Zawłaszczyli sobie ulice

– To skandal! Kilkunastu bogaczy zawłaszczyło sobie gminną drogę wybudowaną za publiczne pieniądze. Załatwili sobie ustawienie znaków zakazu ruchu! – grzmią mieszkańcy gminy Mełgiew. Mowa o ul. Szerokiej i Kasztanowej w sąsiadującym ze Świdnikiem Nowym Krępcu, na które od niedawna wjechać mogą jedynie ich mieszkańcy, czyli m.in. radny gminy i były poseł…
Miały być dla wszystkich, są dla wybranych. Ulice Kasztanowa i Szeroka, prowadzące przez przylegającą do Świdnika willową dzielnicę, które dotychczas była zwyczajnymi gminnymi drogami, stały się drogami niemalże prywatnymi. Wjazdu na nie od niedawna bronią z obydwu stron znaki zakazu ruchu, który nie dotyczą jedynie jej mieszkańców.
– Ta droga ciągnie się na przestrzeni 1,5 km. Korzystają z niej kierowcy, którzy skracają sobie drogę, jadąc w kierunku Świdnika. I mają do tego prawo! W końcu jest to droga wybudowana za publiczne pieniądze, więc wszyscy możemy z niej korzystać. A wystarczy, żeby zgadało się kilku panów i koniec. Teraz mogą nią jeździć tylko VIP-y i nowobogaccy! – ubolewa nasz czytelnik.

Droga mieszkańców…

Ryszard Podlodowski, wójt gminy Meł-giew, zapewnia, że decyzja o wyłączeniu drogi nie zapadła za sprawą „kilku panów”, a za sprawą mieszkańców, którzy bali się o swoje bezpieczeństwo.
– Wniosek o to, aby w taki sposób przeorganizować ruch drogowy w tym miejscu, dotarł do mnie jeszcze na początku tego roku. Podpisało się pod nim 20 mieszkańców. W marcu zorganizowałem w tej sprawie spotkanie. Byli na nim m.in. przedstawiciele ul. Kasztanowej, sołtys Nowego Krępca i przedstawicielka rady sołeckiej. Wszyscy obecni uznali, że ograniczenie ruchu jest konieczne, aby poprawić tam bezpieczeństwo. Dlatego też zwróciliśmy się w tej sprawie do starostwa, do którego należała ostateczna decyzja – tłumaczy wójt.
Starostwo odcina się jednak od tej sprawy. – Nie odpowiadamy za politykę prowadzoną w kwestii organizacji ruchu drogowego w gminach. Naszym zadaniem jest jedynie sprawdzenie, czy projekt jest zgodny z przepisami, a kwestie tego, czy jest zgodny z potrzebami społeczności lokalnej, rozstrzyga zarządca drogi, czyli wójt gminy – ucina krótko Jarosław Drozd, naczelnik wydziału infrastruktury drogowej w świdnickim starostwie.

Radnego prosiły matki

Wniosek ze wspomnianymi 20 podpisami, który trafił na biurko wójta, dostarczył mu radny gminy Mełgiew Jarosław Marcinek, który jak się okazuje, sam mieszka na ul. Kasztanowej.
– Wiem, że jestem radnym całej gminy i powinienem działać dla wszystkich jej mieszkańców. Ale to przecież normalne, że o bolączkach ludzi na swoim terenie wiem najwięcej – tłumaczy J. Marcinek.
Nieoficjalnie mówi się, że to właśnie radnemu najbardziej przeszkadzał ruch „tranzytowy” tuż przed domem. Nas jednak radny przekonuje, że o pomoc w tej sprawie poprosiła go grupa mieszkańców.
– Konkretnie grupa matek z dziećmi – podkreśla radny. – Ul. Kasztanowa i Szeroka mają 3,5 m szerokości. Nie ma przy nich chodników. Wszyscy, którzy tu mieszkamy, szanujemy się nawzajem i jak widzimy pieszego, a już szczególnie kobietę z wózkiem, to nie trąbimy i zwalniamy w przeciwieństwie do przejezdnych, którzy jeździli tędy jak na złamanie karku. Ograniczenie było do 40 km/h, a oni na licznikach mieli pewnie i dwa razy tyle. Nie mogliśmy dłużej czekać aż dojdzie do jakiejś tragedii – mówi radny.
Pytany, czy słyszał już o tym, że ludzie komentują wprost, że radny sobie zrobił prywatną drogę, odpowiada krótko: – Absurd! Powinienem z tym pójść do prokuratury i wszcząć postępowanie o zniesławienie.

Dzielnica VIP

Co ciekawe, radny Marcinek to nie jedyna osoba związana ze światem polityki, która ma dom przy ul. Kasztanowej. Mieszka tam także były poseł Andrzej Mańka.
– Pewnie i on maczał palce w wyłączeniu drogi – podejrzewa nasz czytelnik. Wójt gminy Mełgiew stanowczo to jednak dementuje. – Poseł Mańka absolutnie nie miał z tym nic wspólnego – mówi R. Podlodowski.
Nasz informator zwraca także uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sprawy. – Ciekawe, czy taką drogę tylko dla siebie mogliby sobie załatwić zwykli, szarzy mieszkańcy powołując się, że jeżdżące po niej samochody narażają ich na niebezpieczeństwo. Ja również mieszkam przy ulicy na obrzeżach Świdnika i pod domem jeżdżą mi samochody, ale nie wyobrażam sobie by ktoś pozwolił nam ustawić znaki zakazu ruchu. Ale proszę się przejechać ulicami Kasztanową i Szeroką i zobaczyć te wszystkie wille – wskazuje nasz rozmówca. Problem w tym, że „przejeżchać” się tamtędy już nie można… (mg)