Wpadli po raz drugi

Dwa tygodnie po tym, jak zostali zatrzymani za rozbój na Pl. Łuczkowskiego, młodociani znowu wyszli „zbierać haracze na mieście”. Tym razem 17-latek wyciągnął wnioski i w ostatnim momencie… zaczął bronić napadniętego.

Dzieciakom, które spędzają wakacje w mieście, z nudów do głowy przychodzą różne głupie pomysły… Dwójka nastolatków (16 i 17 lat) wymyśliła sobie, że „rządzą tym miastem” i mają prawo do wszystkiego. Kto im się sprzeciwi, pożałuje. Najpierw zaczepili na Placu Łuczkowskiego grupkę 13 i 14-latków, kazali im „wyskakiwać z kasy”, grozili, że mają broń. Tamci zapierali się, że nie mają przy sobie pieniędzy poza marnymi 6 zł, rabusie kazali im podskakiwać, żeby usłyszeć, czy aby na pewno w ich kieszeniach nie zabrzęczą monety. Tego samego dnia policjanci zatrzymali pijanych nastoletnich złodziei. 17-latek usłyszał zarzuty rozboju.
Ledwo minęły dwa tygodnie od zatrzymania, a dwóch młodych cwaniaczków znowu wyszło „na miasto”. Tym razem w centrum (przy ul. Lubelskiej) zaczepili spacerującego 18-latka. Młodszy z bandziorów najwyraźniej myślał, że jest nietykalny skoro prokuratura nie może mu nic zrobić. 16-latek „podskoczył” do mężczyzny i usiłował mu zerwać z szyi łańcuszek. Ten szybko go odepchnął, co doprowadziło młodzika do szewskiej pasji. Wyrwał mężczyźnie telefon z ręki i zaczął się odgrażać, że jeśli ten nie odda mu pieniędzy, delikatnie mówiąc, będzie miał kłopoty… W ostatniej chwili starszy z rabusiów przestraszył się konsekwencji. 17-latek zaczął szarpać kolegę, próbować „załagodzić sytuację” i namówić do zwrotu telefonu. Na nic się to zdało, więc obaj uciekli. Po całym zajściu napadnięty zadzwonił pod numer alarmowy. Policja zatrzymała nastolatków i odzyskała skradziony telefon. Starszy z zatrzymanych został ponownie doprowadzony do prokuratury. Tym razem nie usłyszał zarzutów, a zeznawał w charakterze świadka. Całość winy spadła na 16-latka, którym zajmie się sąd rodzinny i nieletnich. (pc)