Wobler Alpha Minnow – mały może wiele

Woblery Strike Pro Alpha Minnow od Robinsona wyróżniają dwie rzeczy. Atrakcyjna cena i wysoka skuteczność. Może przynęty te nie pracują z tak nieskazitelną dokładnością jak te produkowane przez uznane marki, ale mi to nie przeszkadza. A to z jednego, prostego względu – przypadły do gustu rybom. O lepszą rekomendację chyba trudno.

Na początek trochę teorii. Wobler Alpha Minnow występuje w dwóch wersjach. Lżejsza, 3-gramowa ma 6 cm długości i schodzi do głębokości jednego metra. Cięższa, 4-gramowa jest o centymetr dłuższa i może pracować na maksymalnej głębokości 1,2 m. Oba modele są oczywiście pływające. Uzbrojono je w solidnie wyglądające kotwice VMC oraz nierdzewne kółka łącznikowe. Przynęty występują w kilku wersjach kolorystycznych – od bardzo naturalnych barw imitujących umaszczenie uklei, czy innych małych rybek, po jaskrawe biało-czerwone i żółto-zielone, które mają „bić” drapieżniki po oczach i w ten sposób prowokować je do ataku.

Wygląd i praca

Alpha Minnow mają smukły, wrzecionowaty korpus w kształcie bardzo przypominający ukleję. To, co od razu zwraca uwagę wędkarzy, to niezwykle naturalne oddanie barw i kolorów, które w zależności od kąta padania światła zmieniają się jak w kalejdoskopie oraz dokładne odznaczanie takich szczegółów jak skrzela, czy łuski. Charakterystyczne dla tej serii są też duże, trójwymiarowe oczy, a także konkretne uzbrojenie, które sprawia wrażenie dużo bardziej mocarnego, niż w takim przypadku potrzeba. Jednak już w trakcie łowienia przekonałem się, że w przypadku tej przynęty kotwice spełniają jeszcze jedną rolę – są stabilizatorem i balastem, który znaczącą wpływa na zachowanie woblera. A trzeba wiedzieć, że jego praca może być bardzo różna. Prowadzona powoli i jednostajnie przynęta porusza się slalomem, delikatnie kolebiąc się na boki, co czyni z niej łakomy kąsek dla okoni, czy szczupaków. Kiedy szybciej zakręcimy korbką kołowrotka, Alpha Minnow przeistacza się woblera boleniowego, bo jego akcja ogranicza się do delikatnego tylko lusterkowania. Mając w ręku tak uniwersalny wobler zyskujemy dodatkowo, bo nie musimy mieć w pudełku wielu przynęt o różnej charakterystyce, ponieważ za pomocą tego sprzętu śmiało możemy polować na niemal wszystkie gatunki naszych drapieżników. Jedynym jej ograniczeniem jest zasięg, choć przy wadze 3 gramów Alpha Minnow i tak leci dość daleko.

Skuteczność

Można bez końca rozpisywać się o wadach i zaletach przynęt, jednak tym, co czyni je pożądanymi, czy też niekoniecznie, jest ich skuteczność. To łowiska weryfikują, czy woblery zostały dobrze wyważone, czy schodzą na odpowiednią głębokość oraz najważniejsze – czy interesują się nimi ryby. Mój Alpha Minnow wymagał małej korekcji steru (miał tendencję do zjeżdżania w bok), ale po tym zabiegu szedł już jak po sznurku. A za nim ryby. Na wersję „naturalną”, czyli w kolorach uklei połakomiły się dwa bolenie. Były co prawda niewielkie, ale ta ryba na haku zawsze mnie cieszy. O wiele więcej atrakcji zapewnił mi niemal 70-centymetrowy sandacz. Tego skusił szybko prowadzony wobler z czerwonym przodem i białą częścią ogonową. Ryba wzięła w bardzo charakterystycznym dla niej miejscu, a mianowicie tuż za krawędzią bużanej przykosy, gdzie uganiała się za wrześniową drobnicą. Lepszej rekomendacji dla tej serii według mnie szukać nie trzeba, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej bardzo atrakcyjną cenę i skuteczność, na którą w moim pudełku wciąż jeszcze czekają o wiele droższe wabiki.