Zginął z rąk przyjaciela

Co do tego jest przekonana prokuratura, która właśnie skierowała do sądu akt oskarżenia świdnickiego przedsiębiorcy Andrzeja R., któremu zarzuca zabójstwo byłego starosty świdnickiego Wiesława Jaworskiego. Oskarżyciel najpewniej będzie domagać się dla oskarżonego 25 lat pozbawienia wolności.


Do zbrodni doszło nad Jeziorem Głębokie w powiecie lubartowskim. To właśnie tam w sobotę 17 czerwca 2017 r. 54-letni wówczas Andrzej R., przedsiębiorca ze Świdnika, w swoim domku letniskowym zorganizował przyjęcie. Gospodarzowi imprezy urodziła się wnuczka i do oblewania tego radosnego wydarzenia zaprosił trzech kolegów, w tym Wiesława Jaworskiego (70 l.) – pierwszego starostę powiatu, znanego w Świdniku działacza sportowego i społecznego. Panowie mieli bawić się w najlepsze, ale następnego dnia rano Andrzej R. zadzwonił na policję, że na jego posesji leży ciało mężczyzny, jak się okazało, byłego starosty. Najpierw podejrzewano, że W. Jaworski został pobity przez nieznanych sprawców. Po pierwszych przesłuchaniach okazało się jednak, że najprawdopodobniej to 54-latni gospodarz zamordował swojego przyjaciela.
Andrzej R. trafił do aresztu. Śledczy ustalili, że pomiędzy nim a byłym samorządowcem w pewnym momencie wywiązała się kłótnia. Oględziny wykazały, że na ciele denata znajdowały się liczne rany, co wskazuje na to, że mężczyzna przed śmiercią był bity i katowany. Prokuratura postawiła R. zarzut, że działając z zamiarem pozbawieniem życia Wiesława J., kopał, uderzał go w głowę i inne części ciała, w następstwie czego doszło do zgonu. Andrzej R. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Jak tłumaczył w trakcie przesłuchania, był pijany i nie pamięta, co się wydarzyło.
Nad ustaleniem tego, co dokładnie stało się w nocy z 17 na 18 czerwca, pracowali policjanci i śledczy z Prokuratury Rejonowej w Lubartowie. Nie mieli łatwego zadania, bo nikt nie widział, co zaszło między R. a Jaworskim. Na miejscu zabezpieczono za to dużo śladów, w tym także śladów krwi. Analizując je wszystkie biegli odtworzyli najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń.
Około godz. 22.00 R. został sam na sam z Jaworskim po tym, jak pozostali dwaj koledzy opuścili posesję z zamiarem udania się do domów. Pomiędzy mężczyznami doszło do kłótni. W ruch poszły nie pięści, a nóż, z którym R. rzucił się na Jaworskiego. Śledczym nie udało się wyjaśnić, co konkretnie było przyczyną ataku. Kiedy Jaworski próbował uciec z działki, kompan zaczął uderzać go tępym narzędziem w głowę. Tych ciosów było przynajmniej kilka. R. zmasakrował także twarz swojej ofiary i zadał jej dwa ciosy w szyję ostrym przedmiotem. Ciało ukrył za domkiem, w krzakach. Następnego dnia rano, kiedy na jego posesję przyjechali wezwani policjanci, R. miał najpierw powiedzieć, że nie wie, kim był człowiek lezący w zaroślach. Podczas przesłuchań gubił się w zeznaniach. Ustalono także, że R. nieumiejętnie zmywał ślady krwi.
Sprawę rozstrzygnie Sąd Okręgowy w Lublinie.
– Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale najprawdopodobniej będziemy wnioskować o karę 25 lat pozbawienia wolności. Ten człowiek do tej pory prawidłowo funkcjonował w społeczeństwie i stąd taki wymiar kary – mówi Katarzyna Świerszcz-Dobosz, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lubartowie.
Jeszcze nie wiadomo, na kiedy zostanie wyznaczony termin pierwszej rozprawy w sprawie zabójstwa byłego starosty. Śledczy przewidują, że ta data zostanie ogłoszona w ciągu najbliższego miesiąca. (w)