Wylądować na bruku

W ostatnią niedzielę po północy szłam deptakiem na plac Wolności. Chciałam dojść do celu ulicą Przechodnią. Skręciłam w jej kierunku z deptaka na wysokości platana. Po chwili leżałam na ziemi jak długa. Po sprawdzeniu, że mogę się poruszać, wstałam, by sprawdzić, co się stało.


Okazało się, że potknęłam się o prostopadłościenny głaz. Trochę bolały mnie kolana, na których wylądowałam i nadgarstek lewej ręki, ale poza tym byłam cała. W poniedziałek, oglądając za dnia miejsce upadku, zauważyłam w pobliżu drugi, znacznie większy i cięższy prostopadłościenny kamień. Obok na ziemi leżała biało-czerwona taśma. Wyglądało to tak, jakby ktoś chciał odgrodzić drzewo, ale po skończonej pracy nie uprzątnął wszystkich użytych do odgrodzenia terenu elementów – te stojące obok platana pozostawiono.

Chciałam zgłosić to zdarzenie miejskim służbom, żeby już nikt nie przeżył tak niefortunnego upadku. Najpierw wybrałam się do Zarządu Dróg i Mostów. Jego sympatyczna ekipa skierowała mnie do Wydziału Gospodarowania Mieniem, którego życzliwy pracownik wyjaśnił, że deptak i prace na nim leżą w kompetencji Wydziału Gospodarki Komunalnej.

Tam w Referacie ds. utrzymania terenów utwardzonych i sieci elektroenergetycznych przyjętych do Wydziału sprawa się wyjaśniła – otóż taśma owinięta wokół dwóch podpór miała zabezpieczyć miejsce po usuniętej uszkodzonej ławce – z nawierzchni wystawały metalowe elementy, do których była mocowana. Sprawdziłam – są i faktycznie nieco wystają ponad powierzchnię bruku.

Całe szczęście, że zlokalizowane są w pobliżu drzewa, więc mogą być omijane przez przechodniów, jednak warto by je było jakoś oznakować – tak na wszelki wypadek, żeby znowu ktoś nie wylądował na bruku.

Joanna Dudziak