Wyzywał od bydlaków i groził pobiciem

Pacjent z chełmskiego szpitala wulgarnie zwyzywał lekarza i zagroził mu pobiciem. I chyba wkrótce tego pożałuje, bo dyrekcja myśli o zawiadomieniu prokuratury. – Nie może być tak, że pacjenci potrafią skarżyć się na zły humor lekarza, a my nie będziemy reagować na chamstwo i groźby. Tym bardziej, że lekarz niczemu nie zawinił – mówi dyrektor ds. medycznych chełmskiego szpitala, Lech Litwin.


Do tej nieprzyjemnej sytuacji doszło przed tygodniem. 43-letni pacjent, który trafił na oddział urologii miał zaplanowany zabieg. Ale tylko z sobie wiadomego powodu kazał usunąć sobie cewnik, odmówił wykonania zaleceń, kwestionował wykonanie zabiegu i oznajmił, że opuszcza oddział. Do pacjenta wezwano dyżurnego lekarza z chirurgii, który

starał się uspokoić nerwową sytuację i wyjaśnić cel zabiegu. Ale zamiast zrozumienia usłyszał wiązankę wulgarnych i chamskich epitetów pod swoim adresem, z których najłagodniejszym było określenie „bydlak”, a nawet groźbę pobicia. A wszystko na oczach personelu i innych chorych.

– To się nie mieści w głowie – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. medycznych w szpitalu w Chełmie. – Lekarz na dyżurze pełni funkcję fukcjonariusza publicznego i takie ubliżanie i groźby pod jego adresem są niedopuszczalne. Tym bardziej, że niczym nie zawinił, a chciał tylko wyjaśnić sytuację.

L. Litwin mówi, że sprawę zgłoszono szpitalnemu prawnikowi i dyrekcja zastanawia się nad złożeniem doniesienia do prokuratury. – Nie może być tak, że pacjenci skarżą się na każdą błahostkę czy zły humor lekarzy, a my nie będziemy reagować na takie chamstwo i groźby – mówi. – To nie może działać tylko w jedną stronę.

Są cywilizowane formy załatwiania pretensji. Jest dyrekcja, do której można się zwrócić, jeśli ktoś ma jakieś obiekcje co do leczenia czy zachowania. Ale nie można tego robić w taki prymitywny sposób. Obrażając i grożąc lekarzom, którzy niczego złego nie zrobili. (bf)