Zabawili się współczuciem radnego

Gdy czytamy, że dziecko potrzebuje pomocy, nie zostajemy obojętni. Jeśli sami nie możemy pomóc, namawiamy do tego innych. Do momentu, aż dowiemy się, że apel jest… nieprawdziwy.

Taka sytuacja przytrafiła się chełmskiemu radnemu. Zdzisław Szwed na swoim profilu na portalu społecznościowym udostępnił informację o pilnie potrzebnej krwi dla dziecka chorego na białaczkę, którą dostał od kolegi. Podany był w niej numer kontaktowy, na który z pewnością dzwoniły już setki osób. Gdy my próbowaliśmy, usłyszeliśmy tylko informację o zapchanej skrzynce pocztowej.

Okazuje się, że to fałszywy „łańcuszek”, który już od kilku lat krąży w sieci. I od samego początku był to czyjś głupi żart. Pod tym numerem nigdy nie czekała rodzina chorego dziecka.

Chełmski radny, gdy tylko zorientował się, że to oszustwo, usunął post. Ale przyznaje, że takie fałszywe apele robią wiele szkód.

– Ludzie, którzy bawią się współczuciem innych, nie zdają sobie sprawy, że mogą doprowadzić do tego, że społeczeństwo stanie się obojętnie. I potem, gdy rzeczywiście pomoc będzie potrzebna, mogą nie zareagować – komentuje Szwed.

W przypadku tego kłamstwa jest jednak ziarno prawy. Krew, bez względu na grupę, zawsze jest potrzebna. I jeśli chcemy komuś pomóc, to zamiast dzwonić na fałszywe numery, możemy ją po prostu oddać. Na pewno znajdzie się ktoś, komu będzie potrzebna. (mg)