Zabił za propozycję seksu

W brutalny sposób zamordował swojego sąsiada. Dusił, bił, dźgał nożem bez opamiętania, a na koniec poderżnął gardło 52-latkowi. Zrobił to, bo tamten w damskich ciuchach złożył mu niemoralną propozycję, proponował „wspólną zabawę”. „WINNY!” – usłyszał w piątek Kamil G.

(15 września) W Sądzie Okręgowym w Lublinie zapadł wyrok w sprawie brutalnego zabójstwa sprzed roku. Decyzją sędziego, Kamil G. (25 l.), spędzi w więzieniu łącznie 25 lat (z zaliczonym okresem aresztu od 7 listopada 2016 roku do 15 września 2017 roku). Od początku postępowania sędzia nie miał wątpliwości, co do winy młodego mężczyzny – G. działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia swojego sąsiada, 52-letniego Artura M.
Do zbrodni doszło na początku listopada ubiegłego roku, w bloku przy ul. J. Słowackiego w Chełmie, gdzie mieszkał sprawca wraz z rodzicami. Mężczyźni spotkali się wieczorem na klatce schodowej. Pijany G. zaskoczył ofiarę – zaszedł go od tyłu i chwycił go za szyję, po czym wciągnął go do mieszkania 52-latka. Tam dusił go nieprzerwanie, aż 52-latek stracił przytomność. Gdy upadł na plecy, G. wściekle kopał i bił go po całym ciele. Szaleniec chciał być pewien, że sąsiad nie żyje. Poszedł do kuchni, wziął do ręki nóż i bez opamiętania zaczął dźgać ofiarę w szyję. Na koniec podciął sąsiadowi gardło, obszedł kałużę krwi, zabrał klucze od mieszkania i wyszedł, zamykając mieszkanie. Jak gdyby nigdy nic, wrócił do domu. Matka zaczęła krzyczeć, że znów jest pijany, więc opuścił i to lokum. Następnego dnia, późnym wieczorem, wciąż pijany, poszedł do pobliskiego sklepu i poprosił o telefon, by zadzwonić na policję. Wystukał numer alarmowy 112, przedstawił się i przyznał się, że poderżnął gardło swojemu sąsiadowi. Powiedział, gdzie mają szukać ciała, po czym rozłączył się, kupił małą butelkę wódki, którą wypił na miejscu, i wyszedł ze sklepu.
Doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Chełmie G. przyznał się do zabójstwa. Początkowo nie chciał nic wyjaśniać, bo „to dla niego zbyt świeże i bolesne”. Potem zaczął mówić. Zeznał, że nie lubił sąsiada, denerwowały go jego dziwne zwyczaje (u Artura M. po stracie pracy pojawiły sie „problemy”, zaczął chodzić w damskich butach i sukienkach, na co inni sąsiedzi patrzyli pobłażliwie), a tamtego wieczoru hamulce puściły mu, bo odziany w sukienkę sąsiad złapał go za rękę i zaproponował seks (miał mu już wcześniej składać takie propozycje). Jeszcze później, w trakcie którejś z kolei rozprawy, G. wycofał zeznania i odmówił składania kolejnych wyjaśnień. Powiedział, że został zmuszony do przyznania się do zbrodni, ale sędzia w to nie uwierzył. Do dziś nie wiadomo, co stało się z nożem, którym zadał śmiertelne ciosy.
25-latek działał w warunkach recydywy. W przeszłości odsiedział 3 lata za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia (siekiery). Wówczas okrutnie skatował człowieka. Jakiś czas temu wyszedł na wolność i znów zrobił to samo. Przeciwko niemu w Sądzie Okręgowym w Lublinie toczyło się jeszcze jedno postępowanie. Mężczyzna leczył się też z alkoholizmu, od listopada 2015 r. do stycznia 2016 przebywał na odwyku. (pc)