Wybory bez wyborów

Głosowanie 10 maja miało odbyć się korespondencyjnie, a pakiety wyborcze mieliśmy wrzucać do urn, nazwanych skrzynkami wyborczymi, które miały stanąć przed budynkami, gdzie w poprzednich wyborach swoje siedziby miały obwodowe komisje wyborcze. Podobnie ma wyglądać głosowanie w wyborach, które mają odbyć się w czerwcu lub lipcu, tyle, że teraz nad organizacją i przeprowadzeniem wyborów ma podobno czuwać Państwowa Komisja Wyborcza, a nie resort aktywów państwowych

W niedzielę, 10 maja, nie poszliśmy ani do lokali, ani do skrzynek wyborczych, choć wybory prezydenta RP formalnie się odbyły, ale nie doszło do głosowania. Mamy do czynienia nie tylko z ewenementem w nowożytnej historii Polski, ale i z czymś nieznanym współczesnej demokracji – z wyborami, które mają zostać uznane za nieważne dlatego, że ich… nie przeprowadzono.


Dodatkowy dowcip polegał na tym, że decyzję o przeprowadzeniu wyborów bez wyborów, a potem może kiedyś tych samych wyborów jeszcze raz podjęło dwóch formalnie szeregowych posłów: Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin i to w trakcie debaty telewizyjnej, w której uczestniczył ubiegający się o reelekcję obecny prezydent, wyraźnie uznany za niegodnego uczestniczenia w tak kluczowym, choć pozakonstytucyjnym procesie decyzyjnym.

W jego efekcie do wyborów więc zapewne kiedyś dojdzie, kiedy jednak, pozostaje tajemnicą jednego z sygnatariuszy porozumienia. Może to więc być nawet jeszcze maj, a może koniec lipca. Być może na jakiejś dziwacznie wykoncypowanej zasadzie będą w nich mogli uczestniczyć dotychczasowi kandydaci, ale może też i nowi. A może w ogóle cała procedura, włącznie ze zgłaszaniem i zbieraniem podpisów, zacznie się od początku? Wszystko dzieje się poza prawem, nic nie jest ani pewne, a więc i nie uregulowane.

W miniony wtorek ustawę o wyborach korespondencyjnych w całości odrzucił Senat, gdzie większość ma opozycja. Ustawa wróciła zatem do Sejmu, a wszyscy zadawali sobie pytanie, w jaki sposób zagłosują posłowie Porozumienia Jarosława Gowina. W liczącym 235 posłów klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości 18 osób to członkowie koalicyjnego Porozumienia. Część z nich była przeciwna organizacji wyborów w niedzielę 10 maja. Z kolei do odrzucenia sprzeciwu Senatu potrzebna jest bezwzględna większość głosów, czyli co najmniej 231. Niektórzy publicyści wieścili nawet rozpad koalicji rządzącej i przyspieszone wybory parlamentarne.

Nieoczekiwanie Jarosław Gowin i Jarosław Kaczyński zawarli jednak kompromis, a Sejm odrzucił sprzeciw Senatu. – Po upływie terminu 10 maja oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, Marszałek Sejmu ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie – czytamy na portalu tvp.info. W niedzielę, 10 maja nie poszliśmy zatem do urn. Wybory formalnie się jednak odbyły, ale bez głosowania, dlatego liderzy Zjednoczonej Prawicy przypuszczają, że Sąd Najwyższy stwierdzi ich nieważność.

Tutaj pojawiają się jednak wątpliwości. – Z dużym zdziwieniem odebrałam informację, że zostało a priori przyjęte założenie dotyczące przyszłego orzeczenia SN w sprawie wyborów prezydenckich w Polsce. Przypominam, że sędziowie są niezależni i niezawiśli w swoich orzeczeniach, a o jego treści decyduje skład orzekający – powiedziała Onetowi dr hab. Joanna Lemańska, prezes Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

Nowe wybory prezydenckie mają zostać przeprowadzone w formie korespondencyjnej i prawdopodobnie odbędą się w wakacje. Sporo wskazuje na to, że cała procedura wyborcza ruszy od nowa, a zatem kandydaci ponownie będą musieli zebrać 100 tysięcy podpisów, co w czasie epidemii koronawirusa dla mniej znanych polityków, może być trudnym zadaniem.

10 maja o reelekcję miał się ubiegać popierany przez Prawo i Sprawiedliwość prezydent Andrzej Duda. Jego głównymi konkurentami mieli być Małgorzata Kidawa-Błońska (Koalicja Obywatelska), Szymon Hołownia (niezależny), Władysław Kosiniak-Kamysz (Polskie Stronnictwo Ludowe), Robert Biedroń (Lewica) i Krzysztof Bosak (Konfederacja). Pozostali kandydaci to kojarzeni z prawicą Mirosław Piotrowski, Stanisław Żółtek i Marek Jakubiak oraz kojarzony raczej ze środowiskiem liberalnym Paweł Tanajno.

Prezydent zgodnie z Konstytucją jest „najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej”. Wybierany jest na 5-letnią kadencję i może być ponownie wybrany tylko raz. Prezydentem zostaje kandydat, który otrzymał więcej niż połowę ważnie oddanych głosów, dlatego o wyniku wyborów prezydenckich w Polsce decyduje przeważnie druga tura. W 2015 roku Andrzej Duda pokonał w niej Bronisława Komorowskiego.

PR, TAK