Wycinka z zaskoczenia?

Radny Stanisław Skrok ponawia apel do władz miasta o znakowanie drzew przeznaczonych do wycinki. – Mieszkańcy chcą wiedzieć o tym wcześniej, by móc ewentualnie reagować, a nie dowiadywać się w momencie, kiedy na miejscu pojawią się drwale, albo całkiem po fakcie – przekonuje.


– Niespełna dwa lata temu na sesji wnioskowałem o to, aby drzewa przeznaczone do wycinki były wcześniej znakowane – mówił podczas ostatniego posiedzenia Rady Miasta Świdnik radny Stanisław Skrok (KO).

– Było to przyjęte jako zalecenie do realizacji, ale w ślad za tym nie poszły żadne działania. Ostatnio przed moim blokiem, na skwerze, Kopernika 20, „padły” dwa drzewa, w tym potężny kasztanowiec, najładniejszy na całym skwerze. Nie widomo z jakiego powodu. Te drzewa nie były w żaden sposób oznakowane, a o wycince mieszkańcy dowiedzieli się dopiero w momencie, kiedy pojawili się pracownicy z piłami. Spółdzielnia Mieszkaniowa wytłumaczyła tylko tyle, że odbyło się to zgodnie z decyzją urzędu miasta, który kwalifikuje drzewa do wycinki.

Wiceburmistrz Marcin Dmowski zapewnił, że zwróci uwagę na zgłaszane przez radnego kwestie i sprawdzi, jak był powód wycinki we wskazanym przez niego miejscu. Do wypowiedzi radnego Skroka odniosła się też radna Katarzyna Denis (klub radnych burmistrza), która jako prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku wyjaśniała, że spółdzielnia jeśli wycina jakiekolwiek drzewo, to wcześniej wywiesza informację o tym na klatkach schodowych nieruchomości, przy której drzewo jest posadzone, a później, już przed samą wycinką, ponawia taką wiadomość. Radny stwierdził jednak, że te informacje nie są precyzyjne i jego zdaniem lepiej byłoby oznaczać drzewa.

– Ta informacja jest taka, że to nie wiadomo czy chodzi o klon, czy jesion. Jeśli drzewo jest przeznaczone do wycinki, powinno być zaznaczone farbą – stwierdził S. Skrok. (w)