Żałobnik wpadł do grobu

O kwestie związane z zabezpieczaniem kwater na cmentarzu komunalnym pytał na ostatnich komisjach radny Robert Syryjczyk. Te, jak wskazuje, najwyraźniej nie zawsze są właściwie osłonięte, bo podczas jednego z pochówków zdarzyło się, że żałobnik wpadł do grobu. Na szczęście nic poważnego się mu nie stało.

Sporą część wtorkowego posiedzenia komisji Rady Miasta Świdnik poświecono sprawom związanym z zarządzaniem cmentarzem komunalnym. Przy okazji tego tematu radny Robert Syryjczyk (z klubu KO) pytał o to, czy na przestrzeni ostatniego roku na terenie świdnickiej nekropolii doszło do jakichś wypadków z udziałem odwiedzających groby lub pracowników.

– W odpowiedzi usłyszałem, że nie, ale sam byłem świadkiem jednego zdarzenia, które mogło mieć bardzo poważne konsekwencje. Na pogrzebie kolegi, który odbył się kilka miesięcy temu, jeden z uczestników wpadł do grobu. Kwatery przykrywane są betonowymi płytami, a ścieżki pomiędzy nimi dość wąskie. Chcąc być blisko pochówku, ludzie stali też na tych płytach. Już po zakończeniu ceremonii, kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić, jeden pan wpadł do pustego grobu. Zabezpieczająca go płyta najwyraźniej była za wąsko oparta. Dobrze, że był to pojedynczy grób, bo ten pan zatrzymał się na nogach i rękach. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało, trochę się wybrudził, był w stanie sam opuścić cmentarz, ale mimo wszystko to incydent, który nie powinien mieć miejsca – mówi radny.

Jerzy Irsak, prezes spółki Pegimek, którzy zarządza cmentarzem tłumaczy, że o tej sytuacji dowiedział się dopiero podczas komisji. Potwierdza, że miała ona miejsce i zapewnia, że to nie Pegimek zawinił.

– Ta sprawa nie dotyczy nas, a wykonawcy, który wykopywał ten grób i najwidoczniej niewłaściwie go zabezpieczył. Taka sytuacje nie powinna mieć miejsca, zamierzamy to wyjaśnić – komentuje Jerzy Irsak.

Prezes Pegimeku dodaje, że spółka stosunkowo od niedawna zajmuje się budową grobów.

– Nie chcieliśmy, aby „uciekały” nam pieniądze, więc nie zlecamy już tego firmie zewnętrznej, a wykonujemy sami. W ubiegłym roku zarobiliśmy na tym prawie 60 tys. zł, a w tym 38 tys. zł – dodaje prezes Irsak. w