Wyrwał sobie zęba

Schorowany 63-latek, który trafił do chełmskiego szpitala, sam wyrwał sobie bolącego zęba. Jego znajoma twierdzi, że cierpiał z tego powodu, ale nie doczekał się pomocy lekarzy. Ale ci zapewniają, że chory nie zgłaszał im problemu. Naprawdę nic nie zauważyli?

Stomatologia to jedna z dziedzin medycyny, która w zasadzie zniknęła z publicznej służby zdrowia. Chociaż podstawowe badania i zabiegi finansowane są przez Narodowy Fundusz Zdrowia, to za większość usług, albo za to, żeby zostać szybciej przyjętym, płacimy od lat z własnej kieszeni. Dentyści wyszli z placówek publicznych przychodni oraz szpitali. Dzisiaj prowadzą jednoosobowe gabinety albo niewielkie prywatne przychodnie.

Nasza Czytelniczka zainteresowała nas przypadkiem znajomego, który trafił do chełmskiego szpitala. – Był na oddziale chirurgicznym, chorował na miażdżycę i cukrzycę – mówi kobieta. Leżał w szpitalu ponad miesiąc. Jego stan był fatalny. Doszło do amputacji nogi. Na domiar złego w trakcie pobytu chory miał uskarżać się na okropny ból zęba. Gdy któryś raz z kolei znajoma poszła w odwiedziny, okazało się, że sam wyrwał sobie bolący ząb.

– Byłam w szoku, gdy mi o tym powiedział – mówi. – Jaki to musiał być ból, że doprowadził go do takiej desperacji? I jaka przykrość, że pacjent sam wyrywa sobie zęba w szpitalu, w którym powinien mieć opiekę i móc liczyć na pomoc. Nikt nie zauważył, nie widział, co się dzieje?

Niestety, wkrótce po wyjściu ze szpitala znajomy naszej Czytelniczki zmarł. Ząb nie miał z tym nic wspólnego, ale kobieta chciałaby wiedzieć czy pacjenci, którzy trafią do lecznicy, rzeczywiście nie mogą liczyć na pomoc stomatologiczną. – Przecież to jest nie do pomyślenia, żeby w dzisiejszych czasach dochodziło do takich sytuacji – mówi.

– Sprawdzaliśmy ten przypadek i lekarze zapewniają, że pacjent nie uskarżał się na ból zęba – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w chełmskim szpitalu. – W podobnych przypadkach, jeśli stan pacjenta na to pozwala, przewozimy go w trakcie leczenia szpitalnego do gabinetu stomatologicznego. Jeśli nie – dzwonimy po lekarza, który przyjeżdża do nas. Co prawda niezwykle rzadko się to zdarza, ale pamiętam ze dwie takie sytuacje. Nie zostawiamy nikogo bez pomocy.

– Nie godzę się z takim tłumaczeniem – mówi nasza Czytelniczka. – Znajomy twierdzi, że mówił lekarzom o zębie, ale go zbywali. Poza tym jak mogli nie zauważyć, że chory sam sobie wyrwał zęba? Jak przebiegało jego leczenie? Przecież bolący ząb i tworzący się stan zapalny ma wpływ na wyniki badań i rzutuje na inne schorzenia. (bf)