Zabrali go z ulicy

– Znalazłem dowód i chciałem go oddać spotkanym policjantom. Zabrali mnie do komendy­­­­. Nie miałem nic do gadania – mówi urażony chełmianin.

– Dałem ogłoszenie w radio o znalezionym w centrum Chełma dowodzie osobistym – opowiada pan Tadeusz. – Kilka dni później szedłem do redakcji, aby nadać w tej sprawie także ogłoszenie w prasie. Wtedy zobaczyłem na deptaku policyjny patrol. Podszedłem do funkcjonariuszy, aby im ten dowód przekazać. Ale okazało się, że to nie pójdzie tak łatwo. Była mowa o jakimś przywłaszczeniu dokumentu.

Policjanci powiedzieli, że musimy jechać do komendy, a ja akurat spieszyłem się na wizytę lekarską. Nie miałem jednak nic do gadania. W komendzie, co prawda, poszło w miarę sprawnie. Wyszedł do mnie jeden policjant i przesłuchał mnie w charakterze świadka. Ale i tak przez to wszystko straciłem godzinę. Zostałem zatrzymany, dowieziony do komendy i prawdę mówiąc nie czułem się komfortowo w tej sytuacji. Przecież ja chciałem tylko, aby dowód wrócił do właściciela, a tyle nerwów straciłem.

Marcin Kiczyński z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie potwierdza, że takie zdarzenie miało miejsce. Zapewnia, że nie było innego wyjścia i chełmianin musiał być przesłuchany w komendzie.

– Dowód osobisty, o którym mowa, figurował jako utracony i w tej sprawie złożono wcześniej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – mówi asp. Kiczyński. – Musieliśmy ustalić wszelkie okoliczności, przesłuchać tego pana, sporządzić protokół zatrzymania dowodu. Tego nie można było wykonać na ulicy. Nie można było zwlekać, a obecność tego pana na komendzie była w tej sytuacji obligatoryjna. (mo)