Zejście wykonawcy

Albo to Zarząd Województwa nie ma szczęścia do Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej albo ziemia lubelska ma pecha do Zarządów Województwa.
Zejście z placu kolejnego już wykonawcy czyni rozbudowę tego szpitala (nie)godnym następcą nieszczęsnego Teatru w Budowie. A końca tej, tragicznej w potencjalnych skutkach farsy wciąż nie widać…

A nie mówiliśmy…

Ludzie coraz częściej schodzą na raka – a konsorcjum Block i  JP Contracting zeszło sobie z budowy. Taki scenariusz nie powinien być jednak dla nikogo zaskoczeniem w sytuacji, gdy pod znakiem zapytania wciąż stoi dalsze finansowanie przedsięwzięcia, zaplanowanego z nadmiernym rozmachem, za to bez rachunku ekonomicznego jeszcze przez poprzednią, odwołaną z hukiem dyrektorkę COZL, Elżbietę Starosławską. Nikt, nawet próbujące dziś zbić kapitał na potknięciu Zarządu Województwa Prawo i Sprawiedliwość, nie może z czystym sumieniem oświadczyć „nas przy ty nie było, myśmy nie brali udziału”. W swoim czasie bodaj tylko „Nowy Tydzień” ostrzegał, że inwestycja jest źle zaplanowana, zaplanowany zakres pracy zbyt obciążający budżetowo, a cały pomysł pozostaje tylko w bardzo luźnym związku z rzeczywistymi potrzebami zdrowotnymi mieszkańców regionu. Wówczas jednak (zwłaszcza na przełomie 2012/13 roku, u zarania budowy) obowiązywał jeszcze urzędowy optymizm i typowe dla Lubelszczyzny chciejstwo w typie „cieszmy się, że COŚ robią!”, a pytania o sens traktujmy jako czepialstwo czy wręcz „rzucanie kłód”…

Politycy niewinni i zniecierpliwieni

Przepychanki między marszałkiem Sławomirem Sosnowskim a wojewodą Przemysławem Czarnkiem, którzy nie potrafili pokonać uprzedzeń, wspólnie i szybko wystąpić o przesunięcie niezbędnych dla dokończenia budowy środków z budżetu państwa na przyszły rok, dały wykonawcy (od dawna nie radzącemu sobie z prowadzeniem tego rozgrzebanego zadania) wygodny pretekst do zerwania umowy. Wprawdzie w ostatniej chwili COZL uzyskał akredytywę na oczekiwane przez generalnego wykonawcę 60 mln zł, jednak było już za późno. Plac budowy opustoszał, zaś politycy z całego zamieszania wyciągnęli tylko taki wniosek, że… dalej przerzucają się tylko odpowiedzialnością za zaistniały stan rzeczy.
Wojewoda Czarnek z miejsca zawołał, że on swoje zrobił, wnioski o przesunięcie pieniędzy do ministerstwa przekazywał (co z tego, że po miesięcznym droczeniu się…), a teraz jeszcze – biedaczysko – „będzie musiał znowu jeździć, załatwiać”. Wojewoda nie powiedział dziennikarzom co też ma ciekawszego do roboty na swoim czysto dekoracyjnym stanowisku, niż załatwianie pieniędzy dla Lubelszczyzny, ale z pewnością musi to być coś ważnego, bowiem polityk wyglądał na mocno zniecierpliwionego dodatkowymi obowiązkami. Z kolei marszałek przekazuje przez pośredników medialnych, że też nie czuje się winny, pieniądze, no cóż, „się przesunie”, inwestycję się dokończy (z nie wiadomo którym już wielomiesięcznym poślizgiem), a w ogóle to jego ta sytuacja denerwuje jeszcze bardziej, niż konkurenta z PiS-u.

Politycy więc się obrażają, że im coś nie wychodzi, a przecież to dopiero byłoby zaskakujące, gdyby tym razem było inaczej i ktoś wreszcie w sprawie COZL zrobił to, co do niego należy, doprowadzając wreszcie cały ten projekt do mniej więcej choćby szczęśliwego końca. Czy i kiedy to jednak nastąpi, nikt już naprawdę nie umie dać odpowiedzi.
TAK