Zalatuje z parceli prezesa

Dom Spotkań „Na Pograniczu Kultur” w Kumowie Plebanskim to miejsce licznych konferencji, spotkań i warsztatów

Mieszkańcy gminy Leśniowice zwracają uwagę na śmierdzącą stertę leżącą na placu po byłym skupie mleka w Kumowie Plebańskim. – W upalne dni smród jest nie do zniesienia, a przecież obok jest „Dom spotkań”, do którego przyjeżdżają goście z całego kraju i nie tylko. Jaka to wizytówka? – pyta nasz rozmówca. – To żadna trucizna – odpowiada Czesław Michalczuk, prezes gminnego PSL, do którego należy posesja i kłopotliwa kupa…

Dom spotkań „Na Pograniczu Kultur” to obok zalewu „Maczuły” duma i oczko w głowie wójta Wiesława Radzięciaka. Dom powstał przed dwoma laty, jako jeden z elementów opiewającego na ponad 11 mln zł unijnego projektu „Współpraca polsko-ukraińska na rzecz rozwoju turystyki na obszarze transgranicznym”, w wyremontowanej byłej szkole w Kumowie Plebańskim. W Domu mieściło się biuro projektu, odbywały się warsztaty rękodzielnicze i kulinarne, konferencje, spotkania i kulturalne prezentacje. Na poddaszu obiektu uruchomiono izbę pamięci i miejsce noclegowe. To miejsce również dziś tętni życiem służąc mieszkańcom gminy, ale również turystom (m.in. rozpoczyna się tu ścieżka rowerowa „Malowniczy Wschód”). Tymczasem – jak twierdzą nasi rozmówcy – zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej, po drugiej stronie ulicy jest miejsce, które nie tylko psuje widok, ale również powietrze… Chodzi o działkę z byłym skupem mleka. Kilka lat temu od spółdzielni mleczarskiej w Krasnymstawie kupiła ją znana w gminie Leśniowice rodzina Michalczuków – Czesław Michalczuk od lat jest prezesem gminnych struktur PSL, a jego syn był radnym. Zakup ten przysporzył jednak rodzinie sporo problemów. Dokładnie przed rokiem szerokim echem w całym województwie odbiła się sprawa nielegalnej, pokaźnej plantacji konopi indyjskich w Kumowie Plebańskim. Hodowla prowadzona była właśnie w budynku po byłym skupie mleka przez 30-letniego mieszkańca powiatu lubaczowskiego, który wynajął obiekt od Michalczuków. Policjanci zorganizowali obławę, plantację zlikwidowali, a hodowcę konopi aresztowali. Uprawa była profesjonalna, a oprócz 300 sadzonek konopi, mundurowi zabezpieczyli urządzenia służące do prowadzenia hodowli, w tym m.in.: pompę wody, instalację elektryczną, plastikowe pojemniki. Hodowlą marihuany przy głównym skrzyżowaniu w Kumowie Plebańskim 30-latek trudnił się przez dłuższy czas, ale żaden z mieszkańców wsi nie zauważył nic podejrzanego. Plantacja znajdowała się za zamurowaną ścianą, do której prowadziło zamaskowane przejście. Czarnorynkowa wartość uprawianej przez 30-latka marihuany to blisko ćwierć miliona złotych. Choć ci, którzy wydzierżawili posesję przestępcy, nie mieli z nielegalną uprawą nic wspólnego, to Czesław Michalczuk nie ukrywa, że cała sprawa kosztowała go sporo nerwów. Nie chce zdradzać szczegółów, ale wiadomo, że miała też swój finał w sądzie. Teraz doszły kolejne skargi na to, co dzieje się za płotem byłego skupu mleka.
– Właściciele składują tam kupę śmierdzącego czegoś – informuje nas jedna z mieszkanek gminy Leśniowice. – Sterta jest nakryta, więc nie do końca wiadomo co to jest, ale cuchnie. Najgorzej jest w upalne dni. Smród trudny do zniesienia. W pobliżu znajduje się Dom spotkań, gdzie przyjeżdża mnóstwo gości i odbywają się różne imprezy. Kiepska to wizytówka.
Wójt Radzięciak zapewnił nas, że dotąd nie słyszał żadnych skarg na ten temat i obiecał sprawdzić, co tam się składuje na działce jego partyjnego kolegi. I sprawdził, bo kiedy po kilku minutach zatelefonowaliśmy do Czesława Michalczuka, ten już był przygotowany do rozmowy.
– Ta sterta to wytłoki buraczane dla bydła – wyjaśnia Michalczuk. – Było tego cztery tiry, zostały trzy. Do jesieni wywieziemy resztę, ale potem znowu będziemy składać, bo na razie nie mamy innego miejsca. Skarżą się ci, którzy nic nie robią. Wszystko jest szczelnie przykryte. To żadna trucizna. Jak deszcz popadał, to może trochę i był specyficzny zapach, ale nie zlikwidujemy tego.
Czesław Michalczuk informuje, że chętnie wydzierżawi plac po byłym skupie mleka, ale po chwili roztropnie dodaje: – Byle tylko nie takiemu, co chce konopie tu hodować.
Są też obrońcy prezesa gminnego PSL. – To wieś, a wiadomo, że na wsi zdarzają się różne zapachy. Ludzie czasem przesadzają – mówi jeden z mieszkańców gminy Leśniowice. (mo)