Włodawianka jednak trwa

Około 200 tys. zł wynosić będzie tegoroczny budżet klubu sportowego MLKS Wlodawianka. To zdecydowanie za mało na stabilny rozwój, ale wystarczająco, by klub utrzymał się w IV lidze. Wygląda na to, że spory personalne w zarządzie nie rzutują aż tak mocno na działalność klubu.

Włodawianka od stycznia trenuje, a w lutym i marcu było kilka sparingów. – Musieliśmy rozgrywać sparingi i trenować poza Włodawą, bo Orliki są nie dla nas – mówi Andrzej Rusiński, wiceprezes klubu. – Trwają rozmowy z zawodnikami, których chcielibyśmy pozyskać.

Przez chwilę nawet grał u nas Kanadyjczyk polskiego pochodzenia. Jednak z powodu kiepskich warunków bytowych, braku zabezpieczenia finansowego i lokalowego odszedł do innego klubu. Cały czas szukamy też rezerwowego bramkarza. Musimy bardzo oszczędzać przy tej finansowej maliźnie i jednocześnie szukać sponsorów. Żeby jednak skutecznie działać nie wolno nam przeszkadzać, a już na pewno członkowie zarządu klubu powinni przede wszystkim łączyć siły.

Zatem informacje o totalnej zapaści Włodawianki są nieco przedwczesne. Co oczywiście nie umniejsza wstydu, że członkowie zarządu klubu zamiast się dogadać, toczą ze sobą wojny na pisma, donosy i oskarżenia.

Zgodnie z założeniami tegorocznego budżetu na stypendia i diety piłkarskie dla IV-ligowych zawodników wydanych zostanie 118 tys. zł. Transport na zawody pochłonie 28 tys. zł, opłaty regulaminowe i delegacje sędziowskie to koszt 32 tys. zł. Trenerzy otrzymają 19 tys. zł. Do tego dochodzi koszt ubezpieczenia zawodników, opieka lekarska, opłaty za media, zakup sprzętu sportowego i inne opłaty – w sumie ok. 11 tys. zł.

Łącznie na Włodawiankę trzeba wydać ponad 210 tys. zł. Natomiast na razie udało się pozyskać ledwie ponad 150 tys. zł. Głównym sponsorem jest miasto Włodawa, które w ramach dotacji dało 120 tys. zł, do tego MPGK ma dołożyć 30 tys. zł (na razie dało 7,5 tys. zł), starostwo 14 tys. zł, z ministerstwa 10 tys. zł. (pk)