Zakopał ciało ofiary w jamie i posadził drzewo

Dramatyczny przebieg miał początek procesu 20-letniego Krzysztofa K., oskarżonego o brutalne zabójstwo swojego kolegi – 17-letniego Patryka. Kiedy na sali rozpraw matka ofiary usłyszała z ust oprawcy, że się nie przyznaje, zemdlała i osunęła się na podłogę.
Proces ruszył w zeszłą środę przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Sprawa dotyczy makabrycznego zabójstwa w Machowie w powiecie opolskim. Do zdarzenia doszło w kwietniu ubiegłego roku. Patryk wybrał się rowerem do miejscowego sklepu, aby kupić kartę do telefonu. Tam spotkał Krzysztofa, którego miejscowi przezywali „Szpadel”. Młodzieńcy, dawniej dobrzy koledzy, poróżnili się. 17-latek został kopnięty w twarz. – Za to, że źle wyraził się o mojej dziewczynie – tłumaczył się przed sądem oskarżony. Twierdził jednak, że na tym incydent pod sklepem się skończył i się nawet przeprosili. Potem, jak przekonuje Krzysztof K., po pijanemu wracał ciągnikiem do domu i przez przypadek przejechał nim nastolatka. – To był nieszczęśliwy wypadek i tylko do niego mogę się przyznać, a nie do zabójstwa – zaznaczał pewny siebie.
Mężczyzna twierdzi, że spanikował przywiązał ciało do maszyny i wywiózł je do lasu. Tam zakopał w płytkim dole i posadził w tym miejscu drzewo.

Matka ofiary nie mogła znieść słów oskarżonego. Wyniesiono ją na korytarz i tam zaczęto cucić. Proces wznowiony został po przerwie.
Krzysztof K. od początku zmieniał wersje wydarzeń – co innego mówił na policji, co innego w prokuraturze. Śledczy nie mają wątpliwości, że było to zabójstwo. Ofiara została pobita tępym narzędziem po całym ciele. Na jej głowie stwierdzono też ślady uderzeń od buta. – 17-latek udusił się własną krwią i zmarł – stwierdził prokurator, odczytując akt oskarżenia.
Feralnego dnia, kiedy Patryk nie wrócił na noc do domu, bliscy zaczęli wszędzie go szukać. Dopiero jedne z myśliwych przypomniał sobie, że widział ciągnik nieopodal wałów na Wiśle.
Zabójcy grozi dożywocie. LL