Zgiął znak rowerem

Nauczka dla tych, którzy mają w nosie przepisy i bezpieczeństwo na drodze, a zamiast skupić się na jeździe, bawią się telefonem. Właśnie w taki sposób były radny miejski, a obecnie dyrektor MOPR Artur Juszczak, spotkał się w cztery oczy ze znakiem drogowym. Na szczęście ucierpiały tylko znak i rower.

Artur Juszczak, od niedawna dyrektor chełmskiego MOPR, nie od dziś jest znany z zamiłowania do gadżetów technologicznych i mediów społecznościowych oraz przywiązania do własnego wyglądu. Od początku pielgrzymki Juszczak pokazywał w Internecie wszystkim swoim „fanom” kolejny dzień z trasy, a właściwie… siebie przed kamerką. Jako radny miejski musiał służyć przykładem (przynajmniej w założeniu), ale najwyraźniej po rozstaniu się z tą funkcją Juszczak zapomniał o bezpieczeństwie i przepisach. Przejeżdżając przez Słowenię, zamiast skupić się na drodze, tak bawił się kamerką w telefonie (próbował nagrywać kolejny odcinek swojego wideobloga), że nie zauważył stojącego przed nim znaku drogowego… Całe szczęście, że pamiętał o kasku. Zderzenie skończyło się jedynie na chwilowej utracie przytomności. W starciu z Juszczakiem ucierpiał za to znak – zgiął się wpół. Nic dziwnego, bo – jak przyznają świadkowie kraksy – dyrektor MOPR jechał ze znaczną szybkością.
W Polsce zniszczenie znaku drogowego jest wykroczeniem, za które grozi grzywna, a nawet kara pozbawienia wolności (najczęściej w zawieszeniu) i obowiązek zapłaty za szkody. Za rozwalony na Słowenii przez Juszczaka znak raczej nikt nie zapłaci. Koledzy pomogli ustawić słup do pionu i czym prędzej odjechali w siną dal. O całej sprawie Juszczak rozmawiać nie chce, ale dwa dni po zderzeniu nagrywał już kolejne filmiki, przyznając ze smutkiem, że miał groźny wypadek. (pc)