Z pistoletem do szpitala?

Mieszkaniec gminy Siennicy Różana twierdzi, że dostał wezwanie do komendy policji, bo jeden z lekarzy doniósł na niego, że ten chodził po krasnostawskim szpitalu z pistoletem. – A to była zwykła broń gazowa – tłumaczy mężczyzna.

Mieszkaniec gminy Siennica Różana skontaktował się nami już kilka tygodni temu. Opowiedział nam wówczas o tym, że do krasnostawskiego szpitala w krytycznym stanie trafiła jego babcia. Przekonywał, że był z babcią w SP ZOZ już wcześniej, ale wówczas lekarze nie rozpoznali udaru. – Mimo że wcześniej dwóch niezależnych od siebie lekarzy zdiagnozowało u babci udar – przekonywał. Sprawę opisaliśmy w 44. numerze „Nowego Tygodnia”, w tekście pod tytułem „Lekarze nie rozpoznali udaru?”.

Już po jego emisji mieszkaniec Siennicy Różanej skontaktował się z nami ponownie. – Jakieś dwa tygodnie temu poszedłem odwiedzić babcię, leżała wówczas w szpitalu, na szczęście jej stan zaczął się poprawiać – mówi mężczyzna. – Poszedłem na oddział, byłem trochę u babci, a wychodząc ze szpitala widziałem patrol policji. Oczywiście wówczas nie zwróciłem na ten fakt uwagi.

Kilka dni później dostałem jednak wezwanie do komendy. Okazało się, że jeden z lekarzy zadzwonił wtedy na policję i doniósł na mnie, że chodzę z pistoletem po szpitalu. Ten lekarz stwierdził, że boi się o swoje życie. Byłem w szoku. Na komendzie wyjaśniłem, że rzeczywiście miałem przy sobie kaburę, a w niej broń gazową i mogę ją mieć przy sobie – dodaje.

Mężczyzna twierdzi, że wspomniany doktor mści się na nim za to, że o sytuacji z chorą babcią opowiedział lokalnym dziennikarzom. – Ja tak tego nie zostawię, zostałem pomówiony – podsumowuje. (ik)