Wueska powróci na produkcyjną taśmę?

Mieszkańcy domu stracili dach nad głową

Miasto Świdnik pracuje nad reaktywacją produkcji wuesek. Choć konkretów wciąż nie zdradza ograniczając się do prezentacji wizji przedsięwzięcia, a w lutym minął termin zapowiadanego wyłonienia podmiotów, które wezmą się za realizację projektu, to w ratuszu zapewniają, że przedsięwzięcie jest jak najbardziej realne i są już firmy oraz osoby, które wejdą w skład konsorcjum, ale nazwy i nazwiska, podobnie jak pierwsze szkice koncepcyjne motocykli, poznamy dopiero pod koniec sierpnia.


Legendarne wueski nadal można spotkać na polskich drogach. Poszukują ich również kolekcjonerzy. Zainteresowanie tą motoryzacyjną legendą PRL-u postanowili wykorzystać świdniccy pasjonaci i władze miejskie. Pomysł powrotu do produkcji kultowych w epoce PRL-u motocykli, ale w nowocześniejszej, odświeżonej wersji narodził się mniej więcej dwa lata temu. Inicjatywa – trzeba przyznać – ciekawa, również z promocyjnego punktu widzenia, bo do dziś wielu Polaków Świdnik kojarzy z wueskami i odwrotnie.
W ubiegłym roku władze miasta zapowiadały, że w 2017 roku mogłyby ruszyć prace badawczo-rozwojowe, a do końca stycznia urzędnicy mieli wyłonić grupę podmiotów, które wezmą udział w reaktywacji wueski.
– Dokładnie rozeznaliśmy rynek i udało nam się zebrać podmioty, które mogą i chcą pracować przy tym projekcie zarówno w kwestii finansów, jak i kompetencji konstruktorskich. Zależało nam na tym, żeby to były polskie firmy. Obecnie precyzujemy zakres działań każdego z tych podmiotów, ale na tym etapie jeszcze nie chcemy zdradzać, kto to jest. Do końca sierpnia planujemy podpisanie listu intencyjnego i wówczas zaprezentujemy wszystkie podmioty, które wejdą w skład konsorcjum – mówi Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika.
Podpisanie listu intencyjnego ma być punktem wyjścia do prac badawczo-rozwojowych, które zakończą się stworzeniem prototypu motocykla. Urzędnicy zakładają, że prace nad nim potrwają około 2 lat, więc prototyp szerszej publiczności zostałby zaprezentowany w 2019 roku. Seryjna produkcja mogłaby ruszyć dwa lata później.
Urzędnicy nie wiedzą jeszcze, jak konkretnie będzie wyglądać wsparcie samorządu dla projektu.
– Sam fakt, że inicjatorem przedsięwzięcia był burmistrz, a miasto jest partnerem projektu, daje gwarancję, że traktujemy sprawę poważnie – tłumaczy wiceburmistrz M. Piotrowicz. – Jeśli chodzi o wsparcie kapitałowe ze strony miasta, jest to wciąż otwarta kwestia. Naszym zadaniem, jako samorządu, jest wspieranie przedsiębiorczości, zwłaszcza takiej, która rozwija i promuje miasto. Być może nasz wkład będzie opierał się na którejś z naszych spółek lub powołanej do tego spółce celowej. Na razie niczego nie przesądzamy. Dużo będzie też zależało od oczekiwań partnerów.
Obecnie obmyślana jest koncepcja motocykla. Początkowo nowa wueska miała nawiązywać do historycznych modeli, jednak po wielu konsultacjach postanowiono odłożyć na bok przeszłość i zbudować coś bardziej nowoczesnego Przetestowane zostaną również dwa rodzaje napędów. Jeśli chodzi o silniki spalinowe, brane są pod uwagę pojemności skokowe do 125 i do 1000 ccm. Inicjatorzy projektu chcą również, aby nowa świdnicka wueska czerpała z polskiej myśli technicznej, a części i podzespoły do niej powstawały w lubelskich fabrykach.
– W pierwszych latach możemy zapomnieć o zysku. Jeśli jednak trafimy w oczekiwania rynku, a rzeczywiste zainteresowanie okaże się wystarczająco duże, to w perspektywie kilku lat sytuacja może się zmienić. Gdybyśmy chcieli od razu zarabiać, należałoby po prostu sprowadzać części z Chin i nalepiać na składaka znaczek WSK. Nie takie jednak są nasze zamierzenia. Chodzi o impuls do odbudowy polskiego przemysłu, myśli inżynierskiej, dobrej jakości wykonawstwa, cenionego również na zachodzie Europy – zapewnia M. Piotrowicz. (w)