Zgrane słowo „przedsiębiorczość”?

Od prawie trzydziestu lat słowo „przedsiębiorczość” jest chyba najczęściej wymienianym we wszystkich rządowych i samorządowych strategiach i programach. – Ale co z tego wynika naprawdę dla szeregowego Kowalskiego i jego firmy? – zastanawiali się uczestnicy dyskusji, zorganizowanej przez Najwyższą Izbę Kontroli.


Wnioski z tej debaty nie są bynajmniej zbyt wesołe, zwłaszcza dla tak chętnie przywoływanych przez prezydentów i marszałków instytucji i inicjatyw, jak parki przemysłowe i inkubatory przedsiębiorczości. Jak podnosili eksperci, już nawet amerykańscy naukowcy odkryli, że tradycyjne metody wspierania rozwoju biznesu na danym terenie, poprzez przyciąganie inwestorów i kapitału z zewnątrz, tworzenie inkubatorów przedsiębiorczości czy parków przemysłowych niekoniecznie przekładają się na trwały sukces w walce z bezrobociem.
– Tradycyjne podejście było takie: zbudujmy inkubatory przemysłowe, parki przemysłowe, przyciągnijmy inwestorów, dajmy im dotacje, ulgi, wtedy oni przyjdą do gminy i zmniejszą bezrobocie. To okazało się mało skuteczne – stwierdził prof. Jerzy Cieślik z Akademii Leona Koźmińskiego. Tymczasem jego zdaniem warto przede wszystkim wspierać bezpośrednio tych, którzy mogą zatrudnić dodatkowo po dwie czy trzy osoby, zmniejszając tym samym bezrobocie na danym terenie. Efekt – choć nie tak spektakularny, jak w przypadku przyciągnięcia zewnętrznego inwestora – okazuje się często trwalszy i korzystniejszy dla lokalnej społeczności – dodaje profesor.

Zachłyśnięcie starzyzną?

Z kolei według prof. Magdaleny Wyrwickiej, dziekana Wydziału Inżynierii i Zarządzania Politechniki Poznańskiej, samorządy padły w dużej mierze ofiarą naśladowania jedne drugich i wykonywania spektakularnych i szybkich ruchów dla pochwalenia się na zewnątrz, niekoniecznie przy jednoczesnym badaniu rzeczywistych potrzeb lokalnych i odpowiadaniu na nie.
– Podstawą rozwoju przedsiębiorczości jest rozpoznanie potrzeb lokalnego biznesu. Tu z powodzeniem sprawdzą się tzw. narzędzia miękkie. Czasem naprawdę wystarcza sama poprawa atmosfery, lepsze kontakty, dokładniejsze tłumaczenie intencji i inicjatyw władz lokalnych – podkreśla prof. Wyrwicka. Generalnie, zdaniem ekspertów, mimo niektórych dobrych przykładów, wsparcie udzielane biznesowi przez samorządy można uznać za niewystarczające, w dodatku zaś oparte o mechanizmy instytucjonalne, którymi zachłysnęliśmy się w momencie, gdy w realiach gospodarki zachodniej przeżywają już raczej swój zmierzch, spowodowany zweryfikowaną, ograniczoną ich skutecznością.
Lublin odpiera krytykę
Jak to jednak wygląda na lubelskim podwórku, zapytaliśmy osobę z pierwszej linii walki o przedsiębiorczość, prezesa Lubelskiego Parku Naukowo Technologicznego, Tomasza Małeckiego.
– Czy uważa pan na przykładzie LPNT wsparcie udzielane przez samorządy przedsiębiorczości za wystarczające i właściwie zorganizowane?
– Wsparcie przedsiębiorczości przez samorządy jest bardzo ograniczone przez prawo i wynika z obowiązków i ograniczeń. Przede wszystkim samorządy muszą kombinować, jak realizować projekty wsparcia przedsiębiorczości zgodnie z Ustawą o samorządzie, zlecają zadania związane z przedsiębiorczością w ramach konkursów dla „NGO-sów” lub innych grantów celowych których są operatorem. W naszym przypadku samorząd województwa oraz miasta/jednostki samorządu Terytorialnego są partnerami w większości realizowanych przez LPNT projektów, mają swoje zadania oraz budżety w ramach projektów. Dużym wsparciem dla LPNT jest uzyskiwanie środków na wkład własny od Samorządu Województwa, który jest akcjonariuszem LPNT SA, i każde zwiększenie kapitału zakładowego spółki jest celowe – służy zapewnieniu wkładu własnego wymaganego w danym konkursie grantowym.
Czy zgadza się pan z poglądem prof. Wyrwickiej i prof. Cieślika, że „tworzenie inkubatorów przedsiębiorczości czy parków przemysłowych niekoniecznie przekłada się na trwały sukces w walce z bezrobociem”?
Inkubatory przedsiębiorczości i parki naukowo-technologiczne nie powstały po to, żeby walczyć z bezrobociem, tylko po to, żeby zatrzymać talenty w regionie i dać im szansę rozwoju. Wśród 56 startupów – lokatorów LPNT – żaden nie został założony przez bezrobotnych ani dzięki środkom z PUP-ów. Poza tym dziś problemem nie jest bezrobocie, ale brak wykwalifikowanej kadry – w ciągu kliku lat rynek pracy zmienił się z rynku pracodawcy na rynek pracownika. Powstanie samych instytucji – powierzchni biurowych czy laboratoryjnych, nic nie da bez inicjacji i animacji ekosystemu startupowego. Takie miejsca tworzą: ludzie: pomysłodawcy, czyli studenci/naukowcy oraz fundusze VC/aniołowie biznesu, eventy, networking oraz programy akceleracyjne a nie budynki. Dziś lubelski ekosystem startupowy rośnie w tempie ok. 100-120 startupów rocznie, które powstają w ramach programów dotacyjnych, na które w ciągu ostatnich 3 lat pozyskaliśmy z UE prawie 20 mln zł. Dodatkowo wprowadzamy lubelskie startupy na rynki zagraniczne poprzez współpracę z międzynarodowymi korporacjami oraz udział w międzynarodowych akceleracjach.
Dodam jeszcze, że 80 proc. inkubatorów i parków powstawało w samorządach bez rzeczywistego potencjału przedsiębiorczości, np. bez otoczenia akademickiego i przemysłów kreatywnych. TAK