Z płomieni uciekł boso

68-letni Tadeusz Szafrański spał, gdy w jego domu wybuchł pożar. Z płomieni uciekł boso, w samych slipkach i podkoszulce. Bezdzietny wdowiec został bez dachu nad głową. Jego dobytek spłonął. Mieszkaniec wsi Wolawce chciałby zaadaptować na mieszkanie oborę, ale do tego potrzebne są pieniądze i pomoc ludzi.

68-letni Tadeusz Szafrański nie zdążył się jeszcze otrząsnąć po śmierci żony, gdy w jego życiu wydarzyło się kolejne nieszczęście.

Około godziny 23 pan Tadeusz spał nieświadomy zagrożenia. Jego dom ogarniały płomienie i kłęby dymu. Na szczęście 68-latek w porę się obudził.

– Było ciemno, a ja byłem tak oszołomiony, że straciłem orientację i z trudem trafiłem do drzwi – opowiada pan Tadeusz. – Wybiegłem boso, w samych slipkach i podkoszulce. Pobiegłem do sąsiadów, którzy mi pomogli. Źle się czułem, bo nawdychałem się tego dymu.

Karetka odwiozła pana Tadeusza do szpitala. Gdy strażacy przyjechali na miejsce, cały budynek stał już w ogniu. W otynkowanej z zewnątrz drewnianej konstrukcji płomienie rozprzestrzeniały się błyskawicznie. Pracownicy pogotowia energetycznego odcięli prąd w całej miejscowości, aby umożliwić strażakom bezpieczną akcję. Trwała prawie trzy godziny.

– W akcji uczestniczyły dwa zastępy państwowej straży pożarnej oraz jednostka ochotniczej straży pożarnej z Kamienia – mówi mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie. – Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej.

Strażacy ugasili płomienie i zabrali się za prace rozbiórkowe. Pan Tadeusz stracił dobytek. Sprzęty spłonęły, a jego dom – choć z zewnątrz nie wygląda aż tak źle – nie nadaje się do remontu. 68-latek nie ma dzieci. Jest zdany na rodzinę, sąsiadów, urzędników i ludzi dobrej woli, którzy zechcą mu pomóc. Pan Tadeusz po kilkugodzinnej obserwacji został zwolniony do szpitala. Cieszy się, że uszedł z życiem. Jest po zawale serca i zdaje sobie sprawę, że najważniejsze jest zdrowie.

– Najważniejsze, że żyję i nie zostałem poparzony. Tak mnie pocieszają ludzie – mówi 68-latek. – Ale zostałem sam bez dachu nad głową. Dom nie nadaje się do zamieszkania. Wszystko spłonęło. Nie mam nawet portfela, w którym były ostatnie pieniądze i dokumenty.

Mieszkańcy gminy Kamień przynieśli panu Tadeuszowi ubrania. Ale to kropla w morzu potrzeb. Na razie zamieszka u rodziny. Ale ma nadzieję, że uda mu się zaadaptować oborę na mieszkanie. Jest tam doprowadzona woda, a budynek można byłoby ocieplić. Taki jest wstępny plan. Problem w tym, że pan Tadeusz nie ma pieniędzy na remont. Utrzymuje się z niewielkiej emerytury. Większość oszczędności wydał na pomnik zmarłej żony.

Kilkanaście godzin po pożarze na miejscu zjawił się Dariusz Stocki, wójt gminy Kamień, a także Agnieszka Poźniak, radna z miejscowości Wolawce.

– Dom z zewnątrz może nie wygląda tak źle, ale po wejściu do środka wiadomo, że remont nie wchodzi w rachubę – mówi wójt Stocki. – W tej sytuacji z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej panu Tadeuszowi wypłacona ma być zapomoga losowa. Poza tym uzgadniamy kwestie dotyczące zbiórki. W najbliższych dniach uruchomimy konto bankowe, na które będzie można wpłacać pieniądze na remont i zaadoptowanie na mieszkanie budynku gospodarczego. Prosimy o wsparcie dla mieszkańca naszej gminy.

Radna Poźniak także apeluje o pomoc dla pana Tadeusza.

– Nie możemy zostawić naszego sąsiada bez wsparcia – mówi radna Poźniak. – W tej sytuacji ważne będą materiały budowlane. (mo)