Zabójcza opona

Z rozerwaną klatką piersiową i głową trafił do szpitala 32-letni Arek po tym, jak rozerwała się naprawiana opona od fadromy. Nie przeżył doby. Dwaj 28-latkowie, którzy razem z nim pracowali przy wymianie opon, mieli więcej szczęścia. Jeden w stabilnym stanie leży na chirurgii, drugi opuścił już mury szpitala. Śledztwo przy udziale inspektora pracy i biegłego z zakresu techniki samochodowej prowadzi Prokuratura Rejonowa w Chełmie.

 

Do śmiertelnego wypadku doszło w czwartek (29 września), około godz. 18, w serwisie opon przy Alei Przyjaźni w Chełmie. Potężny huk i kłęby kurzu. Zaraz potem na miejsce przyjechały dwie karetki pogotowia i policja.
– Skierowani na miejsce policjanci ustalili wstępnie, że trzej pracownicy w wieku 28, 28 i 32 lata naprawiali tylne koło ładowarki Ł-34. W pewnej chwili doszło do rozerwania opony, która raniła wszystkich trzech mężczyzn – relacjonuje asp. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. – Mężczyźni byli trzeźwi, od 32-latka pobrano krew do badań – dodaje asp. Czyż.
28-latek ma złamaną rękę, połamane żebra i liczne stłuczenia. Przytomny, w stanie stabilnym, leży na chirurgii w chełmskim szpitalu. Jego rówieśnik trafił na izbę przyjęć w ciężkim szoku i z lekkimi obrażeniami – został już wypisany do domu. Ich starszy kolega, Arek, nie miał tyle szczęścia. Ratownicy medyczni przewieźli jego rozszarpane ciało (z roztrzaskaną czaszką i praktycznie widocznym mózgiem) do szpitala. Pozszywany i nieprzytomny, z urazem głowy i wielonarządowymi obrażeniami, przebywał na OIOM-ie. Lekarze nie dawali mu zbyt wielu szans na przeżycie. Po prawie 24 godzinach od wypadku organizm 32-latka poddał się. Mężczyzna zmarł.

Dokładne okoliczności tego śmiertelnego wypadku przy pracy nie są jeszcze znane. Według świadków zdarzenia prawdopodobnie wyglądały tak: koło o wysokości do ok. 1,5 m znajdowało się na osi ładowarki. Pracownicy odkręcili śruby, by je zdjąć, ale felga na piaście się zapiekła. Jeden z mężczyzn musiał zatem uderzyć w nią młotkiem i niefortunnie trafić w pierścień. Opona wystrzeliła i najprawdopodobniej to sama fala ciśnienia zabiła 32-latka. Śledztwo przy udziale inspektora Państwowej Inspekcji Pracy oraz biegłego z zakresu techniki samochodowej wszczęła Prokuratura Rejonowa w Chełmie.
– Doszło do wybuchu opony z przemieszczeniem się pierścienia zabezpieczającego felgę. Zabezpieczyliśmy monitoring z serwisu, a także dokumentację pracowników. Obecny na miejscu biegły poczynił już pewne ustalenia – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chełmie.
Właściciel serwisu jest zdruzgotany. Nie rozumie, jak mogło dojść do tragedii i dlaczego felga się rozleciała. Jak mówi, to nie miało prawa się zdarzyć – pękła część, której pracownicy nawet nie dotykali. (pc)