Wstrzymane procesy i ewakuacja

Kilka przerwanych rozpraw i ponad sto osób czekających dwie godziny na ulicy. Wszystko za sprawą jednego fałszywego telefonu do sekretariatu sądu z informacją o podłożonych w środku materiałach wybuchowych. Policja jeszcze nie ujęła sprawcy.

W poniedziałek (16 października) około godziny 11.30 przed oba budynku Sądu Rejonowego w Chełmie zaczęły zjeżdżać na sygnale policyjne radiowozy i wozy strażackie. Powodem był jeden telefon, który odebrał pracownik sekretariatu sądu. Zadzwonił mężczyzna, twierdząc, że w jednym z budynków są podłożone materiały wybuchowe. Nie powiedział konkretnie, w którym, dlatego prezes sądu podjęła decyzję o ewakuacji obu. Na ulice wyszło łącznie blisko 80 pracowników i kilkudziesięciu interesantów, którzy czekali na rozwój wydarzeń na chodniku. Kilka rozpraw trzeba było przerwać. Obyło się jednak bez paniki. Choć to nietypowa sytuacja, dla wielu nie była dużym zaskoczeniem – nie był to pierwszy fałszywy alarm bombowy.
– Po zakończeniu ewakuacji policjanci przeszukali wszystkie pomieszczenia w obu budynkach. Nie znaleziono żadnych niebezpiecznych substancji. Alarm okazał się fałszywy, a akcja zakończyła się o godzinie 13.35 – informuje podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Jeden telefon postawił na nogi wszystkich i spowodował spore opóźnienia w postępowaniach. Niektóre rozprawy zostały przesunięte o kilka tygodni. Sprawca wciąż jest poszukiwany przez policję. Żartownisiowi grozi surowa kara, bo od 2012 roku fałszywe alarmy traktowane są jak przestępstwo, za które grozi od
6 miesięcy do 8 lat więzienia. (pc)