Nie wyburzą dzieła sztuki

W ramach procesu dekomunizacji urząd wojewódzki chce, by miasto wyburzyło pomnik „Braterstwa Broni”. Samorządowcy „dzieła sztuki” pod młotek oddać nie chcą i zapowiadają, że będą bronić monumentu.
Chodzi o komunistyczny pomnik z 1964 roku, który do Chełma trafił… przypadkiem i już został. Przez wiele lat uchodził za symbol braterstwa polsko-sowieckiego. Najpierw przez prawie 30 lat zdobił plac Gdański, a później stanął w zaciszu cmentarza jeńców radzieckich. Teraz jego losy są zagrożone. W konsekwencji przyjętej ustawy dekomunizacyjnej Lubelski Urząd Wojewódzki wysłał do chełmskiego samorządu pismo w sprawie usunięcia reliktu przeszłości stojącego w lesie Borek. Koszt likwidacji to 14 tys. zł. Miasto planuje walczyć o pozostawienie pomnika.

– To dzieło sztuki autorstwa Władysława Frycza. Przez wzgląd na szacunek do twórcy i jego prawa autorskie miasto nie może oddać pomnika na złom – wyjaśnia Zygmunt Gardziński, przewodniczący Rady Miasta Chełm.
Wyjścia są trzy. Chełmski pomnik (tak jak i inne komunistyczne pamiątki z terenu województwa) trafi do Muzeum Zamoyskich w Kozłówce lub zasili zbiory Muzeum Ziemi Chełmskiej. Najbardziej prawdopodobne jest pozostawienie go w lesie i ustawienie obok tabliczki informacyjnej („Pozostałość epoki PRL-u”) w j. polskim i rosyjskim. Radni podejmą stosowną uchwałę w tej sprawie. (pc)