Zadźgał bramkarza serią ciosów nożem

Oskarżony Sergiej V. pracował pod Lublinem w gospodarstwie rolnym. W dniu zabójstwa miał wracać do kraju

To okrutne morderstwo wstrząsnęło całą Polską, a najbardziej środowiskiem kibiców. W Kurowie koło Lublina 36-letni Ukrainiec zaatakował na ulicy 32-letniego Grzegorza Kijowskiego, bramkarza drużyny piłkarskiej, który wracał do domu. Ofiara zginęła od serii ciosów nożem. Zabójca okradł martwą ofiarę, a potem próbował uciec do swojego kraju.
Przed Sądem Okręgowym w Lublinie właśnie rozpoczął się proces Sergieja V., który jest oskarżony o zabójstwo. Pierwszego dnia procesu przyznał się częściowo do winy, ale nie chciał odpowiadać na pytania.


Krwawy dramat rozegrał się w połowie września zeszłego roku w Kurowie. Grzegorz wyszedł z baru i wracał do domu. Był z kolegami i odprowadzali wspólnie barmankę, która miała wcześniej skarżyć się na zaczepki przebywającego w lokalu Sergieja V. Na zewnątrz między nim a piłkarzem miało dojść do utarczki. – Wyzywał mnie od banderowców. Byłem wkurzony – mówił śledczym.

Kiedy 32-latek już sam wracał do domu, Sergiej V. poszedł za nim. Dopadł go tuż przed blokiem, w którym mieszkał piłkarz. Bandzior nie miał żadnej litości. Zmasakrował mężczyznę nożem, zadając mu całą serię ciosów – m.in. przeciął mu tętnicę szyjną. Potem sprawca zabrał ofierze portfel z pieniędzmi i kartę bankomatową, z której wypłacił 500 zł.

Po zbrodni natychmiast wyjechał. Zabójca w Lublinie wsiadł do autobusu na Ukrainę. Tuż przed granicą w Dorohusku pojazd został zatrzymany i otoczony przez mundurowych. Dzięki błyskawicznemu dzianiu śledczych Sergiej nie zdążył uciec.

Zabójstwo wstrząsnęło szczególnie kibicami i kolegami z boiska. Zamordowany Grzegorz Kijowski był piłkarzem KS Garbarnia.

– Grzegorz w czasie swojej kariery odnosił kilka razy kontuzję ręki, jednak najcięższą z nich była utrata śledziony w 2011 roku, gdy wpadł na niego inny zawodnik. Mimo przeciwności losu, zdecydował się na kontynuowanie przygody z piłką – ostatni mecz rozegrał 11 czerwca 2017 roku w Wąwolnicy – wspominali go koledzy z klubu.

Zabójcy grozi dożywocie. LL