Z Gryfu do Bollywood

Kadr z filmu „Dangal” - Mateusz Bierzanowski jako sędzia zapasów

Miliony widzów na całym świecie obejrzały bollywoodzką produkcję „Dangal”. Zagrali w nim sędziowie i zapaśniczki z chełmskiego klubu Cement-Gryf. W roli sędziego w finałowej scenie obsadzono chełmianina, Mateusza Bierzanowskiego. Zapaśnik wspomina pracę na planie filmowym w Indiach, kolację z Aamirem Khanem, jednym z najpopularniejszych aktorów „Bollywood”. Opowiada też o niebezpiecznej przygodzie na indyjskim targu, kiedy to cudem uciekł od rozzłoszczonych Hindusów.


– Zaczęło się od tego, że agencja filmowa z Krakowa szukała zapaśniczek oraz sędziów do ról w filmie realizowanym w Indiach – mówi Mieczysław Czwaliński, prezes MKS Cement-Gryf w Chełmie. – Polski Związek Zapaśniczy polecił nas, bo jesteśmy największym klubem trenującym dziewczęta. Przedstawiciele tej agencji przyjechali do Chełma i zorganizowali casting. Zaprezentowało się na nim około czterdziestu osób związanych z naszym klubem. Nikt nie spodziewał się, że coś z tego wyjdzie.

A jednak. Po miesiącu filmowcy zadzwonili z informacją, że do udziału w bollywoodzkiej produkcji wybrano dwóch naszych sędziów: mojego brata, Mirosława oraz Mateusza Bierzanowskiego, a także trzy nasze zapaśniczki: Angelikę Dytrych, Katarzynę Kamińską, Jolantę Świeczak oraz Emilię Nartowską – uczennicę Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zespole Szkół Technicznych w Chełmie, zawodniczkę Zniczu Podzamcze. Ta ekipa pojechała na nagrania do Indii.

Pomiędzy pracą na planie filmowym zwiedzała najpiękniejsze zakątki stolicy Indii, m.in. świątynię Lotosu. Była to dla nich niewątpliwie wielka przygoda w egzotycznym kraju i możliwość do spotkań z gwiazdami indyjskiego przemysłu filmowego.

Zawodniczki „Gryfa” w Indiach

Bollywoodzki rozmach

Nagrania do filmu pt. „Dangal” realizowano w 2016 r. Gdy reprezentanci chełmskiego Cement-Gryf przeżywali filmową przygodę nie wiedzieli, że ta bollywoodzka superprodukcja o historii hinduskiej rodziny zapaśniczej Phogat, okaże się wielkim kasowym sukcesem, a film obejrzą miliony ludzi na całym świecie. Sam zwiastun filmu tzw. trailer (można w nim zobaczyć m.in. Mirosława Czwalińskiego i Mateusza Bierzanowskiego) ma ponad 63 mln odsłon w internecie.

Film można już obejrzeć na platformie Netflix. Ważna rola przypadła Angelice Dytrych, która zagrała rywalkę głównej bohaterki. Angelika przyznaje, że tygodnie spędzone na nagraniach w Indiach były niezapomnianą przygodą, która na zawsze pozostanie w pamięci. O swoich niezwykłych przeżyciach z planu opowiadał w niedzielę, 17 lutego, w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP Mateusz Bierzanowski. Mateusz jest chełmianinem. Obecnie mieszka i pracuje jako trener personalny w Warszawie.

Po pracy na filmowym planie był czas na bliskie spotkania z realiami życia w Indiach

Od dziecka trenował w Cemencie-Gryf. Mówi, że zapasy to jego szkoła życia. Nigdy nie marzył, aby zagrać w filmie, bo nie aktorstwo a sport jest jego pasją i zawodowym spełnieniem. Ale pięć tygodni spędzonych w Indiach przy produkcji „Dangal” dostarczyło mu niezapomnianych emocji. Obsadzono go w roli sędziego w finałowej walce zapaśniczej.

– Kiedy przedstawiciele agencji filmowej przyjechali do Chełma wszedłem na salę i dostałem od nich kwestionariusz do wypełnienia. Gdy powiedzieli mi, że mogę zdobyć rolę w filmie i pojechać do Indii, zaśmiałem się w duchu, bo w to nie wierzyłem – wspomina Mateusz. – Ale po miesiącu kilkoro z nas dostało informację, że zagramy w tym filmie. Wylądowaliśmy w New Delhi. Zakwaterowano nas w siedmiogwiazdkowym hotelu.

