Nie zasłabł, a wyszedł zapalić

Po opublikowanym w ostatnim wydaniu „Nowego Tygodnia” artykule dotyczącym Przemysława K. odezwał się do nas adwokat oskarżonego o zamordowanie swojej żony.

Obrońca oskarżonego stanowczo dementuje informacje o rzekomym zasłabnięciu nad aktami. Jak mówi, musiał wyjść i zaczerpnąć powietrza nie dlatego, że zrobiło mu się słabo, a z konieczności zapalenia papierosa, co musiało zostać mylnie odebrane przez osobę, która zobaczyła, jak adwokat wychodzi z sali rozpraw.
– W trakcie czynności procesowej zaznajomienia z aktami przeczytałem na głos dwanaście tomów. Nie jest możliwe, aby bez przerwy czytać, dlatego parokrotnie, dla wypoczynku, wychodziłem zapalić papierosa. Bardzo dziwi mnie, że ktoś (prawdopodobnie na tej podstawie) wysnuł absurdalną tezę, że zasłabłem. Nigdy w swoim życiu nie zasłabłem i nie zemdlałem. Tego typu sformułowania tworzą fałszywy obraz sprawy, jakoby obrońcę poraził zgromadzony materiał dowodowy. Pragnę nadmienić, że materiał dowodowy jest mi doskonale znany, bo brałem udział w większości czynności procesowych od początku śledztwa. Z przykrością zauważam, że mój wizerunek oraz profesjonalizm jako adwokata, obrońcy został publikacją poważnie naruszony. W mojej ocenie adwokat a zwłaszcza ten pełniący funkcję obrońcy w sprawach karnych nie może mieć emocjonalnego stosunku do sprawy i zgromadzonych dowodów. Wielokrotnie uczestniczyłem w bardzo drastycznych czynnościach procesowych, np. sekcjach zwłok. Tym bardziej z pewnym rozbawieniem przeczytałem w Waszym artykule o rzekomym moim zemdleniu  zwłaszcza, że miało ono się wydarzyć w związku z odczytywaniem znanego mi już materiału procesowego – komentuje adwokat Jędrzej P. Kwiczor, obrońca oskarżonego. (pc)