Założyli związek, wylecieli na bruk

Dwoje pracowników jednej ze świdnickich firm w trybie natychmiastowym zwolniono z pracy po tym, jak poinformowali swojego pracodawcę, że zawiązali związek zawodowy. – Mamy poczucie, że potraktowano nas bardzo niesprawiedliwie, tym bardziej, że wcale nie zamierzaliśmy być radykalnym związkiem – mówią zwolnieni i zapowiadają, że swoich praw będą dochodzić przed sądem.


16 listopada br. pracownicy jednego z świdnickich zakładów produkujących przyczepy zawiązali związek zawodowy. Mniej więcej półtora tygodnia później o tym fakcie chcieli poinformować pracodawcę.

– Nasz związek jest na etapie rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym. W związku z tym nie musieliśmy jeszcze o nim informować naszego pracodawcy, ale postanowiliśmy to zrobić już 27 listopada – opowiada pan Tomasz, jeden ze dwójki zwolnionych pracowników. – Zagadnęliśmy jednego z prezesów, gdy ten był akurat na hali produkcyjnej. Przedstawiliśmy się, powiedzieliśmy, że nie jesteśmy przypadkową trójką, ale komitetem założycielskim związku zawodowego i chcieliśmy umówić się na oficjalne spotkanie. Pan prezes powiedział, żebyśmy zapisali się u sekretarki.

Szef nie musi się tłumaczyć pracownikom

Jednak związkowcy nie mieli na to szansy. Niecałe dwie godziny później dyrektor do spraw personalnych zawołał pana Tomasza i jego koleżankę z komitetu na rozmowę z zarządem, podczas której obojgu wręczono wypowiedzenia.

– Prezes powiedział mi, że pracodawca nie musi tłumaczyć się pracownikowi, dlaczego go zwalnia. Na moją uwagę, że powinni się cieszyć, że związki powstały, bo będzie można się porozumiewać w zorganizowany i cywilizowany sposób, stwierdził, że ma 20-letnie doświadczenie w prezesowaniu i związki mu niepotrzebne. Kazano mi oddać klucze, zabrać swoje rzeczy z szafki i w asyście ochrony wyprowadzono mnie za bramę firmy – opowiada pan Tomasz.

Pracownicy zakładu nie chcą publicznie wypowiadać się na temat powodów, dla których postanowili założyć związek zawodowy. Ogólnie wskazują na niejasny system wynagrodzeń. Mówią również o „wielu drobiazgach:, które mają jednak wpływ na ich komfort ich pracy.

Pan Tomasz pracował w firmie od niedawna, bo od około pół roku i podobnie jak jego zwolniona koleżanka był zatrudniony na umowę czasową. Trzeciego członka komitetu założycielskiego póki co nie zwolniono. Miał umowę na czas nieokreślony.

– Łatwo było nas zwolnić, bo zakład nie poniesie z tego tytułu większych kosztów. Czujemy się rozgoryczeni, bo nie zrobiliśmy nic, co by mogło zostać odczytane jako działanie na szkodę zakładu. Rozumiałbym takie posunięcie, gdybyśmy np. namawiali do strajku. A tak? Ja sam, rozumiejąc sytuację pracodawcy, ponieważ sam przez lata prowadziłem zakład, wielokrotnie uspokajałem załogę, bo ta jest niezadowolona z wielu kwestii. Uznałem, że związek zawodowy byłby najlepszą formą komunikacji między załogą a zarządem. Założyłem, że nie będziemy działać radykalnie; stawiać sytuacji na ostrzu noża, bo wiem, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Moje zamiary były jak najlepsze w stosunku do firmy, bo jej dobro kończy się przecież dobrem pracowników. I odwrotnie. Przynajmniej tak to powinno działać – mówi pan Tomasz.

Niejawny związek?

Wyrzuceni pracownicy nie wnieśli jeszcze oficjalnej skargi do Państwowej Inspekcji Pracy, ale przymierzają się do tego. Zasięgnęli już porady tamtejszego prawnika. Z byłym pracodawcą najpewniej zechcą spotkać się także w sądzie.

– Od prawników wiemy, że zrobiliśmy wszystko zgodnie z prawem – zapewnia pan Tomasz. – Poinformowaliśmy prezesa o związku, ale jak widać za wcześnie.

Związek zawodowy – jak zapewniają pracownicy – prawnie istnieje, przy czym działa niejawnie. Załoga jest ponoć tak zastraszona, że osoby, które są w tym związku (chęć przynależności do niego zadeklarowało wstępnie ok. 70 osób), boją się ujawniać.

– Ludzie mają rodziny, dzieci, kredyty i ja ich rozumiem. To śmieszne, że w państwie prawa związek jest tak traktowany – kończy pan Tomasz.

Prezes miał swoje zastrzeżenia

O całą sytuację zapytaliśmy również zarząd spółki. Jej prezes Arkadiusz Marzec tłumaczy, że wyglądała ona zgoła inaczej niż przedstawiają to zwolnieni. Tłumaczy, że nie chodziło o związek zawodowy, bo de facto do zarządu nie dotarła jeszcze żadna oficjalna wiadomość o tym, że takowy został związany.

– O związkach zawodowych słyszę regularnie od 7 lat i jak dotąd nic z tego nie wynikło. Jak na razie w spółce nie ma oficjalnego zgłoszenia, że związek został zarejestrowany. Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał wcześniej. Dopiero, kiedy wezwałem tych państwa do siebie, powiedzieli mi o związku – wyjaśnia A. Marzec.

Prezes tłumaczy, że powodem zwolnienia były zastrzeżenia względem dwojga pracowników.

– Firma szybko się rozwija, w związku z tym mamy dużą rotację pracowników i cały czas zwiększamy zatrudnienie. Na kilkaset osób, które każdego roku przyjmowanych jest do pracy, zostaje około 150. Przyczyny są różne, także ze strony pracowników. A my również mamy pewne oczekiwania i wymagania wobec załogi. Sprzedajemy nasze produkty na cały świat. Muszą one spełniać najwyższe wymagania; są to produkty homologowane.

Obostrzeń jest naprawdę dużo. Ci państwo mieli umowy czasowe. Już wcześniej były zastrzeżenia co do tych osób ze strony kierowników i dyrektorów. To nie jest tak, ze ktoś się na nich uwziął. To naturalna rotacja w firmie. Trzeci z członków komitetu tego domniemanego związku nadal pracuje, więc to nie jest tak, że kierowaliśmy się kluczem, że jak ktoś chce zakładać związek, to traci pracę – kończy prezes. (w)