Dzień przed rozpoczęciem zdjęć poszliśmy zobaczyć jak wygląda sala, która miała imitować tę z mistrzostw świata. Była ogromna, ale zupełnie nieprzygotowana do produkcji. Brakowało mat, trybun, materacy. Pierwsze wrażenie nie było dobre. Rozczarowani wróciliśmy do hotelu, myśląc, że to niemożliwe, aby do rana zdążyli z przygotowaniem planu. Myliliśmy się.

M. Bierzanowski opowiada, że wkrótce potem w hotelu zjawiły się osoby z ekipy filmowej, aby sprawdzić ich stroje sędziowskie. Nie spodobało im się, że są w różnych odcieniach. Natychmiast wezwano krawców, którzy wzięli miarę. Z samego rana dostarczono im doskonale skrojone garnitury z koszulami, opaskami sędziowskimi z wyhaftowanym zapaśniczym logo, butami, a nawet skarpetkami. Każdy detal był dopilnowany. Bierzanowski wspomina, że salę też przygotowano profesjonalnie, na trybunach siedziało setki statystów. Wszystko dopięte było na ostatni guzik i realizowane było z wielkim rozmachem.

Kolacja z bollywoodzką sławą

Bierzanowski poznał m.in. ochroniarza aktora, grającego główną rolę w filmie – Aamira Khana. Khan był odtwórcą głównej roli i jednocześnie reżyserem produkcji. To jednen z najbardziej popularnych indyjskich aktorów i czołowych twórców Bollywood oraz producent filmowy. Bierzanowski, który jest osobą otwartą i łatwo nawiązuje kontakty, zaprzyjaźnił się z ochroniarzem Khana. Ta znajomość okazała się przydatna. Zapaśnicy w czasie wolnym mogli zwiedzać miasto i skrupulatnie z tej okazji korzystali. Wsiadali w riksze i chłonęli hinduską kulturę.

O ile na planie traktowano polską ekipę z szacunkiem i poważaniem, to poza nim zdarzyły się niebezpieczne sytuacje. Europejski turysta powinien być ostrożny.
– Jeden z naszych wojaży mógł zakończyć się dla nas naprawdę kiepsko. Zwyczajnie mogliśmy już z nigo nie wrócić – opowiada Bierzanowski. – Pojechaliśmy na targ. Jakieś małe dziewczynki zaczepiły mnie i kolegę i chciały, abyśmy coś od nich kupili. Nagle zaczęły wołać o pomoc.

Natychmiast otoczyło nas ze dwudziestu mężczyzn. Krzyczeli do nas, powstał chaos. Zacząłem głośno pytać, kto mówi w języku angielskim. W końcu jakiś mężczyzna przetłumaczył im, że my tym dziewczynkom nic nie chcieliśmy zrobić, że to one nas zaczepiły. Potem zaprzyjaźniony ochroniarz powiedział nam, że ci mężczyźni mogli nas zaatakować a gdyby doszło do szarpaniny moglibyśmy trafić do więzienia. Po tej sytuacji zwiedzaliśmy już tylko w towarzystwie tego ochroniarza. Zobaczyliśmy między innymi Taj Mahal.

Znajomość z ochroniarzem zaowocowała też kolacją z samym Aamirem Khanem.
– To było niezwykłe spotkanie. Pamiętam, że w zasadzie niewiele zjadłem w trakcie tej kolacji, bo chciałem rozmawiać z tym znanym aktorem – mówi Bierzanowski. – To bardzo otwarta osoba.

Opowiadał nam między innymi o tym, że do roli w „Dangal” musiał najpierw przytyć z 80 do 130 kilogramów, a potem z powrotem schudnąć. Razem z nim trenowaliśmy też na siłowni. Potem, na planie filmowym wśród wielu statystów i całej ekipy filmowej podszedł do nas i przywitał się z nami, podając rękę. Myślę, że wielu nam wtedy tego pozazdrościło.

Bierzanowski opowiada, że rodzinie i przyjaciołom bardzo spodobał się film „Dangal”.
– Miałem swoją kilkuminutową scenę w finałowej walce pod koniec filmu. Moi bliscy i znajomi w napięciu oglądali tą piękną historię czekając na moją rolę – mówi Bierzanowski. (mo)