Zabił się, bo był wrażliwy

Był wrażliwym człowiekiem, który niezbyt dobrze znosił warunki służby na granicy – oceniła prokuratura. 28-letni funkcjonariusz SG w trakcie służby poszedł do lasu, siadł po drzewem i ze służbowej broni strzelił sobie w głowę.

W ubiegłym tygodniu Ośrodek Zamiejscowy w Chełmie Prokuratury Okręgowej wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie doprowadzenia namową lub przez udzielenie pomocy 12 marca 2018 roku w miejscowości Husynne do targnięcia się na życie człowieka przez postrzelenie, czyli art. 151 kodeksu karnego. Podstawą takiej decyzji był brak znamion czynu zabronionego. Po kilku miesiącach postępowania i wewnętrznej kontroli w Nadbużańskim Oddziale Straży Granicznej mobbing wobec Macieja O. (28 lat) został definitywnie wykluczony.

11 marca 2018 roku Maciej O. rozpoczął służbę o godz. 19. Planowo miał ją zakończyć o godz. 7 następnego dnia. O godz. 3:55 policja dostała zgłoszenie o zaginięciu młodego funkcjonariusza straży granicznej z placówki w Dorohusku. Wysłany na miejsce patrol, dojeżdżając, odebrał kolejną wiadomość, tym razem o tym, że 28-latek się znalazł – z raną postrzałową głowy i Glockiem z podpiętym magazynkiem.

Zaraz po śmierci Macieja O. pojawiły się oskarżenia pod adresem kierownictwa SG w Dorohusku. Jak mówili bliscy zmarłego, chłopak, który służył na granicy od 4 lat, miał być od wiosny 2017 roku na celowniku komendanta po tym, jak rozbił kilka razy służbowe auta. W ramach „nauczki” rzekomo planowano mu służby złośliwie i w sposób uciążliwy – tak, by

nie mógł dojeżdżać z innymi z Chełma (kierownictwo wiedziało, że był „młodym i niedoświadczonym kierowcą”), notorycznie miał mieć wielokilometrowe patrole piesze, musiał spać w szatni, etc. Zdaniem rodziny denata winę za śmierć Macieja O. ponoszą kierownik grupy granicznej oraz komendant PSG w Dorohusku.

Kontrola w NOSG wykluczyła, jakoby grafik dla 28-latka był układany tak, by go w sposób szczególny obciążyć. Komendant zaprzeczył, że byli umówieni na jakąkolwiek rozmowę po kolejnej stłuczce, której tak rzekomo bał się chłopak, zresztą zostało to wykluczone po sprawdzeniu bilingów z telefonu 28-latka.

10 marca, na służbie, Maciej O. wpadł w poślizg i uderzył skodą w auto Ukraińca wyjeżdżającego za granicę, za co został ukarany mandatem 250 zł oraz 6 punktami karnymi. Funkcjonariuszka, z którą noc później pełnił służbę, opowiedziała, że siedząc za kierownicą zastępczego pojazdu 28-latek wjechał w tzw. Krzywy Las, gdzie podczas zawracania uderzył w drzewo i rozbił zderzak.

Zdenerwował się, ale nic nie mówił. Po przerwie, gdy jechali dalej, powiedział, że musi iść za potrzebą. Dość długo go nie było, więc koleżanka zaczęła go wołać, dzwonić na jego telefon, ale bez skutku. W końcu wezwała do pomocy dwa patrole, które były najbliżej nich. Gdy przyjechali, wskazała im kierunek, w którym udał się jej kolega z patrolu. Cała grupa poszła szukać pogranicznika.

Znaleźli go 200 m dalej. Siedział w mundurze, oparty o drzewo, z przestrzeloną głową. Obok leżała służbowa broń, a trochę dalej – łuska pocisku i telefon komórkowy z włączonym odtwarzaczem muzyki i tym samym utworem granym w kółko.

Maciej zabił się przy dźwiękach Linkin Park. Był wrażliwy i niezbyt dobrze znosił warunki pracy na granicy, a planował to już wcześniej. Jego śmierć miała charakter gwałtowny i samobójczy – tak ustalili śledczy. Dowodem na to jest chociażby list pożegnalny w formie SMS-a, który znaleźli w telefonie młodego pogranicznika. (pc)