Zaatakowała kochanka nożem, gdy dobierał się do jej córki

Kiedy Salomea Ż. (60 l.) zobaczyła, że jej przyjaciel próbuje napastować jej 37-letnią córkę, chwyciła za nóż i dźgnęła nim kilka razy swojego partnera. Mężczyzna cudem przeżył atak. Teraz kobieta stanęła przed Sądem Okręgowym w Lublinie, gdzie odpowiada za usiłowanie zabójstwa.


Resztę swoich dni może spędzić za kratkami, grozi jej bowiem dożywocie.

Salomea i 60-letni Andrzej C. byli parą od dawna. Przez osiemnaście lat mieszkali razem w wynajmowanym domu w Kraśniku. Jeden z pokoi zajmowała 37-letnia córka kobiety. To ją od pewnego czasu próbował napastować konkubent matki.

W maju tego roku rozegrał się krwawy dramat. 60-latkę obudził harmider. Kiedy zajrzała do sypialni córki, zobaczyła swojego przyjaciela, który próbował dobierać się do Moniki. – Chciałam go odciągnąć, ale on się opierał – zeznawała sprawczyni. Wtedy poszła do kuchni i wróciła z nożem. Zaczęła dźgać nim partnera. Zadała dwa mocne ciosy w klatkę piersiową i plecy, aż wygięło się ostrze. – Miałam tego wszystkiego dość. Andrzej robił to już wcześniej, zwłaszcza jak był po alkoholu, a pił prawie co drugi dzień – tłumaczyła oskarżona, przyznając się do winy.

Mężczyzna brocząc krwią wybiegł przed dom i wzywał pomocy. Wtedy zauważył go sąsiad, który wezwał karetkę. Tylko dzięki szybkiej pomocy lekarzy udało się uratować ciężko rannego Andrzeja. Teraz pokrzywdzony stawił się na procesie w sądzie, ale twierdzi zupełnie coś innego niż w śledztwie. – Nie wiem, kto mnie zaatakował. Nie patrzyłem – mówił.

Zanim wszedł na salę rozpraw, wspólnie z rodziną oskarżonej zasłaniał ją przed aparatami fotoreporterów.

Według ustaleń śledczych 60-latek miał napastować młodszą z kobiet już wcześniej, dlatego wobec niego toczy się także postępowanie karne. Znajduje się pod dozorem policji. LL