstwo podopiecznych Marka Kwietnia na własnym stadionie. Start dołożył jeszcze jedną wygraną, we Włodawie z Włodawianką 1:0, po golu najmłodszego w zespole Miłosza Ciechana. Punktów mógł zdobyć znacznie więcej, gdyby grał skuteczniej.

Piłkarze z Krasnegostawu popełniali też bardzo proste błędy, wynikające przede wszystkim z braku doświadczenia i ligowego ogrania. Start po awansie do czwartej ligi nie dokonał żadnych spektakularnych transferów. Nie pozyskał ani jednego rutynowanego gracza, który mógłby pokierować grą drużyny. Daniel Chariasz, najbardziej doświadczony piłkarz Startu, ze względu na obowiązki służbowe, nie mógł zagrać w każdym meczu. A gdy już wystąpił, w pojedynkę niewiele mógł zdziałać.

Trener Marek Kwiecień postawił na krasnostawską młodzież, z nadzieją, że młodzi, żądni zwycięstw zawodnicy, na czwartoligowym poziomie dadzą radę. Szybko jednak przekonał się, że ambicja, wola walki to za mało. Drużyny na tym szczeblu rozgrywek potrzebują piłkarzy z jakością, ograniem, boiskowym cwaniactwem. Nie należy jednak twierdzić, że młodzież z Krasnegostawu rundę jesienną może spisać na straty. Ci młodzi gracze, szesnasto, siedemnasto i osiemnastoletni zebrali mnóstwo doświadczenia, którego nie otrzymaliby, gdyby występowali w lidze juniorów. Dla młodego bramkarza Krzysztofa Janiaka i 16-letniego Mateusza Ciechana, który raz grał na boku obrony, raz na skrzydle runda jesienna była bezcenna.

Start miał o wiele lepszy początek sezonu, mimo kilku porażek. W meczach ze Spartą, Lutnią, POM Iskra i Lublinianką, w których przegrał różnicą jednego gola, nie był gorszy od rywali. Przy odrobinie szczęścia i lepszej skuteczności pod bramką przeciwnika, w każdym z tych spotkań mógł pokusić się o zdobycie przynajmniej jednego punktów. Może gdyby Start miał napastnika, gwarantującego 8-10 goli na rundę, punktów byłoby więcej.

Trener Marek Kwiecień może też żałować zremisowanego u siebie meczu z Bizonem Jeleniec, w którym to jego zawodnicy również byli bliscy wygranej, ale nie potrafili wykorzystać wyśmienitych sytuacji. Zespół Startu, jako jeden z nielicznych natomiast, potrafił zastopować lidera, Huragan Międzyrzec Podlaski, remisując na własnym stadionie 1:1. Zdecydowanie gorzej Start spisał się w drugiej części sezonu. W ośmiu meczach rewanżowych zdobył zaledwie dwa punkty. Zanotował też czarną serię sześciu spotkań bez punktowej zdobyczy.

W trakcie sezonu do drużyny Startu doszło dwóch wartościowych zawodników. Pierwszym był pomocnik, Jakub Sołdecki, a drugim – jego starszy brat i bardziej znany w futbolowym światku – Dawid Sołdecki, który ma na koncie grę w ekstraklasie m.in. w Arce Gdynia i Termalice Nieciecza. Ich przyjście niewiele dało. Dopiero okres przygotowawczy i początek rundy rewanżowej pokażą, na co tak naprawdę stać braci Sołdeckich i Start.

Trener Marek Kwiecień ma twardy orzech do zgryzienia, bo jego zespół znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Jedenaście punktów to bardzo skromny dorobek. Żeby się utrzymać, wiosną Start musi kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Zgodnie z regulaminem czwartą ligę na pewno opuszczą trzy drużyny (najgorsze z grupy spadkowej). Nie oznacza to, że pozostałe będą bezpieczne. Wszystko zależy od tego, ile ekip spadnie z trzeciej ligi do czwartej. Obecnie aż cztery są zagrożone. Gdyby wszystkie zostały zdegradowane, utrzymanie na czwartym szczeblu dałoby dopiero piąte miejsce w grupie spadkowej. Czy Start stać na to, na tej pozycji zakończyć sezon? Z obecną kadrą na pewno będzie to ciężkie zadanie do wykonania, ale przy czterech, pięciu solidnych wzmocnieniach, już tak. Tym bardziej, że z sygnałów, jakie dochodzą z Krasnegostawu, w grę wchodzą naprawdę znane nazwiska.

– Szukamy zawodników z jakością, którzy tej drużynie pomogą. Ciągle wierzymy w utrzymanie, do zdobycia wiosną będzie 45 punktów. Dla nas kluczowe mogą okazać się trzy mecze z pierwszego etapu rozgrywek. Musimy w nich zapunktować, by mieć jak najlepszą pozycję wyjściową. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nawet siedem drużyn może opuścić czwartą ligę. Zrobimy wszystko, by nie być w tym gronie – twierdzi trener Marek Kwiecień.(r)

Tabela po rundzie jesiennej

1. Huragan Międzyrzec Podlaski 19 44 14-2-3 45-15
2. Powiślak Końskowola 19 36 11-3-5 42-25
3. Lublinianka Lublin 19 32 10-2-7 34-22
4. POM Iskra Piotrowice 19 30 10-0-9 32-25
5. WŁODAWIANKA WŁODAWA 19 28 8-4-7 37-27
6. Opolanin Opole Lubelskie 19 27 7-6-6 32-33
7. Lutnia Piszczac 19 27 7-6-6 27-30
8. SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY 19 27 7-6-6 17-31
9. Górnik II Łęczna 19 23 7-2-10 24-25
10. Orlęta Łuków 19 22 6-4-9 28-43
11. Bizon Jeleniec 19 12 2-6-11 18-42
12. START 1944 KRASNYSTAW 19 11 2-5-12 15-33

Tabela u siebie

1. Huragan Międzyrzec Podlaski 10 25 8-1-1 23-4
2. Powiślak Końskowola 9 20 6-2-1 26-11
3. Lublinianka Lublin 10 19 6-1-3 18-9
4. POM Iskra Piotrowice 10 18 6-0-4 20-12
5. Lutnia Piszczac 10 15 4-3-3 17-15
6. Opolanin Opole Lubelskie 9 14 4-2-3 16-15
7. Górnik II Łęczna 9 13 4-1-4 12-9
8. SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY 9 12 3-3-3 9-13
9. WŁODAWIANKA WŁODAWA 10 9 2-3-5 18-15
10. Orlęta Łuków 9 7 2-1-6 10-21
11. START 1944 KRASNYSTAW 9 6 1-3-5 8-17
12. Bizon Jeleniec 10 6 1-3-6 9-24

Tabela na wyjeździe

1. Huragan Międzyrzec Podlaski 9 19 6-1-2 22-11
2. WŁODAWIANKA WŁODAWA 9 19 6-1-2 19-12
3. Powiślak Końskowola 10 16 5-1-4 16-14
4. Orlęta Łuków 10 15 4-3-3 18-22
5. SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY 10 15 4-3-3 8-18
6. Lublinianka Lublin 9 13 4-1-4 16-13
7. Opolanin Opole Lubelskie 10 13 3-4-3 16-18
8. POM Iskra Piotrowice 9 12 4-0-5 12-13
9. Lutnia Piszczac 9 12 3-3-3 10-15
10. Górnik II Łęczna 10 10 3-1-6 12-16
11. Bizon Jeleniec 9 6 1-3-5 9-18
12. START 1944 KRASNYSTAW 10 5 1-2-7 7-16