Wszystko przez dziki

Hałda obornika, o której pisaliśmy w poprzednim numerze, zalegająca pomiędzy Lubieniem a Wyrykami-Kolonią, znikła. Właściciel nawozu rozrzucił go po polu i przeorał. – Wszystko zrobiłem zgodnie z dobrą praktyką rolną, a to, że po drodze ciekła gnojowica, to wina dzików, które rozryły nasyp zabezpieczający stertę – tłumaczy gospodarz.

O wielkiej stercie obornika, która leżała tuż przy gminnej, gruntowej drodze, pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Sprawę badał wójt gminy Wyryki oraz WIOŚ. Chodziło o to, że sącząca się ze sterty gnojowica cieknie po drodze, a niektórzy mieszkańcy obawiali się, że wsiąkając w ziemię może przedostać się do wód gruntowych, a nimi do gminnego ujęcia wody pitnej. Sprawę rozwiązał sam właściciel nawozu, który w ubiegłym tygodniu rozwiózł go po polu i przeorał. – Wszystkie moje działania są prowadzone według praw i prawideł – mówi gospodarz. – Obornik składowany na moim polu był należycie zabezpieczony. Dookoła była usypana ok. półmetrowej wysokości ziemna zapora, aby gnojowica nie mogła wypływać na zewnątrz. Niestety, wał zniszczyły dziki, które ryły przy stercie w poszukiwaniu pożywienia – stąd ten przeciek na drogę. Obornik na polu można składować od marca do listopada i ja tego terminu nie przekroczyłem. Fakt, że leżał on jakiś czas, wynikał tylko z tego, że zmusiły mnie do tego względy logistyczne – najpierw musiałem przecież dokończyć żniwa. Gdy tylko to zrobiłem, nawóz znikł. Sterta w żaden sposób nie zagrażała też ujęciu wody, bo te dwa miejsca w linii prostej dzieli ok. 1200 metrów – tłumaczy rolnik. (bm)