Włodawianka wyrwała trzy punkty

HURAGAN MIĘDZYRZEC P. – WŁODAWIANKA WŁODAWA 1:2 (1:1)


0:1 – Musz (9), 1:1 – Całka (32), 1:2 – Budzyński (61).

WŁODAWIANKA: Paszkiewicz – Kędzierski (46 Dayron Gongora), Nielipiuk, Błaszczuk, Musz (85 Skrzypek), Kwiatkowski, Kornacki (75 Kamiński), Gontarz, Waszczyński (55 Magdysh), Chodziutko, Budzyński (88 Naumiuk).

Huragan Międzyrzec Podlaski, beniaminek czwartej ligi, w tym sezonie u siebie jeszcze nie stracił ani punktu, ani gola. W dwóch meczach wbił rywalom aż dziesięć bramek. Nic więc dziwnego, że Włodawianka, która dobrze rozpoczęła ligowy sezon, nie była faworytem sobotniej konfrontacji.

Dla gości mecz w Międzyrzecu Podlaskim rozpoczął się wyśmienicie. W 9 min. przytomnie na połowie przeciwnika zachował się Rafał Musz. Wykorzystał błąd obrońcy gospodarzy, uprzedził bramkarza i posłał piłkę do pustej bramki. – To była dobra indywidualna akcja Rafała, dająca nam prowadzenie – mówił po meczu trener gości, Mirosław Kosowski.

Huragan po stracie gola rzucił się na Włodawiankę, ale goście w defensywie grali uważnie i skoncentrowani. – Rywal miał swoje sytuacje, nie były to jednak stuprocentowe okazje z akcji, a dośrodkowania po rzutach wolnych i rożnych. Wiedzieliśmy, że stały fragment gry to mocny punkt piłkarzy Huraganu – podkreśla Kosowski.

W 32 min. z boku pola karnego jednego z zawodników gospodarzy zupełnie niepotrzebnie sfaulował strzelec gola Musz. – Poszło dobre dośrodkowanie z wolnego i tym razem nie zdołaliśmy zapobiec utracie gola. Huragan wyrównał losy meczu, ale do przerwy już niewiele zdziałał – dodaje trener Włodawianki.

Po zmianie stron groźniejsi w ataku byli goście. Włodawscy piłkarze stworzyli sobie dwie dobre sytuacje, ale żadnej nie wykorzystali. Najpierw Michał Budzyński uderzył w krótki róg, jednak bramkarz gospodarzy sparował piłkę na rzut rożny. Potem z 16 m uderzał Piotr Chodziutko, lecz piłka poszybowała nad poprzeczką. – Piotrek mógł lepiej uderzyć, miał czas i miejsce, by zmieścić piłkę w bramce – podkreśla szkoleniowiec gości.

Później gra się wyrównała. Huragan zaczął coraz śmielej atakować, by strzelić drugiego gola. I owszem bramka padła, tyle że zdobyła ją Włodawianka. – Budzyński dostał prostopadłe podanie, znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Huraganu i wykorzystał swoją szansę – opowiada Mirosław Kosowski.

Huragan ruszył znów odrabiać straty i pod bramką Paszkiewicza było gorąco. – Atakowali nas, ale byliśmy dobrze zorganizowani. Szukaliśmy też swoich okazji do zdobycia trzeciego gola, który zapewne odebrałby rywalowi ochotę do dalszej gry. I taką szansę miał Musz. Piłka po jego strzale odbiła się od słupka. Dopadł do niej jeszcze Magdysh, ale uderzył niecelnie.

W końcówce było naprawdę ciężko, mecz był prowadzony w nerwowej atmosferze, moi zawodnicy musieli się dużo napracować, by wyrwać gospodarzom to zwycięstwo. Włożyliśmy w to spotkanie mnóstwo serca, wybiegaliśmy je od pierwszej do ostatniej minuty. Pokazaliśmy tym samym, że ambicją, determinacją i ciężką pracą można uzyskiwać wyniki – przekonuje trener Kosowski.

Przed Włodawianką kolejne spotkanie, w niedzielę, 15 września z Kłosem Gmina Chełm o 16.00. Przed meczem uroczyste otwarcie pawilonu sportowego na stadionie miejskim we Włodawie. (r)