Zabójcze kontry Hetmana

AGROS SUCHAWA – HETMAN ŻÓŁKIEWKA 2:4 (0:2)
0:1 – Małek (33), 0:2 – Małek (36), 0:3 – Rycerz (49), 0:4 – Małek (51), 1:4 – Więcaszek (57), 2:4 – Więcaszek (60).


AGROS: M. Namczuk – M. Boczuliński, Lejko (50 Węgliński), Więcaszek, S. Staszewski (75 Ł. Namczuk), K. Staszewski, B. Staszewski, A. Sekulski (50 Hrycak), E. Mikulski, Bylina, Wysokiński. Trener – Robert Wójcik.

HETMAN: Ścibak – Więckowski, Dąbrowski, Wanielista, Widz, Gieleta, Sawicki, Puchala (85 Zaborski), Krzysztoń, Małek (90 Kapłon), Rycerz (65 Chojda). Trener – Piotr Kapłon.

Poprawiają się nastroje w Żółkiewce. Po pięciu porażkach z rzędu tydzień temu Hetman pokonał Frassati (co wielką niespodzianką jednak nie było bo ekipa z Fajsławic gra ostatnio słabo), a w ostatnią niedzielę nie dał szans wyżej notowanemu Agrosowi. W Suchawie goście w pewnym momencie prowadzili nawet 4:0… – Sami do końca jeszcze nie rozumiemy skąd ta porażka, choć trzeba przyznać, że nie zagraliśmy dziś najlepiej – powiedział po ostatnim gwizdku Robert Wójcik, trener Agrosu.

– Próbowaliśmy grać swoją piłkę, ale gra się nam nie kleiła. Hetman nastawił się na kontrataki i był w tym elemencie zabójczo skuteczny – dodaje. Kluczowe dla przebiegu spotkania były trzy minuty, między 33, a 36 min. Goście potrzebowali zaledwie 180 sekund by dwa razy zaskoczyć obronę Agrosu. Raz po szybkiej kontrze piłkę Rafałowi Małkowi wystawił Puchala, raz Krzysztoń i było 0:2. W szatni Wójcik próbował motywować swoich zawodników do lepszej gry. I Agros znów ruszył na rywala i… znów nadział się na kontrę.

W 49 min. po strzale Rycerza sytuacja gospodarzy zrobiła się tragiczna. – Nic nam nie wychodziło, a rywalom wpadało wszystko – mówi Wójcik. – Gdy złapaliśmy kontakt z Hetmanem było już praktycznie po meczu. Brawa jednak dla chłopaków bo walczyli do końca – zauważa. W 51 min. Małek przypieczętował hattricka. Dopiero wtedy gospodarze zaczęli grać skutecznie. Dwa razy na listę strzelców wpisał się Wojciech Więcaszek, w dobrych sytuacjach po strzałach głową niewiele szczęścia zabrakło Bartoszowi Staszewskiemu.

– W końcu wracamy do domu w doskonałych humorach – komentuje Andrzej Koprucha, kierownik drużyny z Żółkiewki. – Całemu zespołowi należą się słowa pochwały, zagraliśmy dokładnie tak, jak tego oczekiwał trener. No i w końcu byliśmy skuteczni z przodu. Wygrywamy drugi mecz z rzędu, myślę, że najgorsze mamy już za sobą – podsumowuje. (kg)