Zapłacili 600 tysięcy – nie są właścicielem domu

Firma Łubex, która stawia osiedle przy ul. Nadtorowej w Chełmie, ma zapłacić koszty sądowe oraz 6 tys. zł jednej z rodzin za zwłokę w przeniesieniu prawa własności do nieruchomości. To pierwszy wyrok w sporze między deweloperem a rodziną, ale chyba nie ostatni, bo konflikt narasta.

O nowym osiedlu przy ul. Nadtorowej pisaliśmy kilkakrotnie. Najpierw za sprawą atrakcyjnych cen stawianych tam domów i ciekawej lokalizacji, która miała połączyć sielskie życie z bliskością centrum miasta. Później, niestety, za sprawą skarg mieszkańców. Jednych drażniło, że są na ciągłym placu budowy, nie mają utwardzonej drogi dojazdowej i brną w błocie, żeby wydostać się z osiedla.

Inni, że nie mogą doczekać się na przeniesienie praw własności do domów, na które pobrali ogromne kredyty albo wydali oszczędności życia. Ze skarg na brak dojazdu deweloper może się wytłumaczyć, bo rzeczywiście dopóki nie powstaną wszystkie domy (z 60 zaplanowanych jest ok. 20), trudno kłaść kostkę czy wylewać asfalt.

Ale trudno zrozumieć, że nie chce wywiązać się z notarialnie podpisanej umowy z nabywcami domów. Tak jest w przypadku rodziny Radosława Zieleźnika, który za 600 tys. zł kupił połączone „bliźniaki”. Już w grudniu 2018 roku pisaliśmy, że od półtora roku nie może doczekać się, aby deweloper przeniósł na niego prawo własności do budynku, mimo że umowa deweloperska go do tego zobowiązywała. Do dzisiaj formalnie nie mieszka we własnym domu.

– A przez to płacę co miesiąc raty kredytu wyższe o około 440 zł – mówi.
Krzysztof Łuba, właściciel firmy Łubex, która stawia osiedle, już wtedy zapowiadał, że rodzina nie doczeka się przeniesienia prawa własności, dopóki nie ureguluje zobowiązań za remont i „dopasowanie” domu. Te zobowiązania wycenił na 268 tys. zł a ostatnio domaga się też dopłacenia 160 tys. zł do zakupu działki, na której stoi dom. W grudniu zapowiadał, że „na dniach” sprawa trafi do sądu.

Do dzisiaj nie trafiła. Za to rodzina Zieleźnika podała K. Łubę do sądu o niewywiązanie się z umowy deweloperskiej i zapłatę wynikających z tego kar umownych. Za każdy dzień zwłoki w przeniesieniu własności inwestor zobowiązuje się zapłacić 50 zł do wysokości 1 proc. wartości nieruchomości – w tym przypadku to 6 tys. zł. W ubiegłym tygodniu zapadł wyrok w tej sprawie, który potwierdził rację rodziny.

Chociaż K. Łuba zapowiada, że będzie się odwoływał, bo nie było go na rozprawach, to sąd nadał wyrokowi klauzulę natychmiastowej wykonalności. A to oznacza, że mieszkańcy mogą od razu iść do komornika. Ten oczywiście obciąży przedsiębiorcę dodatkowymi kosztami egzekucji.

– Cały konflikt zabrnął za daleko – mówi Zieleźnik. – My wywiązaliśmy się z umowy. Zapłaciliśmy całą kwotę za dom i wszystko za remont, który ostatecznie i tak skończyła nam inna firma. Czujemy się oszukani, osaczeni i nie zamierzamy paść ofiarą wyłudzenia. Dlatego powiadomiliśmy też prokuraturę.

Deweloper zapewnia, że poza rodziną Zieleźników pozostali, z którymi podpisał umowy, są właścicielami nieruchomości.

– Wszystkie osoby, którym buduję domy, sukcesywnie mają przeniesione prawo własności, tylko rodzina Zieleźnika nie, bo wyłudziła ode mnie remont na prawie 300 tys. zł – upiera się Łuba.

I nie przekonuje go ostatni wyrok sądu ani pismo od Rzecznika Konsumentów, do którego po pomoc udała się rodzina i który stwierdził, że firma nie może uzależniać przeniesienia praw własności do nieruchomości od innych zobowiązań. Jeśli nawet takie są, to deweloper powinien dochodzić ich na drodze sądowej.

Ta nieznajomość prawa może całkiem sporo kosztować przedsiębiorcę. Rodzina chce wystąpić do sądu o zastępcze przeniesienie prawa własności do nieruchomości. I jeśli – podobnie jak w przypadku kar umownych – uzyska korzystny wyrok, przedsiębiorca będzie musiał pokryć koszty tzw. wpisu a to aż 5 proc. wartości nieruchomości, czyli 30 tys. zł, kilkanaście tysięcy zł kosztów prawnika i kilka tysięcy kosztów sądowych. (bf)