Wojna w chełmskiej Platformie?

Wewnątrzpartyjny konflikt w chełmskiej Platformie Obywatelskiej przybiera na sile. Przewodnicząca Rady Powiatu PO, Małgorzata Sokół zarzuciła Piotrowi Malinowskiemu, jednemu z założycieli lokalnych struktur partii, że ma zobowiązania wobec rządzących miastem, bo pracuje w miejskiej spółce, podobnie, jak jego żona. Malinowski zachęca Sokół, by podjęła pracę w MOPR, jako opiekun społeczny, za najniższą płacę. – Tak jak moja żona! – mówi.

Jakiś czas temu dwa koła chełmskiej Platformy Obywatelskiej zgłosiły Piotra Malinowskiego, jako kandydata na kandydata na prezydenta. W mediach pojawiły się nawet reklamy „Malinowski na prezydenta”, które delikatnie mówiąc nie spodobały się szefowej lokalnej PO, Małgorzacie Sokół. Ona sama zwróciła Malinowskiemu uwagę, a nawet zagroziła, że za to może zostać usunięty z partii. Niedoszły kandydat na prezydenta tłumaczył, że Malinowskich jest wielu i trudno stwierdzić, o którego chodzi.

Kandydatura Piotra Malinowskiego mimo wszystko była rozpatrywana przez działaczy chełmskiej PO, w kontekście wyłonienia kandydata na prezydenta, ale rządzący partią od samego początku traktowali ją jako mało poważną. Jak już nieraz informowaliśmy, miejskie struktury Platformy od kilku lat są podzielone, a ostatnie wydarzenia to potwierdziły, i raczej nie ma szans, by PO jeszcze przed wyborami przemówiła jednym głosem.

Część działaczy, związana z posłem Grzegorzem Raniewiczem, nie akceptuje sposobu zarządzania chełmską PO przez Małgorzatę Sokół. Najlepszym przykładem tego są głosowania na sesjach rady miasta. Radni Mariusz Kowalczuk, Jerzy Jaworski i Piotr Malinowski dotąd popierali miejski budżet, głosowali za absolutorium dla prezydent Agaty Fisz, tłumacząc, że miasto realizowało zgłaszane przez nich inwestycje. Z kolei Małgorzata Sokół, Dariusz Grabczuk i Anna Mirzwa najczęściej byli przeciw, rzadko wstrzymując się od głosu.

Konflikt przybrał na sile cztery lata temu, gdy na prezydenta Chełma kandydował Raniewicz, mający wówczas poparcie w wojewódzkich władzach partii i bardzo duży wpływ na kształt list wyborczych. Wtedy to dopiero na trzecim miejscu w okręgu nr 4 znalazła się sama Małgorzata Sokół, co jeszcze bardziej zaogniło relacje wewnątrzpartyjne. Listy do rady miasta w tym roku z kolei będą tworzyć m.in. Sokół i Grabczuk. Wielce prawdopodobne jest, że „ludzie Raniewicza” mogą znaleźć się na dalszych miejscach, albo też poza nimi. Tym bardziej, że w jesiennych wyborach do pełnych list potrzeba 31 kandydatów, podczas gdy cztery lata temu było ich aż 46.

Oliwy do ognia na prezentacji Dariusza Graczuka, kandydata Platformy na prezydenta Chełma, dolała Małgorzata Sokół. Stwierdziła, że Piotr Malinowski na partyjnym zebraniu ostatecznie zrezygnował z kandydowania i dodała: – Prawdopodobnie przygotował inną koncepcję, pewnie dowiemy się o niej, on ma swoje zobowiązania względem rządzących Chełmem, pracuje w spółce miejskiej, podobnie jak jego żona – dodała Sokół.

Słowa o zobowiązaniach w stosunku do rządzących miastem podziałały na Malinowskiego, jak czerwona płachta na byka. – Przede wszystkim nie pracuję w spółce, a jednostce. Pracę dostałem, bo wygrałem konkurs, do którego mógł przystąpić każdy, kto spełniał warunki. Mam uprawnienia geodety, a Zarząd Dróg Miejskich potrzebował osoby z takimi właśnie kwalifikacjami. Jestem zatrudniony na pół etatu.

Moja żona natomiast ukończyła pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą, ma uprawnienia pracownika socjalnego i w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie pracuje za najniższą pensję. MOPR ciągle poszukuje pracowników socjalnych, więc mam propozycję dla przewodniczącej Sokół. Niech rzuci obecną pracę i zatrudni się w opiece społecznej za minimalne wynagrodzenie. Wszyscy pamiętamy, że pani Sokół, gdy obejmowała stanowisko dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie, nie miała wymaganych przepisami kwalifikacji, dlatego też przez jakiś czas musiała pełnić obowiązki – mówi Malinowski.

On sam przyznaje, że ostatecznie zrezygnował z kandydowania na prezydenta dla dobra Platformy Obywatelskiej. – Uznałem jednak, że musimy być zjednoczeni, mimo różnicy poglądów. Nie ukrywam, że miałem sporo telefonów od osób, które widziały mnie, jako kandydata na prezydenta, z pretensjami i pytaniami, dlaczego ustąpiłem. Uważam, że podjąłem słuszną decyzję, w dodatku poparłem kandydaturę Dariusza Grabczuka. Miałem nadzieję, że wszyscy będziemy grać do jednej bramki. Nie spodziewałem się jednak bezpardonowego ataku ze strony przewodniczącej na moją osobę. I to tuż po zebraniu Rady Powiatu PO, gdzie staraliśmy się zrobić wszystko, by doprowadzić do zjednoczenia struktur – twierdzi.

Piotr Malinowski to jeden ze współzałożycieli chełmskiej Platformy Obywatelskiej. Nie ukrywa, że działacze, którzy zakładali partię, dziś są zepchnięci na margines. – Małgorzata Sokół, przewodnicząca lokalnej PO, zamiast łączyć, dzieli – uważa Malinowski. – Źle zarządza partią. Dlaczego przez cztery lata w radzie miasta nie zawiązaliśmy klubu radnych? Proponowaliśmy nawet Dariusza Grabczuka na przewodniczącego klubu, ale nie było zgody ze strony pani Sokół. Wcześniej, gdy nie sprawowała funkcji szefowej PO, nasze relacje były dobre.

Malinowski podkreśla też, że nigdy nie wykorzystał partii do osiągnięcia korzyści. – Od kiedy jestem w Platformie nie zabiegałem o załatwienie dla mnie pracy. Sam potrafię zarobić na swoje utrzymanie, nie potrzebuję do tego pomocy ze strony partii – mówi. – Jako radny pracowałem w Powiatowej Radzie Zatrudnienia i Społecznej Komisji Mieszkaniowej, nie dostając z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. Traciłem możliwość zarabiania w firmie, poświęcając swój czas dla miasta i mieszkańców. Ale do nikogo nie miałem o to pretensji, bo zostałem radnym, by pomagać ludziom. Zarzut, że mam zobowiązania wobec rządzących, jest przesadzony, dla mnie mocno niesprawiedliwy. Mam wrażenie, że nasze drogi powoli rozjeżdżają się. Pewne sprawy muszę przemyśleć – twierdzi Piotr Malinowski. (s)